Jeszcze dwadzieścia lat temu było tam pełno wody. Dzisiaj istnienie rezerwatu jest zagrożone.
Kiedyś to było miejsce oblegane przez fotografów. Nawet jeśli nie udało się im uchwycić jakiegoś ciekawego gatunku ptaka, to już sama panorama rezerwatu zapierała dech w piersiach. Dzisiaj nie widać już nic.
Wtorek 10 czerwca. O godz. 8 rano było już około 20 stopni Celsjusza. W Rezerwacie Przyrody Torfy nie byłem nigdy wcześniej, dlatego po drobnych problemach trafi łem we wskazane przez Dariusza Tyrpina miejsce. Przesiedliśmy się do jego samochodu i ruszamy w drogę. Do pokonania mamy kilkaset metrów. Do samego rezerwatu nie wjeżdżamy. Zostawiamy samochód na leśnej drodze i dalej idziemy pieszo.
Fotograf i miłośnik przyrody wspomina mi o swojej pierwszej wizycie na Torfach.
- To było w 2004 roku - mówi Dariusz Tyrpin.
Po kilkudziesięciu metrach docieramy na miejsce. I muszę przyznać, że na pierwszy rzut oka nie zauważyłem nic nadzwyczajnego. Można by rzec - las jak las.
- Dwadzieścia lat temu już z tego miejsca było widać rezerwat. W sensie tą część taką bardziej odkrytą. Tu było takie jeziorko duże, no ale to już historia - opowiada
Dariusz Tyrpin wskazując na tereny położone po naszej prawej ręce.

Wskazuje też na wyraźny wał ziemny. Za nim było kilka powalonych drzew na wodzie.
- Pamiętam, że przyjechałem tutaj w 2008 roku z ówczesnym starostą Władysławem Bielawą, pokazałem mu, jak wygląda rezerwat, pokazałem mu też rosiczkę okrągłolistną - dodaje fotograf.
Ta roślina jest bardzo ważna w kontekście istnienia Rezerwatu Przyrody Torfy, gdyż to m. in. jej występowanie tutaj sprawiło, że teren został objęty ochroną.
- Ale zmiany w klimacie zrobiły swoje i tej roślinki nie spotkamy już tak często, jak dwadzieścia lat temu - dodaje Tyrpin.
Trudniej również spotkać inne rośliny typowe dla tego miejsca, jak bagno zwyczajne, czy wełniankę.
- W tej chwili wszystko jest zarośnięte, nic nie widać - dodaje.
Zboczyliśmy lekko z leśnego duktu. Dotarliśmy do miejsca, które nawet laik, taki jak ja jest w stanie zidentyfikować, jako linię brzegową
nieistniejącego zbiornika wodnego.
- Tu było takie duże, powalone drzewo. Z tego miejsca robiłem często zdjęcia - opowiada dalej Dariusz Tyrpin.
Obserwował m.in. żurawie, które spacerowały po torfowisku, spotykał też czaple siwe. Dzisiaj przez zarośla trudno cokolwiek dostrzec. Dodaje, że jeszcze dwie dekady temu rozpościerała się stąd panorama na torfowisko.
- Nie było nic. Tylko kikuty brzóz sterczały, o sośninie nie było mowy. Tu była wszędzie woda, a w tym miejscu było stanowisko rosiczki - wskazuje palcem Dariusz Tyrpin.

Patrząc na to, co jest tam teraz trudno w to uwierzyć. Miejsce, gdzie była kiedyś woda zarasta młodym lasem.
- Ale to też nie tak, że tu była jedna wielka tafla. Po prawej były dwa stawki i jeden większy w lewym narożniku - dodaje.
Dopytuję go o owadożerną rosiczkę. Dowiaduję się, że w tym miejscu, w którym się znajdujemy już jej nie spotkamy. Prędzej po drugiej stronie rezerwatu, gdzie
jeszcze wciąż jest więcej wilgoci. Bo wilgoć to coś, co roślina ta lubi. Dariusz Tyrpin mówi, że w okolicy znajdują się rowy, które zawsze były wypełnione wodą. Teraz jest jej znacznie mniej, niż było kiedyś. To oznacza, że jej poziom w gruncie w zastraszającym tempie spada, co ma wpływ na cały rezerwat.
- Wiadomo, że klimat się ociepla i po prostu wygląda to tak, jak wygląda. Sam widzisz, że rosną tu już sosny, które mają pewnie z dziesięć, a może i więcej lat - mówi Tyrpin.
Dodaje, że za pięć, a maksymalnie dziesięć kolejnych lat - jeśli nie zostaną podjęte natychmiastowe działania przez Lasy Państwowe - pozbawiona sensu będzie jakakolwiek ochrona tego terenu.
- To co tutaj widzimy, te wszystkie zmiany na tym terenie, to wynik suszy. Gdyby tu było pełno wody, to by tak sosny ani inne drzewa nie rosły - podkreśla Tyrpin.
Jednak dla Rezerwatu Przyrody Torfy i dla innych podobnych miejsc w Polsce jest szansa. Lasy Państwowe realizują program Las dla Mokradeł, mający na celu ochronę siedlisk hydrogenicznych na obszarach cennych przyrodniczo. Programem tym objęte mają zostać również Torfy. Mówiąc skrótowo chodzi o to, by na takich terenach za wszelką cenę zatrzymać wodę. Montowane mają być urządzenia, które cały czas będą monitorowały poziom wód gruntowych, by można było na bieżąco reagować. Jeśli projekt udałoby się zrealizować, to wszystkie samosiejki, które dzisiaj porastają torfowisko obumrą, a teren znów będzie wyglądał tak, jak dwie dekady temu. Ale na to potrzeba sporo czasu.
- Zdjęcia, które powstały tutaj dwadzieścia lat temu mają dzisiaj charakter historyczny - podkreśla Tyrpin.

Zmiany w lasach związane z niedoborami wody obserwowane są wszędzie. Zarządca tych terenów, czyli LP starają się wyprzedzać niepożądane skutki takiego stanu
rzeczy. To przede wszystkim przebudowa drzewostanu. Wprowadzane są gatunki liściaste, jak dęby, czasami iglaste - modrzewie.
Coraz większe problemy z wodą dotykają nie tylko rezerwatu w gminie Czarna, ale również innych miejsc. Dariusz Tyrpin wspomina o terenach położonych w Dęborzynie, gdzie planowane jest utworzenie nowego rezerwatu przyrody w powiecie dębickim. Mówi o potężnych, bardzo starych drzewach, które atakowane są
przez pasożytniczą jemiołę.
- Pojawianie się tego szkodnika na drzewach, to również jest wynik niedoboru wody w glebie. Drzewa są słabsze i bardziej narażone na atak jemioły – podkreśla.
Kolejnym dowodem na to, że klimat się ociepla jest coraz częstsze występowanie w naszych lasach modliszki zwyczajnej, która jest jedynym przedstawicielem modliszkowatych w Europie środkowej. Kiedy pytam Dariusza Tyrpina, czy kojarzy jeszcze jakieś miejsca, które na przestrzeni ostatnich lat się zmieniły rzuca od razu: Staw Machowski.
- Jak widzisz wszystko wiąże się z wodą - podkreśla.

I dodaje, że 10-15 lat temu w Stawie Machowskim było jej pełno. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnieinaczej.
- Łódką można popływać już tylko wokół wyspy i to wszystko. Cała reszta jest zarośnięta, między trzcinami widać tylko ścieżki, którymi zwierzyna chodzi. To kolejny
przykład miejsca, które znika wraz ze znikającą wodą - mówi Tyrpin.
Idźmy dalej - Staw Lipiński - w nim również nie zostało zbyt wiele wody. Dla Dariusza Tyrpina zmiany klimatu są oczywiste. I wbrew temu, co mówią przeciwnicy
takich teorii on dostrzega problem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Proponuję aby ktoś zainteresował się tym co od kilku dni płynie w tym miejscu co dawniej Grabinianka bo od tygodnia to nie jest woda tylko ścieki prawdopodobnie z oczyszczalni w Głowaczowej bo zaczyna się za mostem w Głowaczowej. Wystarczy z mostu zobaczyć jaki kolor ma ta breja w korycie rzeki. O ile dawniej smród pojawiał się w godzinach wieczornych pewnie w związku z dużym obciążeniem oczyszczalni to teraz nie da się wytrzymać całą dobę. Fetor taki jak w Dębicy przy oczyszczalni. Mieszkając przy rzece bez klimy mamy 2 opcje: albo spać w saunie przy zamkniętych oknach albo ochłodzić dom przy okazji zmuszając się do wdychania tego syfu. O suszeniu prania na zewnątrz można zapomnieć bo plamy zejdą w praniu, ale za to ciuchy pachną jakby się suszyły w stajni.
Starosta niech się weźmie za robotę i coś z tym zrobi
Proponuję aby ktoś zainteresował się tym co od kilku dni płynie w tym miejscu co dawniej Grabinianka bo od tygodnia to nie jest woda tylko ścieki prawdopodobnie z oczyszczalni w Głowaczowej bo zaczyna się za mostem w Głowaczowej. Wystarczy z mostu zobaczyć jaki kolor ma ta breja w korycie rzeki. O ile dawniej smród pojawiał się w godzinach wieczornych pewnie w związku z dużym obciążeniem oczyszczalni to teraz nie da się wytrzymać całą dobę. Fetor taki jak w Dębicy przy oczyszczalni. Mieszkając przy rzece bez klimy mamy 2 opcje: albo spać w saunie przy zamkniętych oknach albo ochłodzić dom przy okazji zmuszając się do wdychania tego syfu. O suszeniu prania na zewnątrz można zapomnieć bo plamy zejdą w praniu, ale za to ciuchy pachną jakby się suszyły w stajni.
Starosta niech się weźmie za robotę i coś z tym zrobi