W kościele w Strzegocicach biją dzwony. Jest 17:30, za pół godziny rozpocznie się nabożeństwo majowe, które dziś z okazji tzw. Dni Krzyżowych zakończone zostanie procesją.
Ale to nie bicie dzwonów przyciąga uwagę tych, którzy przejeżdżają obok świątyni. Widać już szkielety dwóch konstrukcji wzniesionych tu głównie przez mężów członkiń Koła Gospodyń Energicznych. To może oznaczać tylko jedno, w najbliższych dniach będą się tu działy rzeczy ważne dla tej wspólnoty.

Z telefonem w jednej ręce i aparatem fotograficznym w drugiej pomiędzy kościołem a remizą biega Anna Wnęk, szefowa Koła Gospodyń Energicznych w Strzegocicach. Bo w remizie też coś się dzieje. Kiedy tam wchodzimy słychać gwar, jakby odbywała się jakaś impreza integracyjna.
Ale na stołach nie ma jedzenia i picia. Są za to zielone liście. Justyna Dziedzic, która przedstawia się jako sąsiadka prymicjanta, mówi mi, że kilka pań z tychże liści, która uzbierała młodzież próbuje robić wieniec.

- Na razie jest pół metra niespełna, ale przed nami jeszcze kilka dni, więc myślę, że damy radę. Jest nas tu dużo cała wieś się zaangażowała. To bardzo budujące i tak serce rośnie. Nie możemy się już doczekać niedzieli - mówi Justyna Dziedzic.
Bo to w niedzielę o godz. 11:00 w kościele w Strzegocicach swoją pierwszą mszę św. w życiu ma odprawić ks. Andrzej Urban. Dziś jeszcze diakon, ale w sobotę przed południem ma przyjąć z rąk bp. Andrzeja Jeża sakrament kapłaństwa.

W sobotę po południu o godz. 17:00 ma zostać przywitany na granicy Strzegocic przez wiernych z tego rektoratu. Tam będzie stać brama, na której ustawienie potrzebna była zgoda Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. I organizatorzy uroczystości prymicyjnych taką otrzymali.
Podobnie zresztą jak na ustawienie ozdobnych palików, które będą wbite co 25 m po obu stronach drogi krajowej, a później powiatowej w kierunku Słotowej aż pod samą świątynię. Potrzebnych ich było 420 i wszystkie stoją już gotowe.
- Chcemy zorganizować piękne prymicje naszemu ks. Andrzejowi. To wspaniały młody człowiek, który powołanie miał chyba od zawsze. Znam go od dziecka, przyjaźnimy się, jest z nami bardzo mocno związany, z tą społecznością, dlatego tak dużo ludzi jest zaangażowanych w przygotowania - mówi Małgorzata Hebda, sołtys Strzegocic.

Wymienia Radę Sołecką, Koło Gospodyń Energicznych, OSP, sąsiadów, młodzież, dzieci. Pomagają też mieszkańcy Bielów. I kiedy rozglądam się po sali, wiem, że nie ma w tym żadnej przesady. Są wszyscy, o których mówi i każda z tych osób coś robi. Pracują od czwartku 22 maja, codziennie po kilka godzin, przeważnie od 17:00 do 20:00, czasem nawet dłużej.
- Dziś robimy wieńce, przygotowujemy się do dekoracji bram, bryczki, wozów, kościoła i kapliczki - wyjaśnia Małgorzata Hebda.
W związku z tym, że pojawią się bryczki i wozy, w przywitanie będę też zaangażowani właściciele koni. Sołtyska spodziewa się, że koni będzie 30. Będą czekać na prymicjanta podobnie jak delegacje dzieci, młodzieży, Rady Sołeckiej przy bramie powitalnej przy delikatesach Centrum.
Małgorzata Hebda, co przyznaje z dumą, w organizację prymicji zaangażowana jest już po raz trzeci w ciągu ośmiu lat, mam więc w tym bardzo duże doświadczenie. Cieszy się, że ze Strzegocic jest tyle powołań, bo księżmi są już Dawid Więcek i Marcin Kawa.
- Mamy większe wioski wokół, a nie ma tyle powołań, co u nas. Dlatego jesteśmy dumni - przekonuje.

W przygotowaniach pomaga Józef Kawa. Dziś przypomina sobie, jak siedem lat temu to jego syn Marcin był prymicjantem. Podkreśla, że dla rodziców tak duże zaangażowanie mieszkańców jest powodem do radości.
- Najważniejsze jest to, że u nas taka uroczystość odbędzie się po raz pierwszy. Mój syn miał jeszcze prymicje w Pilźnie, bo Strzegocice należały wtedy do tej parafii - tłumaczy Józef Kawa.
Po tym, jak Strzegocice wraz z Bielowami zostały podniesione przez bp. Andrzeja Jeża do rangi rektoratu, nowo wyświęcony ksiądz Andrzej Urban będzie mógł odprawić swoją pierwszą mszę św. w rodzinnej wsi.
Słowa Józefa Kawy o tym, że rodzice cieszą się z takiego zaangażowania całej wsi, potwierdzają siostry diakona Andrzeja. Paulina i Magdalena Urban nie ukrywają, że są zaskoczone tak dużą integracją mieszkańców wokół tego jednego celu. Jedna z nich wyjmuje nawet smartfona i nagrywa film, żeby mieć pamiątkę tych wspólnych działań ludzi dla ich brata.

Na sali w remizie nie zjawiają się z pustymi rękami. Przynoszą dwa kosze rogalików upieczonych przez ich babcię. Tym symbolicznym gestem chcą podkreślić, jak są wszystkim tym, którzy właśnie wiją wieńce wdzięczne za pomoc.
Przygotowania idą więc pełną parą, ale nie tylko na tym polu. Beata Soprych przyznaje, że od dwóch tygodni w domu jest tylko gościem. Po pracy przychodzi albo pomagać przy dekoracjach albo na próby kabaretu. Podczas przyjęcia po mszy św. prymicyjnej będzie też coś na wesoło, by pokazać jak cały rektorat się cieszy z kolejnego neoprezbitera.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze