Ale trzeba przyznać, że po 25 latach organizowania widowisk, nie tylko operowych oraz 45 latach działalności w Dębicy, zasłużył sobie na niego jak nikt inny.
Twórca dębickich oper miał dziś jak zwykle pojawić się o godz. 16:00 w Szkole Podstawowej nr 3, gdzie odbywać się miała próba orkiestry, którą prowadzi. Tym razem jednak muzycy poprosili, by przenieść ją na godz. 17:00. Tyle tylko, że nie planowali nawet tam przyjść.
- Za to będzie córka z garniturem i samochód, który zawiezie go do Domu Kultury Mors - zdradziła na kilka dni przed tym wydarzeniem Agnieszka Ordyna, wiceprezeska Dębickiego Towarzystwa Muzyczno-Śpiewaczego, którego Paweł Adamek jest prezesem.
I rzeczywiście tak było. Ten nie wiedział jednak, że w domu kultury prócz muzyków czeka go jeszcze cała sala gości. O tym jak skomplikowana jest to intryga zdradził ze sceny Jakub Bulzak, reżyser jego oper, a prywatnie siostrzeniec.
- Pod szkołą już jest samochód, zabytkowa Syrena, którą zostanie przywieziony. Już pod szkołą powinna być jego córka, czyli Maja Adamek, która ma ze sobą wszystkie rekwizyty niezbędne, czyli koszulę, garnitur, buty itd. Ma go ubrać w te rzeczy i powiedzieć, żeby z nią nie dyskutował, tylko dał się zaprosić na niespodziankę - opowiadał.
Mai towarzyszył koncertmistrz orkiestry Karol Cieśla, żeby uprzedzić jej tatę, że nie ma co czekać na muzyków, bo ci czekają na niego w zupełnie innym miejscu. Nie wspomniał jednak o tym, że w tym samym miejscu czeka też jego żona Wiesława, rodzina, przyjaciele i mnóstwo zaproszonych gości.
- Państwo odbieraliście telefony od różnych ludzi. Ze szkoły nr 3 dzwonił ktoś, z liceum dzwonił ktoś, od Sióstr Służebniczek dzwoniła siostra Halina. Piotr Szyper wydzwaniał pół Dębicy, bo ma rozległe kontakty i znajomości z różnych lat, więc on pewnie też do was dzwonił. Dzwonił też dyrektor domu kultury, bo cała ta impreza jest tajna, przez poufna - wyjaśniał Jakub Bulzak relacjonując na bieżąco jak przebiega intryga i instruując publiczność co robić, kiedy Paweł Adamek zbliżał się będzie do sali widowiskowej.
Z uśmiechem na ustach uprzedził zatroskanych o stan zdrowia twórcy dębickich oper, że ten jest bezpieczny, nawet jeśli będzie w szoku i skoczy mu ciśnienie, to na sali jest farmaceutka Lucyna Samborska, wyposażona w apteczkę, wśród wykonawców są dwie dyplomowane pielęgniarki, a w razie czego jest też hydroksyzyna.
Przy okazji wytłumaczył z jakiej okazji zorganizowany został benefis Pawła Adamka. Przypomniał, że ten od 25 lat organizuje w Dębicy widowiska, nie tylko operowe, które obejrzało już 120 tysięcy ludzi. Mało tego, bo w tym sezonie artystycznym mija też 45 lat od kiedy przeniósł się z Nowego Sącza do Dębicy, sprowadzony tu przez brata ks. Zbigniewa Adamka oraz ks. Edwarda Limanówkę, proboszcza parafii Matki Boskiej Anielskiej.
- Jesteśmy bardzo państwu wdzięczni za dwie rzeczy. Za to, że państwo wybraliście się tutaj i jest szansa, że spędzimy tutaj fantastyczny czas. A druga, najważniejsza, to był jedyny warunek żeby tu przyjść, utrzymanie wszystkiego w tajemnicy. Ze zgodnych zeznań córki i żony, które jeszcze wczoraj zbierałem, raczej się niczego nie domyśla - kontynuował.
Kiedy Jakub Bulzak dostał sygnał, że Paweł Adamek wysiada już z Syrenki, cała sala wstała. Całą tę sytuację zobaczyć można na poniższym filmie.
Na scenie czekał na niego specjalnie przygotowany fotel. To w nim miał okazję powspominać swoje nie tylko artystyczne życie, opowiadać anegdoty i odbierać podziękowania i życzenia m.in. od tych, których przez ostatnie 45 lat zarażał pasją i miłością do muzyki. I przyznać trzeba raz jeszcze, że zasłużył sobie na to jak nikt.
A poniżej kilka historii, które można było tego dnia usłyszeć.
U nas w rodzinie jest taka teoria: jak byliśmy mali jeszcze mama nasza pracowała popołudniami, śpiewała w Zespole Regionalnym Lachy, a nami popołudniami zajmowała się nasza starsza siostra Madzia, później siostra Magdalena, Służebniczka Dębicka. My, jak to dzieci, bawiliśmy się, wycinaliśmy jakieś wycinanki wtedy i Paweł zaczął do mnie zygać tymi nożyczkami. Madzia go nie mogła uspokoić, a on zygał, zygał i w tym momencie ona akurat myła naczynia i miała pałkę do ucierania, czy ubijania ziemniaków. I tą pałką uderzyła go w głowę. I jest taka teoria, że mu jakieś zaskoczyły klepki i od tego momentu zaczęło się to szaleństwo.
Tak, bo jak byliśmy w szkole podstawowej chodziliśmy do stołówki. I idąc ulicą ja musiałam nieść te menażki, bo Paweł szedł i dyrygował i nucił coś pod nosem. W domu często stał przed lustrem, nie żeby się przeglądać, stroić, tylko dyrygował. Prosił tatę, żeby go zapisać do szkoły muzycznej. Prosił i dostał od taty partyturę, którą rozkładał i dyrygował. Tak jak dzieci czasem rozkładają lalki i bawią się w szkołę, on próbował w ten sposób. Tak że podejrzewaliśmy, że jego życie się będzie w ten sposób toczyć.
Miałem takiego fajnego profesora z historii, który dawał tak oceny, że jak pytał, czy ma się zadanie to się wstawało i trzeba było szybko odpowiedzieć, że mam. Chociaż nikt tych zadań nie miał, bo on tych zadań nie zadawał. Ale refleks trzeba było mieć i odpowiedzieć: mam. To siadaj, trzy. I wstał mój kolega z klasy i mówi: panie profesorze, Adamek nie może mieć z historii trzy. Dlaczego? Bo jego tata w czasie okupacji ukradł Niemcom koszulę. I to była prawda! Tatę wzięli Niemcy w łapance na ulicy i kazali z samochodu nosić do magazynu ubrania - koszule i mundury. I tata ostatnim kursem widząc co tam jest po prostu wyjął z jednej paczki koszulę, schował za pazuchę i zabrał sobie po prostu. Bo to były takie czasy. Adamek, czy jesteś w stanie to opisać? Tak, oczywiście. Powiedziałem tatusiowi: słuchaj tato, bo profesor prosi, żebym opisał tę sytuację. To tato wziął, napisał i podpisał się pod tym. Adamek, jesteś synem bohatera narodowego, ty nie możesz mieć trzy z historii, ty będziesz miał piątkę.
Muszę się państwu do czegoś przyznać, jak na świętej spowiedzi. To, że Paweł jest w Dębicy, to moja wina. Tak, to co państwo słyszycie - wina. Ale można powiedzieć, że to błogosławiona wina. A było to tak. Kiedy ja przybyłem do Dębicy, a było to 48 lat temu, jako młody wikariusz, zlecono mi prowadzenie chóru parafii Matki Bożej Anielskiej. Na jednej z prób moje ucho wychwyciło jakiś dysonans. Jakieś fałszywe brzmienie. Jednak chórzyści zarzekali się, że śpiewają tak, jak w nutach stoi. Pomyślałem - trzeba ściągnąć tu Pawła. Brat studiował wówczas na Akademii Muzycznej w Kielcach. Paweł przyjechał, posłuchał, popatrzył w nuty i zadysponował: drugi głos skreślić, w piątym takcie krzyżyk. I to zadziałało. Chórzyści byli oczarowani, proboszcz, śp. prałat Limanówka również. Zaproponował, żeby Paweł już na stałe poprowadził dębicki chór. Poczekał aż Paweł skończy studia, znalazł mu pracę w szkole, zaoferował mieszkanie na plebanii. I tak się zaczęło.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze