Pumek miał zostać uśpiony, podobnie jak Pedro. A przed nimi kilka innych zwierząt. Stało się inaczej, bo komuś drgnęło serce. Lektura nie tylko dla zwierzolubów.
Odwiedzających lecznicę dla zwierząt w Górze Motycznej wita duży biało – rudy kot. To Pedro. Miał nie żyć, bo koszty jego leczenia przerosły właściciela, kiedy kot został potrącony przez samochód. A może i chęci, bo opieka nad chorym zwierzęciem wymaga czasu i poświęcenia. Zostawił kota w lecznicy i więcej nie interesował się jego losem. W przeciwieństwie do ekipy Vetcore, która dała zwierzakowi szansę na wyzdrowienie.
- Był we wstrząsie, udało się go z tego wyciągnąć. Doszedł do siebie i został – opowiada Kacper Dzik, współwłaściciel lecznicy. Od tamtego czasu Pedra, bo takie dostał imię, zdążyli poznać już wszyscy opiekunowie leczonych tu zwierząt. Kocisko jest towarzyskie, lubi się pomiziać, nie boi się psów, nawet tych dużych. Często dumnie przechadza się po kontuarze recepcji. I już pewnie tu zostanie, choć Weronika Rola, lekarz weterynarii nie ukrywa, że wolałaby znaleźć mu dom, gdzie będzie miał swojego człowieka na stałe i tylko dla siebie. Choć w tej materii zdania są podzielone, bo część ekipy nie wyobraża sobie rozstania z Pedrem, z którym zdążyli się zżyć.
Żadnych wątpliwości nie mają za to w stosunku do Pumka. Mały czarny kociak trafił do nich po wypadku, ze złamaną kością udową. Historia jak powyżej, opiekun zrezygnował z operacji, której wymagał kotek i podjął decyzję o eutanazji. Lekarze postanowili operować. Dziś Pumek to żywe srebro, sprawnie porusza się na czterech łapach i szuka domu, bo w Vetcorze zdają sobie sprawę z tego, że to nie miejsce do gromadzenia bezpańskich zwierząt. Dlatego też niektóre porzucone tu przez opiekunów, zabierają do własnych domów. Początkowo na noc, później na tzw. tymczas, finalnie na zawsze.
– Dopiero się przeprowadziłam do Dębicy, nikogo tu nie miałam. Ja byłam sama i on też nikogo nie miał – mówi o swoim psie Weronika Rola. Bubel to wyjątkowej urody pekińczyk, a przynajmniej jako pekińczyka kupił go poprzedni właściciel. Kiedy okazało się, że pies jest nieuleczalnie chory, miał dostać zastrzyk z morbitalu
– To wrodzona wada mózgu. Bubel potrzebuje stałej rehabilitacji, specjalnej opieki. Jestem w stanie mu to zapewnić. Poza tym...no, kocham go, po prostu – mówi doktor Weronika o swoim uroczym podopiecznym.
I dodaje, że kwestia adopcji Bubla stanęła na ostrzu noża, bo jej mąż nie lubi psów. Nawet się o to pokłócili, ale lekarka ostatecznie postawiła na swoim. Tym samym niepełnosprawny Bubel trafił do najlepszego domu.
Podobnie jak filigranowa Żabka przejechana przez samochód. Porzuconą w ciężkim stanie przez właściciela lekarze z Vetcore poskładali na ile się dało. A potem psinka skradła serce technik weterynarii Monice Kot i zamieszkała z jej rodziną. Swoją historię ma także Kacper Dzik. Suczka, którą przygarnął, też pekińczyk, była w fatalnym stanie – wypadnięta gałka oczna, ogromna przepuklina i do tego wiek – 13 lat, a co najgorsze decyzja opiekuna, by psa uśpić. Pan Kacper zdecydował się na adopcję, choć miał już dwa własne psy. Wyleczył, dał dobry dom i prawdziwą miłość. – Lucy żyła u mnie jeszcze trzy lata. I było to dobre życie, choć za każdym razem, jak na nią patrzyłem, odzywał się w sercu ból, że tyle musiała przejść – mówi ze ściśniętym gardłem. Na koniec równie wzruszająca historia. W lecznicy zjawiła się pani z owczarkiem niemieckim. Ze łzami w oczach poprosiła o eutanazję psa, którym – sama ciężko chora – nie mogła się dłużej zajmować. Lekarze odmówili zastrzyku.
– W kilka godzin znaleźliśmy dla niego dom. Tymczasowy, ale wiadomo, co było dalej – mówi Kacper Dzik.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Od kiedy adoptowac mozna zwierzeta?
Od kiedy adoptowac mozna zwierzeta?