Reklama

Szkoło, szkoło..., czyli 125 lat dębickiego ogólniaka

13/06/2025 20:02

Dębickie I Liceum Ogólnokształcące im. Króla Władysława Jagiełły ma już 125 lat. Kiedy ta szkoła powstała, była jedną z najokazalszych w Galicji i należała do najlepiej wyposażonych. Zapewniała dostęp do wykształcenia najzdolniejszej młodzieży, bez względu na jej status materialny, czy pochodzenie. Powstała z potrzeb i marzeń miejscowych społeczników. To chluba i duma Dębicy. Wyszło z niej wielu luminarzy polskiej kultury i nauki. 

Zaczęło się od kołatania do ówczesnych władz we Lwowie i Wiedniu, od uzyskania darowizny od właścicieli  gruntu, szlachetnych państwa Kottasów, co pozwoliło na uzyskanie kredytu i wybudowanie szkoły. Nie doczekał tej chwili ówczesny burmistrz Dębicy, Henryk Zauderer, gdyż zmarł przed zakończeniem budowy, a był inicjatorem i wielkim orędownikiem tej sprawy. Po jego śmierci nazwano jedną z ulic Dębicy jego imieniem. Wielka szkoda, że po II wojnie władze zmieniły nazwę ulicy Zauderera na Spółdzielczą i nazwisko zacnego burmistrza zginęło w mrokach niepamięci.

Spędziłem w tych murach swoje dziecięce lata. Tak, dziecięce, całe siedem lat. 1 września 1952 roku rozpocząłem tu naukę w pierwszej klasie 11-letniej Szkoły Ogólnokształcącej Stopnia Podstawowego i Licealnego. Moja klasa stanowiła drugi rocznik tej szkoły, czy raczej tego stopnia szkoły. Przypomnę, że w 1945 roku były w Dębicy dwie szkoły podstawowe: męska, przy ulicy Cmentarnej, i żeńska, przy Ogrodowej. Kiedy gwałtownie rozwijał się w Dębicy przemysł i przybywało ludności, obydwie te szkoły stawały się za ciasne.

Reklama

Wobec braku możliwości wybudowania nowego budynku szkoły, postanowiono utworzyć nową szkołę i umieścić ją... najpierw w budynku przy ulicy Ogrodowej, a od 1950 roku w Liceum. Ta szkoła w szkole, mieściła się na parterze, a dwa piętra zajmowali  licealiści. Owe nowe „ogniwo” szkolne było koedukacyjne, stąd niektórzy powiadali, że w Dębicy są trzy szkoły: męska, żeńska i nijaka.

Moją pierwszą nauczycielką i wychowawczynią była niezapomniana pani Olga Szejbalowa. Zachowuję ją we wdzięcznej pamięci, podobnie jak i innych nauczycieli.

Reklama

1 lipca 1958 roku przeniesiono stąd podstawówkę do dawnej bursy, przy ulicy Wielopolskiej, jedynie siódmą klasę, moją,  pozostawiono w budynku licealnym, chyba ze względów technicznych. Zajęcia dydaktyczne prowadzili nauczyciele z liceum, więc czułem się wtedy „licealistą” całą gębą. Z nauczycieli, którzy mnie w tej klasie uczyli, najbardziej lubiłem panią Olgę Sidorowicz, a także profesorów Józefa Nowaka i Zdzisława Czernego. Mieliśmy wówczas duży respekt do dyrektora Wiktora Pietrzykowskiego. Był nieco surowy, ale zawsze sprawiedliwy. Ale licealistą nigdy nie zostałem. Musiałem posłuchać mamy i poszedłem do technikum. Tam zdałem maturę, poszedłem do pracy i dopiero po kilku latach podjąłem i skończyłem studia. Tak więc istnieją fizycznie dwie moje szkoły: średnia i wyższa, ale podstawowej już nie ma.

Kiedy, po latach, przygotowywałem nowy album o Dębicy, odwiedziłem te miłe memu sercu mury. Spotkałem się z panią dyrektor Barbarą Olechniewicz, poprosiłem o możliwość zrobienia zdjęć i zapytałem, czy mogę wejść do auli. – Oczywiście , powiedziała, proszę pójść na drugie piętro i na wprost... – Wiem, pani dyrektor – przerwałem, przecież chodziłem do tej szkoły siedem lat. Sympatyczna dyrektorka zrobiła tzw. wielkie oczy i powiedziała: – To panu tak słabo szło?

Reklama

No cóż, wiedza o naszej szkole nie istnieje... A moje lata w tych murach, to tylko epizod w historii szkoły. Prawie nikt już o tym epizodzie nie pamięta. Kiedy tylko jestem w Dębicy, robię obchód dookoła szkoły: Czarnieckiego, Lipową Gawrysia. Ogarniam ze wzruszeniem te stare mury. Chciałbym się do nich przytulić, ale się wstrzymuję, żeby ktoś nie zadzwonił na pogotowie, albo na policję. Tak już będzie do końca...

Józef Ambrozowicz

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama