Nie wiadomo, jak długo sarna wisiała na ogrodzeniu poczty przy ul. Głowackiego w Dębicy. Na miejsce wezwana została policja, a ostatecznie pracownicy Zakładu Usług Miejskich. Ale to nie oni uwolnili przerażone zwierzę. Mniej szczęścia miała sarna, która wczoraj padła w potoku Gawrzyłowskim.
Sarna z Głowackiego chciała przejść przez ogrodzenie, jednak utknęła. Sądząc po obrażeniach w okolicach miednicy walczyła długo, by się wydostać. Bez skutku. Na miejsce wezwani zostali policjanci, którzy po pewnym czasie odjechali. W zamian dotarli tam pracownicy Zakładu Usług Miejskich, którzy wyciągnęli z samochodu klatkę i czekali. Na kogo? Z ich słów wynikało, że pod pocztę mają przyjechać strażacy, którzy wydostaną sarnę.
- Idziemy ją wyciągnąć, dajcie worek, żeby jej założyć na głowę - powiedziała jedna z pracownic Poczty Polskiej, która nie miała zamiaru czekać kolejnych kilkunastu, czy kilkudziesięciu minut i patrzeć na to, jak zwierzę cierpi.
Po chwili miało ono zakrytą głowę workiem, a listonosze za pomocą podnośnika samochodowego odgięli pręty w przęśle ogrodzenia. Po kilkunastu sekundach zwierzę było już w klatce i pojechało do lekarza weterynarii, a ostatecznie trafiło na Brzozowe Ranczo.
- Dostała leki, nie może wstać. Ale może jest tylko poobijana. Jutro będzie wiadomo coś więcej, na razie ją obserwujemy - mówi Dominika Rostowska z Brzozowego Rancza.
Szczęścia nie miał samiec sarny, który wczoraj spacerował po Placu Mikołajkowów w Dębicy. Zauważony został rano. Jak informuje nas Czytelniczka jej znajoma o sprawie poinformowała Straż Miejską. Tam pomocy nie uzyskała. Zadzwoniła więc do Nadleśnictwa Dębica, gdzie usłyszała - zresztą słusznie - że to nie ich sprawa.
O tym, kto zajmuje się dziką zwierzyną na terenie miasta, czy każdej innej gminy mówi ustawa Prawo łowieckie, a także ustawa o ochronie zwierząt. I faktycznie z przepisów wynika, że to zadanie własne gminy. Dlaczego więc Straż Miejska nie zareagowała i nie powiadomiła Zakładu Usług Miejskich w Dębicy?
- Zgłoszenie do nas wpłynęło około godz. 19 i dotyczyło martwego zwierzęcia - mówi st. insp. Mariusz Pyrchla, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Dębicy.
I zapewnia, że w godzinach rannych żadnego zgłoszenia o spacerującej sarnie nie otrzymali. Nie wiadomo, co stało się koziołkowi, który ostatecznie padł w potoku Gawrzyłowskim. Zgłoszenia o kolizji ze zwierzęciem policjanci z tego rejonu nie otrzymali żadnego, więc nie ma mowy o potrąceniu. Być może zwierzę padło w wyniku stresu.
- Zawsze, jak tylko ktoś zobaczy błąkające się zwierzę, czy to będzie pies, czy sarna, to można do nas dzwonić - podkreśla st. insp. Mariusz Pyrchla.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Brawo dla POCZTOWCÓW. W tym zbiurokratyzowanym świecie tam widać są jeszcze porządni ludzie. Czapki z głów i przy okazji podziękowania dla mojego listonosza ze zdjęcia za profesjonalną i miłą obsługę ;)
Sarnie mandatu nie wypiszą........
Straż miejska do zbędny organ w Dębicy. Kiedy nie zadzwonisz to oni nie mają wolnego patrolu. Po co trzymać służbę, która nie ma patrolu. Dzwonisz, że pies błąka się przed dworcem to odpowiedzą, żeby dzwonić na ZUM, ale oni pracują od 7:00, a jest 6:30 i nie wiadomo czy pies dalej tam będzie. Dzwonisz, że delikatesy wyrzuciły śmieci do śmietników na wałach, które ktoś wysypał, to nie mają wolnego patrolu, bo dzisiaj jest niedziela. Jedno jest pewne - zawsze mają jakąś wymówkę.... Chyba lepiej by było dopłacić budżet straży miejskiej policji, żeby utrzymywali jeden radiowóz i jedną ekipę dedykowaną tylko to spraw miejskich zamiast utrzymywać straż, która "nic nie może".
Brawo dla pracowników poczty, którzy są ludźmi, a nie automatami do przepisów. Zawsze była tam świetna obsługa przy okienku, a teraz widać, że nie tylko na swojej pracy się znają.
Brawo dla POCZTOWCÓW. W tym zbiurokratyzowanym świecie tam widać są jeszcze porządni ludzie. Czapki z głów i przy okazji podziękowania dla mojego listonosza ze zdjęcia za profesjonalną i miłą obsługę ;)
Sarnie mandatu nie wypiszą........
Straż miejska do zbędny organ w Dębicy. Kiedy nie zadzwonisz to oni nie mają wolnego patrolu. Po co trzymać służbę, która nie ma patrolu. Dzwonisz, że pies błąka się przed dworcem to odpowiedzą, żeby dzwonić na ZUM, ale oni pracują od 7:00, a jest 6:30 i nie wiadomo czy pies dalej tam będzie. Dzwonisz, że delikatesy wyrzuciły śmieci do śmietników na wałach, które ktoś wysypał, to nie mają wolnego patrolu, bo dzisiaj jest niedziela. Jedno jest pewne - zawsze mają jakąś wymówkę.... Chyba lepiej by było dopłacić budżet straży miejskiej policji, żeby utrzymywali jeden radiowóz i jedną ekipę dedykowaną tylko to spraw miejskich zamiast utrzymywać straż, która "nic nie może".