Informacja, która dotarła do strażaków, była alarmująca. W głębokim wykopie został uwieziony mężczyzna pracujący przy kopaniu studni.
Ziemia osunęła się, przysypując go do pasa i uniemożliwiając poruszanie się. Strażacy, którzy zjawili się na miejscu, zastali wykop o głębokości około 4 metrów, na dnie znajdował się człowiek.
Ratownicy przystąpili do działania, ale akcja nie była łatwa. Po pierwsze trzeba było zabezpieczyć ściany szerokiego na około 1,5 metra wykopu, by zapobiec dalszemu osypywaniu się ziemi.
- Zrobiliśmy to za pomocą drabin i desek - relacjonuje bryg. Jacek Pawłowski, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Dębicy.
Uwiezionemu w wykopie mężczyźnie strażacy założyli specjalne szelki i kask chroniący głowę i podjęli próbę wydobycia go za pomocą liny. Nie powiodła się.
- Ziemi, którą był przysypany, było za dużo - wyjaśnia rzecznik.
W tej sytuacji strażacy przystąpili do wydobycia ziemi używając wiadra. Mężczyzna opuścił wykop po około 1,5 - godzinnej akcji. W sumie spędził w nim blisko 2 godziny. Był przytomny, został przewieziony do szpitala na badania.
Rzecznik dodaje, że ściany wykopu nie zostały właściwie zabezpieczone przed tym, jak poszkodowany przystąpił do pracy, dlatego doszło do osunięcia się ziemi.
W akcji brali udział strażacy ochotnicy z Brzostku i Januszkowic, a także jednostki z Dębicy oraz specjalistyczna grupa wysokościowa, która została zadysponowana na pomoc z Rzeszowa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Szkoda, że jeszcze antyterrorystów nie wzięli. Uratowali chłopa, który z własnej głupoty zafundował sobie problem, super, ale ktoś w ogóle weryfikuje, ilu ludzi wyjeżdża na akcję? Do kota 5 potrafi jechać...
Ale to o to chodzi. W ten sposób robi się aktywność jednostki która wpływa na wiele rzeczy. Dodatkowo za każdy wyjazd druhu mają pieniążki. I się cieszą. Gdy jest poważny wypadek chętni sie nie garną bo wiadomo że może być nieprzyjemnie. Widziałem to od środka
A ilu ma przyjechać? Jeśli przyjedzie PSP, to z całą obsadą jaka jeździ do zdarzeń. Taka procedura, która w gruncie rzeczy ma sens, jeśli tylko pomyślisz. A OSP? No, oni jak przyjadą TYLKO w pięciu, to już sukces.
Zgodnie z przepisami pełny zastęp to 6 osób i nie ważne do kota czy do śniertelnego wypadku ma wyjechać pełny zastęp. To ani wymysł strażaków ani dyspozytora. To że straż wyjeżdża do głupich zdarzeń to już wina ludzi...
Szkoda, że jeszcze antyterrorystów nie wzięli. Uratowali chłopa, który z własnej głupoty zafundował sobie problem, super, ale ktoś w ogóle weryfikuje, ilu ludzi wyjeżdża na akcję? Do kota 5 potrafi jechać...
Ale to o to chodzi. W ten sposób robi się aktywność jednostki która wpływa na wiele rzeczy. Dodatkowo za każdy wyjazd druhu mają pieniążki. I się cieszą. Gdy jest poważny wypadek chętni sie nie garną bo wiadomo że może być nieprzyjemnie. Widziałem to od środka
A ilu ma przyjechać? Jeśli przyjedzie PSP, to z całą obsadą jaka jeździ do zdarzeń. Taka procedura, która w gruncie rzeczy ma sens, jeśli tylko pomyślisz. A OSP? No, oni jak przyjadą TYLKO w pięciu, to już sukces.