Dziś mija 15 lat od katastrofy prezydenckiego samolotu TU-154, który rozbił się w Smoleńsku. Zginęło w niej 96 osób, wśród nich prezydent Lech Kaczyński. Tak wspominaliśmy go w 503 numeru OL, który ukazał się tuż po katastrofie.
Wójt Jodłowej Robert Mucha jest ostatnim szefem władz samorządowych w powiecie, który miał okazję spotkać się z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Podczas wizyty w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, na którą zaproszeni byli przedstawiciele miejscowości założonych przez króla Kazimierza Wielkiego zamienił z nim kilka zdań.
– Byłem bardzo zaskoczony Jego postawą. Z tego, jak był przedstawiany w mediach, odnosiłem wrażenie, że jest człowiekiem bardzo stanowczym, wręcz chłodnym. Osobisty kontakt sprawił, że całkowicie zmieniłem zdanie – podkreśla Mucha.
We wspomnieniach wójta zostanie obraz prezydenta Kaczyńskiego jako człowieka otwartego, umiejącego nawiązać kontakt z każdym.
– Czułem bijące od Niego ciepło – zauważa wójt.
Wiadomo napięty kalendarz nie pozwalał mu na dłuższą rozmowę, ale z każdym się przywitał, zapytał skąd jest delegacja. To wystarczyło, zdaniem Muchy, żeby nawiązać więź porozumienia. Choć był głową państwa, nie wywyższał się, można z Nim było porozmawiać na każdy temat.
Podobne wspomnienia z dwóch rozmów z Lechem Kaczyńskim ma Stanisław Rokosz, wójt gminy Dębica. Odbyły się przy odbieraniu nagród ekologicznych dla gminy. Rokosz mówi, że wbrew temu, co pokazywano w telewizji, był to człowiek bardzo wyluzowany i sympatyczny.
Robert Mucha ciepło wypowiada się też na temat prezydenckiego ministra Władysława Stasiaka, który otaczał opieką wszystkie delegacje przybywające do Pałacu Prezydenckiego.
– Z nim mieliśmy więcej do czynienia. Jego także zapamiętam bardzo pozytywnie – zapewnia wójt Jodłowej.
Spotkanie wójta Muchy było ostatnim, jakie samorządowcy naszego powiatu odbyli z prezydentem Lechem Kaczyńskim. W przeszłości było ich wiele, ale najważniejsze dla Dębicy wydarzenia nastąpiły 17 lutego ub. roku, gdy odwiedził on Dębicę. Prezydent spędził w mieście pięć godzin, ale program tej wizyty był bardzo precyzyjnie wypełniony. Najpierw spotkanie z samorządowcami w Ratuszu, w tym krótka rozmowa z burmistrzem Pawłem Wolickim. Potem złożenie kwiatów pod Krzyżem Solidarności i pomnikiem Jana Pawła II w towarzystwie setek dębiczan. Następnie otwarcie świetlicy dla dzieci przy ulicy Kraszewskiego i wręczenie odznaczeń państwowych zasłużonym mieszkańcom miasta. W Firmie Oponiarskiej Lech Kaczyński spotkał się z kierownictwem zakładu, przedstawicielami załogi i związków zawodowych.
Prosto z TC Dębica prezydencki orszak podjechał pod świetlicę Zgrana Paka na ulicy Kraszewskiego, by dokonać jej uroczystego otwarcia. Był pod wrażeniem tego, co zobaczył w świetlicy, kilkakrotnie podkreślał, jak ważną rolę pełnią takie placówki w prawidłowym rozwoju młodych ludzi, zamieszkujących blokowiska. Sam obdarowany pracą plastyczną wykonaną przez jedną z podopiecznych świetlicy, zostawił dzieciom prezent w postaci drukarki laserowej.
W Domu Kultury Mors na prezydenta czekały tłumy, trudno było znaleźć wolne krzesła. Odznaczenia – Krzyże Kawalerskie Orderu Odrodzenia Polski prezydent wręczył dwojgu dębiczanom: Krystynie Wolskiej, założycielce Domowego Hospicjum oraz Janowi Drzałowi, twórcy struktur NSZZ Solidarność w Stomilu.
Spotkanie w DK Mors ubarwiła występem młodzież z Grupy Feniks.
Około 18:15 prezydent Lech Kaczyński odjechał do Rzeszowa. Pozostaną wspomnienia i słowa wypowiedziane w Dębicy.
– Cieszę się, że mimo stagnacji, bo jeszcze o kryzysie nie chcę mówić, Dębica radzi sobie wiele lepiej niż większość miast – mówił na Placu Solidarności.
Po spotkaniach w TC Dębica prezydent podjął temat bezrobocia.
– Zapoznałem się z obecną sytuacją zakładu, który należy do światowego koncernu produkującego opony. Z satysfakcją przyjąłem wiadomość, że w przededniu kryzysu Firma Oponiarska nie zwolniła ani jednego pracownika, zatrudnionego na etacie. Cieszę się, że zatrudnienie wciąż jest wysokie, nie takie jak przed laty, ale 2,8 tysiąca miejsc pracy to dobry wynik. Nie mówiliśmy o zwolnieniach. Rozmawialiśmy o tym, że zatrudnienia trzeba bronić. Moją misją jest uchronienie Polski przed trapiącą nas przed kilku laty straszną chorobą bezrobocia. Będziemy robić wszystko, by nie wróciło ono do 15 procent. Mówiliśmy o zawieszeniu układu pracy i nowym układzie pracy – mówił.
Po otwarciu świetlicy zwrócił uwagę, że bardzo często brak szczęśliwego dzieciństwa sprawia, że ludzie nie dają sobie w życiu rady.
– I odwrotnie, jeśli komuś szło w dzieciństwie za łatwo, w życiu sobie nie radzi. W każdym kraju, jeden rodzi się w Dębicy, drugi w Warszawie, ale my wszyscy obywatele, jako wspólnota, odpowiadamy za młodzież. Cieszę się, że tutejsze władze założyły tyle świetlic, gdzie młodzież może spokojnie odrobić lekcje i na zabawie spędzić wolny czas – powiedział Lech Kaczyński.
Prezydentowi podczas wizyty w Dębicy towarzyszyli m.in. minister Paweł Wypych – sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta oraz jej pracownicy Barbara Mamińska i Katarzyna Doraczyńska. Oni troje byli też na pokładzie samolotu, który rozbił się w Smoleńsku.
Katarzyna Doraczyńska miała 31 lat, osierociła trzyipółletnią córeczkę Hanię. Monika Rojek- Kałek, naczelnik Wydziału Promocji Urzędu Miejskiego w Dębicy ze szlochem wspomina swoją koleżankę. Poznały się pół roku przed wizytą prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Dębicy. Bardzo szybko między nimi nawiązała się nić przyjaźni.
– Bywałam u niej w Warszawie, ona też dwa razy odwiedziła mnie w Dębicy – opowiada Monika Rojek-Kałek.
Cały czas były w kontakcie mailowym, często też do siebie dzwoniły. W swojej biblioteczce ma książkę, którą dostała od przyjaciółki z podpisem prezydenta Kaczyńskiego. Po raz ostatni rozmawiały tuż przed samym wyjazdem do Katynia.
– Mówiła, że bardzo cieszy się, iż będzie mogła brać udział w tych uroczystościach – wspomina. Dla Katarzyny Doraczyńskiej pechowe okazało się to, że zdecydowała się lecieć do Katynia samolotem, choć wcześniej miała tam dotrzeć autem. Poprosiła jednak kolegę z Kancelarii Prezydenta, Jacka Sosina, żeby ustąpił jej miejsca w samolocie.
– Pewnie szybciej chciała wrócić do córeczki. Zawsze ubolewała, że przez nadmiar obowiązków nie może z nią spędzać tyle czasu, ile by chciała – opowiada Monika Rojek-Kałek.
Kiedy tylko dowiedziała się o tragedii w Smoleńsku, wysłała do koleżanki esemesa, ale telefon nie odpowiadał. Godzinę później znalazła ją na liście tragicznie zmarłych. Z trudem mówi, że jest zdruzgotana śmiercią przyjaciółki.
– Trzymam w ręce świąteczną kartkę, którą co dopiero od niej dostałam i nie mogę uwierzyć w to, co się stało – płacze.
W kalendarzach już zapisane były kolejne spotkania z Lechem Kaczyńskim. Na to związane z 20-leciem samorządu w Polsce zaproszenie dostał m.in. Stanisław Rokosz, wójt gminy Dębica.
– W czwartek przed tragedią dowiedziałem się, że jestem zaproszony do prezydenta. Bardzo się ucieszyłem – mówi wójt. Ale tego spotkania już nie będzie.
(jag, rys, gaM, akr, rar)
Artykuł ten ukazał się 17 kwietnia 2010 roku w 15 (503) numerze Obserwatora Lokalnego
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze