Kilka lat temu Robert Kochan przyjechał z Leżajska na urlop do Dębicy. Wybrał się ze swoim ojcem Zbigniewem na spacer, podczas którego spotkali Stanisława Świerka. Dyrektor szkoły muzycznej miał wtedy poprosić muzyka, żeby napisał coś dla Dębicy.
- Nuty są, tylko niech Dębica zechce grać - odpowiada dziś Robert Kochan.
Zaczęło się od hymnu
To jego rodzinne miasto, tu chodził do Szkoły Podstawowej nr 3. Później, po ukończeniu Studium Organistowskiego w Tarnowie, przez 19 lat grał na organach w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Dębicy-Latoszynie. Prowadził tu także zespół wokalny.
W 2001 roku ks. Jacek Miszczak, ówczesny dyrektor festiwalu Polonia Semper Fidelis poprosił go o napisanie jubileuszowego hymnu. Mieli go wykonać Justyna Steczkowska, Beata Rybotycka, Hanna Banaszak i Jacek Wójcicki.
- Siadłem przy organach i wpadła mi do głowy muzyka, złapałem za pięciolinię, żeby ją jak najszybciej zapisać. Miałem refren - wspomina Robert Kochan.
Na festiwalu zagrała go orkiestra dziecięca PSM prowadzona przez Martę Fortunę. To była pierwsza jego kompozycja, która została zagrana publicznie. Niedawno usłyszał od jednego z przyjaciół, że ten utwór powinien być hymnem Światowych Dni Młodzieży.
Kyrie w Gorzowie
Przed wyjazdem z Dębicy zdążył jeszcze napisać kilka małych opracowań dla zespołu wokalnego. Największe dzieło zaczął pisać w Gorzowie Wielkopolskim. W 2007 r. położone nad Wartą miasto świętowało dziesiątą rocznicę wizyty Jana Pawła II.
Orkiestra z Opery Śląskiej we Wrocławiu zagrała Mszę Koronacyjną Mozarta. To wykonanie zrobiło na nim tak duże wrażenie, że w ciągu tygodnia napisał Kyrie. Potem przez dwa tygodnie pracował nad Gloria i Credo, ale tego drugiego w Gorzowie nie dokończył.
Msza leżała w szufladzie dopóki nie wrócił na Podkarpacie, tym razem do Leżajska. Przy Bazylice OO. Bernardynów działał chór Emaus, z którym zaczął pracować. Zróbmy coś ambitnego, usłyszał któregoś dnia. Zaproponował Requiem Mozarta. W sprawach technicznych pomagał im Bartłomiej Urbański. To on zaczął dopingować Roberta Kochana, by dokończył swe dzieło.
Sięgnął do szuflady. Napisane w 1/3 Credo czekało na kontynuację od dawna. Znalazł odpowiednie nuty i zamknął pracę nad tą częścią, która nazywana jest sercem mszy. Żeby była gotowa w całości, musiał dopisać kolejne dwie: Sanctus i Agnus Dei.
W Guadelupe czy w Dębicy
Wtedy O. Nikodem Sobczyński zaproponował mu wyjazd z chórem na przegląd w Rzeszowie. Obowiązkowym utworem był tam właśnie Agnus Dei. Zasłużyli na wyróżnienie.
Kiedy wyjechał do Niemiec, msza znów trafiła do szuflady. Po powrocie do Polski zawitał do kilku miast, zanim osiedlił się w Warszawie. Tu dokończył Sanctus i naniósł kilka poprawek do poprzednich części. Dzieło było gotowe do wykonania.
Przy okazji ŚDM spotkał się z sekretarzem diecezjalnym episkopatu Meksyku biskupem Alfonso Mirandą Guardiolą. Jego marzeniem jest stworzenie mostu polsko-meksykańskiego.
Robert Kochan został poproszony o włączenie się do niego. Podarował biskupowi świeżutką Missa Solemnic Lesaiscensis (Uroczysta Msza Leżajska).
Miała zostać wykonana 12 grudnia w dniu odpustu w Bazylice Matki Bożej w Gauadelupe. Z różnych względów jednak zostanie tam zagrana później. Dokładny termin nie jest jeszcze wyznaczony.
Robert Kochan jest z tego powodu nawet zadowolony. Liczy bowiem ciągle, że prawykonanie jego Polskiej Mszy Maryjnej będzie miało miejsce w Dębicy.
Janusz Grajcar
Obserwator Lokalny nr 45/2016