Reklama

Michał Matyfi o Mai Chwalińskiej i nie tylko

Trener Akademii Tenisa Michał Matyfi odpowiada na pytania, co powinien zrobić rodzic, a co dziecko, by w przyszłości odnosić sukcesy takie jak choćby ostatnio Maja Chwalińska na kortach w Paryżu. Zachęcamy do przeczytania całego wywiadu.

Zakończył się turniej Roland Garos, gdzie swój życiowy sukces odniosła Maja Chwalińska grając na mączce. Ty również prowadzisz treningi na mączce w Dębicy. Jaka jest specyfika gra na takim korcie?

Charakterystyka kortów ziemnych jest zupełnie inna niż twardych. W Polsce ponad 90 procent turniejów w cyklu letnim rozgrywanych jest na kortach ziemnych. Mączka u nas króluje. Taki kort jest wolny, więc wymaga bardzo mocnej fizyczności.
Jeśli jesteś zawodnikiem szybkim, wytrzymałym, wydolnym, zwinnym, zwrotnym, opierasz się o to, co najważniejsze z punktu widzenia sprawności specjalnej, wygrywasz turnieje. Jeśli jesteś zawodnikiem, który lubi trochę większą kreatywność, chodzić do siatki, zamykać grę, nie do końca na mączce sobie poradzisz.
Piękno mączki polega na tym, że ona zmienia się w zależności od warunków pogodowych. Jest deszcz, kort jest wolniejszy nawet o 30 procent. Jest sucho, jest ekstremalnie szybki, czasami bywa szybszy niż szybki kort twardy. To tylko zależy od tego, jaką mączkę mamy, co dosypiemy. Możemy dosypać mączkę z dodatkiem gliny 20 procent i jest wolniejszy kort.
To jest jak rajdy samochodowe na szutrze. Jest sucho, szuter jest inny, jest mokro, szuter się zamienia trochę w błoto i jest kopny. To akurat jest piękna tenisa, że daje tą zmienność. Mączka daje tak naprawdę lepszą możliwość rozwoju zawodnika pod kątem motorycznym. Im motorycznie zawodnik lepiej wygląda, funkcjonuje, tym lepiej radzi sobie na mączce.

Reklama

Czy Michał Matyfi oglądał mecze Mai Chwalińskiej?
Nie wszystkie, ale ostatni mecz i przedostatni tak. Mogę powiedzieć sporo na jej temat z punktu widzenia trenera, która współpracuje z zawodnikami kadry narodowej. Mój zawodnik, wielokrotny mistrz Polski Kacper Czyrek i jego brat Filip trenowali w klubie, w którym była Maja Chwalińska.
To jest zawodniczka, taka z jednej strony ostatni Mohikanin, a z drugiej next generation, która coś zmieni w tenisie. Bardzo przebojowa, chodząca do siatki, zamykająca grę, grająca na całym polu, bardzo kreatywna i bardzo inteligentna. I co ważne mająca przegląd sytuacji na korcie i potrafiąca się odnaleźć patrząc na siebie tak jakby z góry.
W porównaniu do innych zawodniczek, choćby do Igi Świątek, która się teraz trochę zacięła, potrafi wyciągnąć wnioski na bieżąco. To wynika z jej wewnętrznego spokoju, z tego, że ma sposób bycia i cechy charakteru, które pozwalają odłączyć się od tego, co się dzieje na korcie.
Nie jest też przebodźcowana, bo ona zawsze słynęła z tego, że telefon i media społecznościowe nie były najważniejsze w jej życiu. Na pewno jest inteligentna. Była taka zawodniczka Patty Schnyder wiele lat temu. Była też  Martina Hingis, która grała bardzo miękką plastyką. Niekoniecznie grały tylko zerojedynkowo mocno, aż wszystkie uderzenia zaczęły wchodzić w kort. Pod tym kątem Maja mnie zachwyciła.
Są jakieś tam pewne problemy oczywiście, które widać. Ona też jest zawodniczką bardzo doświadczoną. Pamiętajmy o tym, że ma wiele startów wielkoszlemowych za sobą. Takie jest piękno tenisa, że niektórzy mają ten swój wystrzał, tak jak Łukasz Kubot w pewnym momencie, wiele lat po rozpoczęciu kariery.
Też miałem w swoim życiu taką sytuację. Dlatego wiem, że jak tylko czujesz, że jesteś w stanie podjąć walkę, jesteś w stanie wygrać seta z kimś, kto jest w pierwszej dziesiątce w Europie, to nigdy nie odpuszczaj. Nawet jak nie masz pieniędzy, to nie odpuszczaj, bo jak ta szansa się pojawi, to wtedy trzeba bić tą głową w mur i ten mur się rozpadnie.

Czy twoi podopieczni, a szczególnie podopieczne, oglądali też mecze Mai Chwalińskiej i komentowali jej występy?
U mnie absolutnie nie ma takiej możliwości, żeby dzieciaki nie oglądały, chociaż wiem, że jest opór. To się zmienia, z roku na rok jest coraz gorzej. Dawniej dzieciaki miały plakaty zawodników ulubionych powieszone na ścianie, a teraz autorytetem częściej jest youtuber. To jest cały problem. Ale chciałem, żeby chociaż 20 minut meczu sobie oglądnęły.
To było bardzo ważne, żeby wyciągnęły wnioski, zobaczyły jak gra Maja Chwalińska. Tak naprawdę najważniejsze jest to, żeby czuły, że mogą mieć jakiś wzór do naśladowania. Pamiętajmy o tym, że cała ta plastyczność, ta umiejętność odwzorowania tego, co się dzieje na korcie, wzorców ruchowych, opiera się na oglądaniu meczów. Widzimy zawodnika, to jakie ma rytuały i potem przychodzimy do trenera i mówimy Michał, ja chcę mieć taką rakietę jak Gustavo, ja chcę mieć taki forhand.
I zaczyna się wszystko ładnie kreować. Budujemy wtedy swoją tożsamość w oparciu o tożsamość innego zawodnika. To jest niesamowite, a dzieciaki zawsze powinny mieć taki wzór. Jak mają, to grają zawsze lepiej, to jest naturalna kolej rzeczy. W tym roku jeden zawodnik poprosił mnie nawet, żebym przekonał jego tatę, żeby kupił jakiś pakiet w telewizji, bo chciał oglądać mecze tenisa. I to dobrze, bo chłopak chłonie to cały czas, siedzi z głową w tenisie.

Reklama

Ilu prowadzisz teraz zawodników?
Nie liczę tego, mam kilka grup treningowych. Są takie od zera, są średniozaawansowane, ale też zaawansowane. Korzystamy z NTRP (National Tennis Rating Program - oficjalny system stworzony przez United States Tennis Association służący do samodzielnego określenia własnego poziomu gry w tenisa - przyp. aut), a nie idziemy poziomem zależnym od wieku. Żeby nie było takiej sytuacji, jak w niektórych dyscyplinach, że potem nie mamy z kogo złożyć drużyny, tylko mamy dobrego zawodnika, który ma 18 lat i może rywalizować z dobrym 15-latkiem. Świat pokazuje, że tak się dzieje regularnie, że seniorzy rywalizują z młodszymi zawodnikami i trzeba grać z lepszymi, żeby być potem wśród nich.
Od przynajmniej dwóch lat dominujemy w turniejach w południowej Polsce. W turniejach międzywojewódzkich jest regularnie czołówka pierwsze, drugie, trzecie, czwarte miejsce. W Polsce m.in. Trójmiasto stoi bardzo mocno i faktycznie moi najlepsi zawodnicy, kiedy tam jadą już nie zawsze są najlepsi, ale są na drugim, trzecim miejscu.
Mamy też wyjątkowe sytuacje, jak Antoni Mierzwa, który jest aktualnym mistrzem Polski atp SIA i zdominował ranking. Tak to jest chłopak, który kiedyś był zawodnikiem regularnym startowym, łapał się w rankingu w granicach 30. miejsca w Polsce. Nie był wybitny, miał swoje ograniczenia, ale regularnie startował. No i teraz w rankingu atp SiA jest w czołówce. Wcześniej był Paweł Ciuła w pierwszej trójce w Polsce, też mój zawodnik.
Co 2-3 lata regularnie trafia mi się ktoś, kto absolutnie dominuje swoją kategorię wiekową. Mamy Krzysztofa Kapinosa, lat 8, który też wygrywa wszystko w Polsce. Zdarza się jakaś tam porażka pojedyncza. Teraz był w programie identyfikacji talentów w PZT. Miał możliwość uczestnictwa na obozie w kadrze narodowej.
Biorąc pod uwagę możliwości, jakie mamy w Dębicy, czyli ilość obiektów i to, co się dzieje wokół nich, to powiem, że gdyby to się działo w piłce nożnej, to byśmy mieli tutaj pierwszą ligę albo ekstraklasę. No bo po prostu jest dobrze. Z wynikami się nie dyskutuje.
Wiadomo, że rozwój jest reglamentowany ilością obiektów. A czy nam się to podoba, czy nie, ilość w ostatnim 30-leciu spadła drastycznie. Korty, które były na terenie dzisiejszej Biedronki przy Wisłoce przestały istnieć wiele lat temu. Henryk Wójtowicz był tam instruktorem i trenerem. Te korty chciał mój tato w latach dziewięćdziesiątych z Danielem Dąbrowskim wydzierżawić. Nie było wtedy takiej możliwości.
Korty numer dwa to Pustynia. Dzisiaj rosną tam krzaki po kolana, więc też nie działają. Z kortów w Pilźnie został jeden, więc się skurczyły. No i najważniejsze korty dla mnie w życiu moim, jeden z najpiękniejszy ośrodków w Polsce, myślę, że nie ma osoby, która powiedziałaby, że jest inaczej, to jest Straszęcin, z całym tym anturażem. Każda osoba, która w tenisa gra w Dębicy, wspomina je z rozrzewnieniem, z żalem po tym, co się z nimi stało.

Czy masz w grupie takie talenty, które kiedyś mogą właśnie tak zaskoczyć, jak kiedyś Iga Świątek czy Hubert Hurka, albo jak teraz Maja Chwalińska?
Problem z tym jest jeden. Żeby go zrozumieć, przedstawię całą ścieżkę rozwoju zawodnika. Mamy dziecko, które ma 7 lat, zaczyna grać od zera. Ja mam tak zwaną indywidualną praktykę, jak się mówi u nas roboczo w tenisie, czyli przychodzisz do mnie z dzieckiem po to, żeby dziecko się rozwinęło. Mogę go potem prowadzić indywidualnie.
Mamy 7 lat, rozwijamy się, to są treningi ukierunkowane, gry, zabawy. Tenis 10 to świetny program, który PZT wprowadził wiele lat temu. Działa w wielu krajach europejskich i na świecie. Wprowadzone zostały małe miękkie piłki, żeby wszystko było oparte o zabawę. Dziecko ma z tego satysfakcję.
Potem mamy kategorię U12, piłka twarda i tu się zaczynają regularne starty. Ja preferuję starty w turniejach wewnętrznych, tak zwanych grach szkoleniowych o charakterze współzawodnictwa. To jest dalej trening. Mogę wejść na kort, mogę to przerwać, mogę pod koniec meczu zrobić jakiś feedback, ale to wszystko. Mamy szkoleniówkę wewnętrzną i suplementację pojedynczymi turniejami, żeby dziecka nie przegrzać, bo wszystkie osoby, które startowały od początku w pełnym cyklu, to nie dojeżdżają 16 roku życia. Ciężko jest dojechać przez tyle lat grając na pełnym obciążeniu. Krzywa rozwoju się bardzo wydłużyła w ostatnich latach, ale 12 lat to jest taki moment, że trzeba już zacząć myśleć o czymś poważnym.
No i najważniejsza kategoria to jest U14, gdzie trzeba już startować w turniejach wojewódzkich i ogólnopolskich. Cykl się ustawia w piramidzie, to jest piramida rozwoju zawodnika. I tutaj nie ma żartów, bo jeśli ktoś do 14 roku życia nie startuje w ogóle, to przypadków takich nie ma, że nagle sobie przypomni o tenisie w wieku 18 lat i będzie grał. Musi wcześniej grać, bo trzeba się oswajać serwisem, z grą zupełnie na innym obciążeniu, z ciężkim treningiem wydolnościowym.
Dzieciaki, dziewczyny szczególnie, mają pełne treningi obciążeniowe w wieku 14 lat. Nie ma, że boli noga, tylko jest pełne obciążenia. Chłopaki wchodzą w ten cykl.
I mamy U16. To jest taki koronny czas, już widać, że ktoś rokuje, jest dobry. Mamy specjalne programy dofinansowania, mamy kadry wojewódzkie, kadry narodowe, turnieje drużynowe. Jeśli zawodnik w mojej akademii gra dobrze, dostaje możliwość gry w klubie jakimś zaprzyjaźnionym, to jest Tarnowski Klub Tenisowy zazwyczaj.
Jedzie na testy i ja go rekomenduję tym, czym mogę, czyli wynikami. Tutaj nie ma żadnego załatwiania, że ktoś ładnie gra, jest po prostu twardy wynik. Klub bierze go do siebie, wysyła na drużynowe starty.
Tu zaczyna się najtrudniejsza sytuacja. Mamy dziurę systemową, która rzekomo się zapełnia, ale zapełnia się w trochę taki nielogiczny sposób. Zaczyna się kategoria U18. Jeśli mamy rodzica, który ma warunki finansowe, a musi mieć duże, to jest sponsor i mamy turnieje ITF-u, czyli te, które są przed ATP i startujemy. Jeśli nie mamy, to jest problem, bo PZT może nam zafundować obozy, wyjazdy, konsultacje, ale nie regularne starty.
Moim zdaniem system oparty o budowanie wielkich centrów, takich jak teraz jest w Kozerkach, nie zmienia nic. Kiedyś dobry pomysł miał Ryszard Krauze w Prokomie. Prokom był czymś fenomenalnym, bo nam urodził siostry Radwańskie, Kubota, Przysiężnego, Domachowską, Fyrstenberga, Matkowskiego, Janowicza. To był pomysł świetny i dobrze funkcjonował.
Uważam, że jeśli chodzi o finansowanie, to powinno wyglądać trochę inaczej. Tomasz Iwański, jeden z najlepszych polskich trenerów ostatniego 20-lecia, a kiedyś świetny polski zawodnik, powiedział, że mamy otwarte drzwi, których nie trzeba wyważać, bo one działają w wielu krajach, takich jak Czechy czy Słowacja. Finansowanie powinno się zacząć u podstaw, czyli od strony związek - rodzic. Takie jest moje prywatne zdanie.
Związek dotuje rodzica, ale nie jak 800 plus, gdzie może sobie zrobić wszystko. Dotuje go w taki sposób, że rodzic wydaje pieniądze na start w turnieju i na trenera, ale trenera tylko i wyłącznie tego, który się kształci, czyli ma rocznie na przykład trzy konferencje, dwa warsztaty i ma ilość punktów zdobytych przynajmniej 10. To świadczy o tym, że się rozwija, że ma zawodników, że robi coś. To jest dla zawodnika pomoc.
To są relatywnie małe koszty. Można pomóc zawodnikowi w granicach 2-3 tys. zł miesięcznie. Nie mówimy o wszystkich zawodnikach, tylko o tych najlepszych, czyli tej dziesiątce, która w kraju jest w topie.
Jeśli nie będzie tej pomocy - i to nie jest tylko moja opinia, ale wielu polskich zawodników obecnych i byłych oraz trenerów - to trenerzy nie będą się kształcić. Nie będą uczestniczyć w konferencjach, warsztatach, bo nie będą mieli motywacji. A motywacja by była, jeśli zawodnik faktycznie korzystałby z finansowania i byłoby ono zależne od rozwoju trenera.

Reklama

Kiedy powinna się zacząć przygoda dziecka z tenisem, żeby można było myśleć o odnoszeniu przez niego sukcesów?
Najlepiej wtedy, kiedy jest ono w okresie sensytywnym, czyli do 11 maksymalnie 12 roku życia. Ale już 7 lat to jest dobry moment. Mojego doświadczenia wskazuje, że 7 lat to jest ta dolna granica. Oczywiście są szkoły, które prowadzą zajęcia od trzeciego roku życia. Ja przyjąłem taką regułę, że staram się powyżej piątego jakieś zabawy robić, animacje. Wcześniej mogą to zrobić rodzice, bawiąc się z dziećmi, niekoniecznie płacąc za trening i wysyłać dziecko do specjalisty.
W wieku 3-4 lat najważniejsze jest to, żeby dziecko było wszechstronnie ukierunkowane. Pamiętajmy o zasadzie multisportu w tenisie. Im więcej sportów uprawiasz do 12 roku życia, tym będziesz lepszym zawodnikiem. Ja nie widziałem w życiu, żeby zawodnik, który nie gra w piłkę, nie gra w siatkę, nie jest wszechstronnie uzdolniony, wszedł na korty i nagle grał. Z punktu widzenia koordynacji ruchowej jest to ciężkie do zrobienia. Są wyjątki zawsze jakieś tam, ale nie ma co na to patrzeć, więc wszystko trzeba robić.
I pamiętajmy jeszcze o jednej cesze charakteru. Jeśli przyszły zawodnik gra w piłkę, w siatkę - a teraz już nie ma takiej sytuacji jak kiedyś, bo dzieci nie grają na parkingach, nie kopią w piłę - to rywalizuje z innymi, walczy o to, żeby charakter w sobie rzeźbić. O to, żeby być liderem w grupie, żeby wieść prym, żeby być na piedestale. Jak dziecko jeszcze dodatkowo gdzieś gra w piłkę, czy coś innego robi, to już jest rewelacja. Ewidentnie to u mnie się sprawdza i ja proszę zawsze rodziców, żeby dziecko jak najwięcej dyscyplin sportowych uprawiało dodatkowo, żeby tenis potem się stał dominujący, ale zawsze żeby był podparty jeszcze innymi dyscyplinami.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 10/06/2026 20:19
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Talip - niezalogowany 2026-06-10 20:16:19

    Zamiast finansowac pilke nozna w ktorej nasz kraj nie odnosi zadnych sukcesow, rozwiazac PZPN , dzialaczy i nie doplacac z podatkow do tuch marnych kopaczy, klub ktory nie wejdzie do ligi miszczuf do likwidacji, a te kase dac na tenisa, moze byc stolowy. I od razu te mamcie co brajankow i alankow woza na pilke nozna liczac ze bedzie miec RL9 by sie do roboty wziely... To pisalem ja Talib Kweli

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama