Wydawać by się mogło, że przypadający dziś Światowy Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszą (oficjalnie ustanowiony przez ONZ) dotyczy krajów położonych daleko od nas. Może nie grozi nam zostanie krajem pustynnym, ale już problemy z dostępem do wody czy też skutki zaburzania gospodarki wodnej czasem się pojawiają.
Do napisania paru zdań skłoniła mnie nie tylko kartka z kalendarza, ale również artykuł z bieżącego wydania "Obserwatora Lokalnego" o tym, które samorządy podejmują w ogóle jakieś działania dotyczące choćby gromadzenia deszczówki na terenie swoich instytucji. Wynika z niego, że z trwającego obecnie projektu Związku Gmin Dorzecza Wisłoki dla swoich podmiotów zbiorniki na deszczówkę zakupią Jodłowa i Pilzno a Żyraków stosuje takie rozwiązania poza projektem. O Dębicy cisza. Inną przesłanką do poświęcenia tej kwestii kilku chwil są wyniki dorocznego rankingu gospodarki wodnej w miastach. Na 152 klasyfikowane miasta zajmujemy 76. miejsce, gorzej niż rok temu.
Szczególnie miasta powinny brać sobie do serca zadbanie o prawidłową gospodarkę wodną na swoim terenie. Zwarta zabudowa, duży udział powierzchni nieprzepuszczalnych (asfalt, beton) powodują, że woda opadowa nie ma gdzie się wchłaniać i przy większych opadach kanalizacja deszczowa nie wyrabia, co skutkuje podtopieniami, zalewaniem różnych obszarów itd. a jednocześnie w ciepłe, upalne dni jest po prostu nie do wytrzymania. Przy odpowiednim myśleniu urbanistycznym, ale również mądrym realizowaniu zadań bieżących - niekoniecznie dużym kosztem - można zrobić sporo, aby wodę w mieście mądrze zagospodarować.
Oto przykłady takich działań, zaczerpnięte z polskich samorządów (mniejszych, większych):
- łąki kwietne (wspierają bioróżnorodność i gromadzą wodę)
- ogrody deszczowe (obszary zieleni obsadzone roślinami na specjalnym podłożu, co pozwala gromadzić dużo wody)
- stawianie zbiorników na deszczówkę przy publicznych instytucjach i używanie do podlewania trawników oraz inne programy małych działań przy szkołach, placówkach kultury (niektóre miasta mają dedykowane programy tego typu)
- rozsądne koszenie traw (unikanie przy upałach, ale z zachowaniem zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego)
- promowanie i wspieranie ogrodów sąsiedzkich, społecznych na wspólnych terenach na osiedlach
- wprowadzanie nawet małych elementów zieleni w ścisłych centrach miast (np. zagospodarowanie betonowych donic, nanołączki)
- zagospodarowanie nieużytków na sady albo lasy kieszonkowe, a na osiedlach na parki kieszonkowe
- ochrona istniejącej zieleni, w tym drzew - mądre planowanie inwestycji
- rzecz oczywista - rozsądne gospodarowanie wodą bieżącą (np. sporo miasta używa wody basenowej po pewnym uzdatnieniu do mycia ulic, chodników)
Nikt nie oczekuje, że to wszystko musi zadziać się w Dębicy i to od ręki. Ale moim zdaniem konieczne jest przemyślenie tematu, wybranie rozwiązań odpowiadających na nasze problemy, zaplanowanie ich i stopniowa realizacja. To nie jest "inwestycja", która da zwrot przy najbliższych wyborach, ale to nie jest powód by temat odpuszczać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie do wiary ktoś został zielonym komunistą? Miłośników kleszczy w chaszczach, trawy po pas pylącej i nękającej alergików i tłumaczenia ekologią zwykłych zaniedbań przybywa. Nie koszenie zieleni miejskiej to oszczędności i tyle. Retencja to zbiorniki na deszczówkę i progi wodne nawet na małych rzeczkach. Robić można wiele ale zachęcanie do nie koszenia trawy w tym brudnym mieście to przesada
Bynajmniej :) A pisałem o "rozsądnym koszenie traw" - tam, gdzie trzeba - należy kosić (może nie do zera, bo bedzie wypalona sucha ziemia zaraz). Ale są miejsca, gdzie można tego unikać zwiększając naturalną retencję terenową. Zdrowy rozsądek i tyle.
Nie do wiary ktoś został zielonym komunistą? Miłośników kleszczy w chaszczach, trawy po pas pylącej i nękającej alergików i tłumaczenia ekologią zwykłych zaniedbań przybywa. Nie koszenie zieleni miejskiej to oszczędności i tyle. Retencja to zbiorniki na deszczówkę i progi wodne nawet na małych rzeczkach. Robić można wiele ale zachęcanie do nie koszenia trawy w tym brudnym mieście to przesada
Bynajmniej :) A pisałem o "rozsądnym koszenie traw" - tam, gdzie trzeba - należy kosić (może nie do zera, bo bedzie wypalona sucha ziemia zaraz). Ale są miejsca, gdzie można tego unikać zwiększając naturalną retencję terenową. Zdrowy rozsądek i tyle.