Uspokajam fanatycznych wyznawców UE (jeden pojawi się zapewne w komentarzach, choć nie pod nazwiskiem, jak to tchórz) - to nie moje słowa na temat KPO. Nie są to też słowa żadnego polskiego polityka czy dziennikarza. Kto więc tak stwierdził? Słowa te padły w niemieckim "Welt" jako krytyka wobec stanu wdrażania Krajowych Planów Odbudowy w skali Unii Europejskiej. Warto przyjrzeć się tematowi bliżej, choćby ze względu na traktowanie kwestii KPO w polskiej polityce jako swego rodzaju Świętego Graala.
Co dzieje się obecnie?
Głośno komentowane w powyborczej polskiej rzeczywistości były oficjalne zapowiedzi premiera in spe Donalda Tuska, że dzień po wyborach uda się do Brukseli by "odblokować" środki z KPO. Jak już wiemy z tym dniem po wyborach to była jedna ze 100 przenośni (zamiast konkretów) Platformy Obywatelskiej, ale do spotkania z szefową KE doszło (swoją drogą odebranego przez część obserwatorów jako przedwczesne, skoro Tusk nie pełni póki co żadnej funkcji upoważniającej go do jakichkolwiek rozmów na tym szczeblu). Jakie są efekty? Donald Tusk ogłasza sukces, kreślona jest wizja pierwszych pieniędzy, ale już KE oficjalnie w zasadzie milczy poza kurtuazją. Co więcej, jak donosi Onet - rozmowy dotyczyły nie tyle mitycznego "odblokowania" KPO, co uelastycznienia warunków formalnych do spełnienia, by KE mogła środki do Polski przekazać. To z kolei budzi opór w Parlamencie Europejskim, który domaga się formalnej realizacji przepisów o KPO, czyli rozliczania krajów z kamieni milowych. Więc na ładne oczy i zaprzestanie wytykania błędów UE (pomijając już zmianę rządu na wygodniejszy dla Brukseli) pieniędzy nie powinno być rozdawanych, bo obnażyłoby to całą akcję z tzw. praworządnością jako elementem stricte politycznego nacisku na kraje członkowskie. Ponadto, jak podaje RMF FM, obecny rząd prowadzi rozmowy z KE w zakresie wypłaty 5 miliardów euro, co powinno przełożyć się na stosowną decyzję początkiem grudnia a śmietankę z tego tytułu miałby spić nowy rząd - stąd pośpiech i poganianie prezydenta. Ale zostawmy już krajową przepychankę w tym temacie.
Czym jest KPO?
KPO, czyli Krajowy Plan Odbudowy to zestaw reform i inwestycji w różnych obszarach będący podstawą do wnioskowania o środki z unijnego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (ang. RRF - Recovery and Resilience Facility). Za pośrednictwem tego instrumentu Komisja Europejska pozyskuje środki finansowe poprzez zaciąganie pożyczek na rynkach kapitałowych (emitując obligacje w imieniu UE) i wypłaca krajom członkowskim na podstawie KPO. Czyli w skrócie - UE pożyczyła środki (za zgodą państw członkowskich) a następnie wypłaca je państwom członkowskim na stricte określone cele zdefiniowane w KPO. Wypłata odbywa się na podstawie wniosków po spełnieniu tzw. kamieni milowych, czyli np. wdrożeniu założonych reform. W teorii wydaje się to proste, a jak jest z praktyką?
Jaka rola władz lokalnych?
Przy opracowywaniu polskiego KPO część samorządowców antyPiS krytykowała rząd za mały udział samorządowców w całej kontrukcji. Europejski Komitet Regionów przeprowadził dwukrotnie badanie i konsultacje analizując jak to wygląda w 19 krajach UE (m.in. bez Polski więc nasz przypadek nie wpływał na wyniki badania). Co się okazało? Samorządowcy w większości badanych krajów uznali, że nie byli w ogóle włączani w procesy dotyczące KPO albo było to jedynie w obrębie działań informacyjnych, sporadycznie konsultacyjnych z ograniczonym wpływem na finalne rozstrzygnięcia. Wyniki badania pokazują, że jest to dość powszechne podejście w krajach UE - nie oceniam tu czy zasadne. Niemniej okazało się, że było/jest podobnie jak w Polsce.
Jak idzie wdrażanie KPO?
I tu wracam do zagadnienia poruszonego w tytule i wstępie. Na podstawie danych KE w niemieckim "Welt" (celowo to podkreślam, by wskazać, że nie są to spojrzenia krajowe, tej czy innej opcji) pokazano, jaki jest obecnie stan przekazywania środków z KPO do krajów UE. Obrazuje to załączona mapa pochodząca z artykułu. Widać tam, że środki z KPO nie trafiły jeszcze do Irlandii, Holandii, Polski, Szwecji, Węgier a wiele krajów ma bardzo niskie wskazania i to w dużej mierze dzięki zaliczkom a nie rozliczonym środkom. Można tam też dowiedzieć się, że rząd Belgii ma obecnie dużą unijną presję w kontekście reformy emerytalnej i belgijscy politycy traktują to jako szantaż. Ogólna konkluzja jest taka, że sporo rządów nie kwapi się do tych środków, bo są obwarowane określonymi wymaganiami, niekoniecznie wygodnymi z politycznego punktu widzenia i póki co idzie to co najmniej opornie.
Nie widziały gały co brały?
Cała ta sytuacja wydaje się nieco kuriozalna. Wszak KPO wplecione w RRF jako odpowiedź UE na kryzys ostatnich lat to konstrukcja zatwierdzona przez kraje członkowskie UE. Bez ich zgody KE nie mogłaby się zadłużyć a następnie oceniać czy dany kraj spełnił cele jakie założył w KPO negocjowanym z KE, która przeleje środki lub nie.
Wygląda na to, że rządy krajów członkowskich na własne życzenie dały KE do ręki kij i marchewkę samemu zakładając sobie smycze, żyrując to wszystko swoimi pieniędzmi. Widać tu pewną naiwność o czym przekonują się nie tylko Polska czy Węgry ale też inne kraje. Oczywiście wszystko to poddaje w wątpliwość niektóre elementy polityki polskiego rządu wobec UE. Zasadne są pytania o to czy należało zaakceptować taką konstrukcję systemu a także czy właściwe było zdefiniowanie takich a nie innych kamieni milowych. W efekcie KE blokując politycznie (skoro jedna rozmowa przy kawie ma to rzekomo odczarować) polski KPO dała paliwo do nakręcania tematu w polskiej debacie publicznej, co z pewnością nie było bez wpływu na niedawne wybory (pedagogika wstydu ma się niestety u nas dobrze).
Wyciągnięcie wniosków z całej sytuacji wydaje się niezbędne - zarówno przez unijną centralę, rządy krajów członkowskich i wreszcie nas - obywateli, wyborców. Wszak przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego i trwająca próba zmiany traktatów unijnych w stronę niesamowitej federalizacji i centralizacji UE kosztem suwerenności państw członkowskich. Szkoda by bowiem było aby projekt tak sensowny w swych założeniach i ideach zawalił się przez zbytnią żądzę władzy grupy (osób a może krajów?) uzurpującej sobie miano siły przewodniej kontynentu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie sądziłem, że będzie pan cytował niemiecką gazetę. To kraj , który przecież chce zniszczyć Polskę wg pisu. Na pewno same kłamstwa tam piszą.
To jedynie ilustracja i przyczynek do dalszych rozważań. Oczywiście wcześniej zweryfikowałem podane tam informacje. A że dla niektórych osób niemieckie media są wyrocznią, to chyba trudno będzie im pewne zagadnienia kwestionować :)
P. Cebula to się zna na wszystkim, dosłownie na wszystkim, nawet na sprawach europejskich. Dębicki omnibus!
KPO to POŻYCZKA którą trzeba oddać...
1 plan Marshalla dla Polski został zabroniony przez Stalina , co bardzo szybko ujawniło różnicę w rozwoju krajów , które tę pomoc otrzymały , 2 plan Marshalla do tej pory był blokowany przez pro kacapskich zdrajców ... co do zapowiedzi Tuska , każdy kto skończył podstawówkę i od czasu do czasu zapozna się z rozwojem cywilizacyjnym wiedział , że jego słowa przejdą w czyn po spełnieniu oczywistych wymagań , dziwię się , że autor tegoż artykułu , jak i politycy pis-u przyjęli , że jego zamiary zostaną natychmiast po wyborach zrealizowane ...
Na którym etapie edukacji zapoznał się Pan z pojęciem ironii albo sarkazmu? :) Inna sprawa, że osoby publiczne powinny mieć świadomość tego iż ich słowa będą poddawane weryfikacji.
Panie Mateuszu Cebula , weryfikacji podlegają również autorzy publicznych artykułów , całkowity brak odniesienia się co do meritum mojego wpisu świadczy , że wypada ona bardzo negatywnie i dobitnie dowodzi , że jest Pan klasycznym przedstawicielem skompromitowanego środowiska , które przez ostanie 8 lat niszczyło Polskę ...
Ależ odniosłem się, adekwatnie do tego jaką warstwę merytoryczną zaprezentowano :) Jak się Pan podpisze własnym - prawdziwym imieniem i nazwiskiem, to może napiszę coś więcej.
Nie sądziłem, że będzie pan cytował niemiecką gazetę. To kraj , który przecież chce zniszczyć Polskę wg pisu. Na pewno same kłamstwa tam piszą.
To jedynie ilustracja i przyczynek do dalszych rozważań. Oczywiście wcześniej zweryfikowałem podane tam informacje. A że dla niektórych osób niemieckie media są wyrocznią, to chyba trudno będzie im pewne zagadnienia kwestionować :)
P. Cebula to się zna na wszystkim, dosłownie na wszystkim, nawet na sprawach europejskich. Dębicki omnibus!