Reklama

Kłamliwa prawda? Zejdźmy na ziemię.

16/02/2022 20:42

Na blogu Dominika Łazarza, widniejącego na oficjalnej stronie Parlamentu Europejskiego jako usługodawca europoseł PO Elżbiety Łukacijewskiej, można przeczytać wpis o rzekomo kłamliwej kampanii billboardowej polskich elektrowni. Postanowiłem się temu trochę przyjrzeć.

 

Na znanych wszystkim billboardach napisano, że opłata klimatyczna UE to 60% kosztów PRODUKCJI energii. Pan Dominik wrzucił zdjęcie plakatu z domalowanym (malowanie po plakatach kandydatki PO na prezydenta zgłaszał na policję - to też zgłosi?) przez wandala napisem "kłamstwo". Szkopuł w tym, że to prawda, co potwierdza sama Komisja Europejska. Na grafice umieszczonej na oficjalnych kanałach KE czytamy "Koszty emisji CO2 stanowią 60% kosztów PRODUKCJI energii (...)". Dalej mamy wyjaśnienia jaki ma to udział w całości rachunku za prąd. Niemniej - 60% w PRODUKCJI energii jest daną prawdziwą. Kampanię finansowały elektrownie odpowiedzialne za produkcję energii właśnie. Od przesyłu, dystrybucji itd. są inne podmioty, więc naturalne jest to, że producenci wypowiadają o swoich kosztach. Tym bardziej, że emisje dotyczą właśnie wytwarzania energii a nie jej przesyłu itd. Gdzie więc to kłamstwo? Niemożliwie przecież, aby pan Dominik "pomawiał" kogoś o kłamstwo ;)

Reklama

 

Billboardy nie opisują też, że UE dostaje pieniądze z handlu emisjami CO2, choć to system handlu emisjami jest mechanizmem unijnym właśnie, stąd prawdziwe jest wiązanie polityki unijnej ze skutkami w postaci cen energii. Dalej p. Dominik pisze, że PiS odpowiada za to, że podobno większość środków z opłat emisyjnych przeznacza się na zbędne wydatki. To też można sprawdzić.

 

Dyrektywa unijna o handlu emisjami mówi, że co najmniej 50% środków z opłat za emisje ma być przeznaczone na cele klimatyczne. Państwa członkowskie składają z tego roczne raporty. Instytucje unijne nigdy nie kwestionowały polskich sprawozdań w tym zakresie, więc można wysnuć wniosek, że warunek był spełniony. Znalazłem raport opracowany w 2016 r., gdzie analizowano sprawozdania krajów członkowskich UE za lata 2013-2015, więc u nas w schyłkowym okresie rządów umiłowanej przez p. Dominika PO. Tam wskazano, że Polska przeznaczała wówczas 52% środków z handlu emisjami na działania klimatyczne. Czyli w zasadzie mamy sytuację podobną za obecnych jak i poprzednich rządów. Czy Pan Dominik będzie szukał, gdzie poszła prawie połowa środków za rządów jego partii-matki? Obecny rząd środki z tych opłat przeznacza m.in. na programy "Czyste Powietrze", "Mój Prąd" czy "Mój Elektryk", sporo jest dystrybuowane przez NFOŚiGW. To działania znane każdemu z nas.

Reklama

 

Na koniec pan Dominik z bliżej nieokreślonych powodów przytacza roczne wydatki KPRM (850 mln złotych). Nie wiem po co, ale dla równowagi dorzucę wydatki z 2020 r. w dziale administracja w segmencie samej Komisji Europejskiej: 3,7 miliarda euro. W KPRM miliony, w KE miliardy, u nas złotych a tam euro.To jak ktoś byłby ciekaw.

 

Ponieważ lubię dane i ich analizę, to zajrzałem do zbiorów Eurostatu (tego źródła pan Dominik chyba nie zakwestionuje). A tam według danych z 2021 r. przeliczając standardem siły nabywczej (PPS) w segmencie gospodarstw domowych do 4 osób (średnie zużycie energii) Polska ma 5. miejsce jeśli chodzi o ceny energii. Droższą energię mają Czechy, Niemcy, Hiszpania i Rumunia (w przeliczeniu na euro mamy odległe 17. miejsce). Cena samej energii odliczając podatki i opłaty krajowe stanowi (odrzucając skrajności) w państwach członkowskich 50-80% rachunku. Najbardziej opodatkowana jest energia w Danii, Niemczech, Portugalii. W Polsce w cenie samej energii bez podatków, opłat znaczny udział ma właśnie koszt emisji CO2.

Reklama

 

Wnioski? Nie ma tu prostych czy też czarno-białych konkluzji. Transformacja energetyczna jest niezbędna, a to proces na lata i musi odbyć się z uwzględnieniem skutków społeczno-gospodarczych. Polityka UE musi uwzględniać różnice między krajami członkowskimi w zakresie miksu energetycznego i ogólnej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Faktem jest, że znaczną część (ok. 60%) kosztów produkcji energii w Polsce stanowią certyfikaty emisji CO2, a handel nimi jest elementem polityki UE. Siłą rzeczy w samym rachunku odsetek ten jest mniejszy, ale słynne plakaty mówią o produkcji energii a nie rachunku, a udział rzędu 20-25% pochodnej polityki UE w naszych rachunkach nadal jest niepomijalny. Czy stwierdzanie faktów, analiza danych to Polexit? Według gorących głów z wbitym dogmatem o nieomylności i wspaniałości UE może tak. Ale ekstremami nie ma się co przejmować, tylko próbować patrzeć na cały obraz. I działać wyciągnąwszy wnioski.

Reklama

 

P.S. Kompresja robi swoje, więc jak ktoś chce bliżej przyjrzeć się danym to zapraszam na strony Eurostatu.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Teddy - niezalogowany 2022-02-16 21:34:23

    Zaraz jeszcze się pojawi argument, że te miliony na KPRM to z naszych pieniędzy bo przecież rząd nie ma swoich. Dokładnie tak jest. Z naszych te miliony tak samo jak te miliardy euro na KE bo przecież UE też nie ma swoich pieniędzy tylko obywateli poszczególnych krajów członkowskich w tym PL. Czas to w końcu zrozumieć.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Zachwycony Dominikiem - niezalogowany 2022-02-16 22:14:28

    Nie, zaraz się pojawi Pan Dominik i Wam wszystko wyjaśni - o demokracji i wielu innych rzeczach o których ja tam nie mam pojęcia…

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Robert W. - niezalogowany 2022-02-16 23:15:12

    Panie Mateuszu jakie środki z opłat za emisję CO2 rząd przeznacza na programy klimatyczne?? Tak się składa, że niedawno założyłem fotowoltaikę ale nie otrzymałem ŻADNEJ dotacji. Nie ma na to żadnych pieniędzy, bo te grube miliony z opłat za emisję CO2 są przeznaczane na... no właśnie, gdzie są te pieniądze?? Proszę więc bzdur nie pisać, że rząd wspiera ludzi jakimiś programami klimatycznymi, bo nie robi tego. Mało tego, ten rząd doprowadził do takiej zmiany przepisów, że już za kilkanaście dni montaż fotowoltaiki przestanie się opłacać przeciętnemu Kowalskiemu. Zamiast wspierać rozwój mikroinstalacji fotowoltaicznych modernizując sieci przesyłowe ze środków z opłat za emisję CO2 (bo w tym celu są te opłaty) dokonano coś wręcz przeciwnego - postanowiono "zarżnąć" fotowoltaikę w Polsce.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama