Burmistrz odwołał z funkcji dyrektora jednej z instytucji kultury między innymi za zamieszczanie na portalu społecznościowym satyrycznych komentarzy i wpisów na temat swojej osoby. Spokojnie, nie działo się to w Dębicy, a w jednej z gmin w innym województwie. Choć jestem ciekaw, ile osób początkowo było gotowe uznać, że i u nas mogło się to wydarzyć.
W przywołanej sprawie burmistrz odwołał dyrektora biblioteki za różne uchybienia (np. w sprawie audytu, uniemożliwienia kontroli itd.) a także za publiczną krytykę burmistrza na portalu społecznościowym, w tym poprzez satyryczne komentarze, grafiki itd. Odwołany dyrektor zaskarżył decyzję burmistrza do sądu administracyjnego i… wygrał.
Sąd w uzasadnieniu wskazał, że dyrektor, jak każdy, ma prawo korzystać z gwarantowanej konstytucyjnie wolności wypowiedzi i nie podlega ona ograniczeniom z racji fałszywie rozumianej lojalności wobec szefa. Skład orzekający dostrzegł konflikt między stronami, jednocześnie stwierdzając, że nie upoważnia to do rozwiązania umowy. Jeśli burmistrz czuł się urażony, to mógł skorzystać z innych środków prawnych (prywatny akt oskarżenia, proces o naruszenie dóbr osobistych). Słowem, w ocenie sądu generalnie nie można nikogo z funkcji odwołać jedynie ze względu na krytyczne opinie czy też satyrę względem burmistrza.
Dlaczego o tym piszę? Bo widzę pewne analogie do tego, co czasem ma miejsce u nas. Sam miałem wątpliwą przyjemność być oskarżonym przez polityka dębickiej PO Dominika Łazarza o rzekome zniesławienie, pomówienie. Pan Łazarz poczuł się urażony opisaniem pewnych faktów, wyrażeniem opinii (czasem satyrycznie). Sąd I instancji mnie uniewinnił, apelacja Dominika Łazarza okazała się bezskuteczna i wyrok się uprawomocnił.
Straszenie adwersarzy sądem albo wyrzuceniem z pracy za napisanie czasem gorzkiej o kimś prawdy nie jest jak widać dobrym pomysłem. Tym bardziej groteskowym jeśli po takie narzędzia sięgają osoby mieniące się obrońcami wolności słowa itd. Oczywiście, jeśli ktoś przesadzi i faktycznie kogoś zniesławi, to są ku temu środki prawne. Sam też z nich skorzystałem, bo dopiero takie coś spowodowało, że usłyszałem słowo "przepraszam" za uczynione publicznie bezpodstawne sugestie dotyczące mojego wpływu na czyjeś życie rodzinne.
Nie nawołuję rzecz jasna by teraz każdy sobie używał w sieci z każdego. Zwłaszcza, że mamy teraz poważniejsze sprawy dookoła siebie. Niemniej, jeśli ktoś kiedyś zidentyfikuje u siebie taką potrzebę, to niech wie, że jeśli pisze prawdę, wyraża pewną opinię (poważnie lub żartem), to nikt nie ma prawa mu robić z tego tytułu nieprzyjemności w pracy. I proponuję przy okazji wyśmiać rozliczenia z tego kto, co napisał na portalu społecznościowym, co polubił, skomentował czy też udostępnił. A fakt, że takie mają u nas miejsce, jest tajemnicą poliszynela i świadczy o tych, co je przeprowadzają, zlecają.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
o matko jaka hipokryzja, przecież zarówno Pan jak i Pana koledzy śledzicie nieprzychylne Wam wpisy i wykorzystujecie to na co dzien, ale jak to w życiu bywa, najlepsza obrona jest atak, paskudny ten Pana powyższy blok
Marna próba odwrócenia kota ogonem, no ale jak argumentów brak to zostaje tylko takie coś :) Opisałem przypadek, zbadany przez sąd, gdzie ktoś w imię urażonego ego i rozgrywki z oponentem próbował pozbawić pracy tegoż adwersarza z powodu satyrycznych wpisów w mediach społecznościowych. Przypomniałem też jak i mnie próbował sądowo kneblować protestujący w obronie wolności słowa i mediów funkcjonariusz PO Dominik Łazarz. I tak, to jest hipokryzja w jego wydaniu. Nikt nikomu nie broni korzystać z wolności słowa, byle działo się to w granicach prawa. Osobiście nie mam problemu z tym, że ktoś coś na mój temat napisze (a robią to zazwyczaj te same osoby najczęściej pod postacią prowadzonych przez siebie fejkowych kont i stron pokroju Dębickie Komentarze czy Aktywna Dębica, które prowadzi wiadoma osoba). A jeśli ktoś przekroczy pewne granice (np. bezpodstawnie sugerując, że rzekomo nastaję na życie rodzinne), to są ku temu prawne rozwiązania i z nich korzystam. Wyczulenie na punkcie krytyki swojej osoby ma za to zdecydowanie ktoś inny, nietrudno zgadnąć kto. Wystarczy dowolną sesję obejrzeć :)
Polityka to dzieło Szatana, więc same szatańskie malwersacje w głowach politykieruf.
Przykład ‚jak nie odreagowywać nagonki na polityka’ podał autor na własnym przykładzie. Żenujące są wszystkie zachowania, wszystkich polityków! Jak niedojrzałym trzeba być, żeby wchodzić do błota i mieć pretensje, że jest się ubrudzonym?
Osobiście nie mam problemu z tym, że podlegam krytyce jako osoba publiczna. Liczyłem się z tym i akceptuję zasady gry. Z każdym chętnie podyskutuję, o ile ma to być merytoryczna rozmowa i pod prawdziwym nazwiskiem. Nic nie poradzę na to, że wspomniany funkcjonariusz PO chciałby mieć możliwość krytykowania innych (pod tą czy inną postacią internetową), a gdy sam zostanie krytyce poddany, to straszy sądem. I przegrywa z kretesem.
Jakie to płytkie i dziecinne Mateuszku. No to się odgryzłem Panu Dominikowi. Żenada w pełnej okazałości (ale niczego innego po tobie się nie spodziewałem).
Zapraszam do dyskusji pod prawdziwym nazwiskiem. To nie boli :) Odgryzanie się mnie nie interesuje. W tym konkretnym przypadku pan Łazarz sam sobie strzelił w kolano - nie ja go pozwałem a on mnie. Proces był niejawny, a szkoda - gwarantuję, że opinia publiczna z głębokim zainteresowaniem przyjęłaby różne informacje z akt sprawy. Choć część z nich jest łatwa do wydedukowania przy minimum analitycznego podejścia do tego, co się np. w sieci pojawia :)
Czy to chodzi o sprawę ze Skawiny? Jeśli tak to ciekawostka jest to, że burmistrz jest z ... PiSu :D
Zapoznawałem się z samym orzeczeniem, które poddano anonimizacji, ale z dotępnych tam informacji wynika, że może to być prawdą. Co prawda, nie wiem co do sprawy wnosi przynależność owego burmistrza. Nie mam problemu z tym, by przyznać, że w popieranym przeze mnie ugrupowaniu ktoś popełnił błąd. Czy druga strona jest do tego zdolna? Patrząc na lokalną wierchuszkę - wątpię. Czy wnioski z tego przykładu wyciągnie ktoś funkcyjny na ziemi dębickiej, kto ma problem z tym, że może być krytykowany? Chciałbym, choć wątpię i pracujący w podległych jednostkach będą nadal się pilnować co klikają :)
"Odgryzanie się mnie nie interesuje." Czego dobitnym dowodem jest ten wpis blogowy ;) "gwarantuję, że opinia publiczna z głębokim zainteresowaniem przyjęłaby różne informacje z akt sprawy" Opinia publiczna twojego pokroju PiSopaty.
to mnie rozmawiałeś tym wpisem, sam katalogujesz wpisy innych, potem wykorzystujesz na swoim profilu i innych! Ile razy u ciebie na koncie były wpisy różnych osób obśmiewane, a to Szewczyka, a to Łazarza, dziwne tylko pisowskich celebrytów nie diagnozujesz! Hipokryzja level hard!
Publiczna dyskusja czasem polega na odniesieniu się do słów, czynów innych osób. I oczywiście czasem to czynię korzystając z konstytucyjnej wolności słowa. I o tym jest ten wpis, że póki pewne granice nie są przekroczone, to nie ma przeszkód by nawet pracownik instytucji podległej wypowiadał się o wójcie czy burmistrzu - satyrycznie, poważnie itd. A jak ktoś próbuje za to staszyć sądem, utratą pracy no to widać jakie są efekty.
o matko jaka hipokryzja, przecież zarówno Pan jak i Pana koledzy śledzicie nieprzychylne Wam wpisy i wykorzystujecie to na co dzien, ale jak to w życiu bywa, najlepsza obrona jest atak, paskudny ten Pana powyższy blok
Marna próba odwrócenia kota ogonem, no ale jak argumentów brak to zostaje tylko takie coś :) Opisałem przypadek, zbadany przez sąd, gdzie ktoś w imię urażonego ego i rozgrywki z oponentem próbował pozbawić pracy tegoż adwersarza z powodu satyrycznych wpisów w mediach społecznościowych. Przypomniałem też jak i mnie próbował sądowo kneblować protestujący w obronie wolności słowa i mediów funkcjonariusz PO Dominik Łazarz. I tak, to jest hipokryzja w jego wydaniu. Nikt nikomu nie broni korzystać z wolności słowa, byle działo się to w granicach prawa. Osobiście nie mam problemu z tym, że ktoś coś na mój temat napisze (a robią to zazwyczaj te same osoby najczęściej pod postacią prowadzonych przez siebie fejkowych kont i stron pokroju Dębickie Komentarze czy Aktywna Dębica, które prowadzi wiadoma osoba). A jeśli ktoś przekroczy pewne granice (np. bezpodstawnie sugerując, że rzekomo nastaję na życie rodzinne), to są ku temu prawne rozwiązania i z nich korzystam. Wyczulenie na punkcie krytyki swojej osoby ma za to zdecydowanie ktoś inny, nietrudno zgadnąć kto. Wystarczy dowolną sesję obejrzeć :)
Polityka to dzieło Szatana, więc same szatańskie malwersacje w głowach politykieruf.