Przygodę ze śpiewaniem rozpoczęła w dębickiej szkole muzycznej. Dziś jest chórzystką Opery Krakowskiej.
W Państwowej Szkole Muzycznej w Dębicy Joanna Wacławska uczyła się gry na skrzypcach i fortepianie. Ale już wtedy bardzo ceniła sobie próby chóru prowadzonego przez Alicję Stasiowską-Piwowar. Kiedy jednak okazało się, że w tym samym czasie co chór próbuje też kwartet smyczkowy, w którym uczestnictwo było dla niej obowiązkowe, musiała zrezygnować z tego pierwszego.
- Do dziś pamiętam słowa pani Alicji, która stwierdziła, że zawsze jej najlepszych podbierają - wspomina.
Edukację w szkole muzycznej zakończyła na I stopniu. Gdy zdała maturę w I Liceum Ogólnokształcącym przeniosła się do Krakowa, by tam na Uniwersytecie Jagiellońskim studiować filologię polską. Ale pasja śpiewacza upomniała się o nią. Jako sopranistka dołączyła więc do Chóru Akademickiego UJ, śpiewała też z Chórem Mieszanym Katedry Wawelskiej.
W tym czasie zdecydowała się dalej kształcić muzycznie. Wybór padł na Szkołę Muzyczną im. Bronisława Rutkowskiego w Krakowie. Jednak nie skończyła jej, bowiem po dwóch latach nauki tam dostała się do Akademii Muzycznej Karola Szymanowskiego w Katowicach na wokalistykę ze specjalnością wokalno-aktorską - śpiew operowy.
- To były studia dzienne, ale wtedy byłam już magistrem filologii polskiej, więc mogłam rozpocząć studia w Katowicach. Tyle tylko, że to wiązało się z ciągłymi dojazdami i rezygnacją z życia prywatnego - nie ukrywa.
Przyznaje, że nie chciała rozstawać się z Krakowem. Nie tylko dlatego, że czuła się mocno związana z tym miastem, a też z uwagi na fakt, że śpiewała tam w kwartecie wokalnym. Jego pozostali członkowie związani byli z Operą Krakowską, więc i ona postanowiła spróbować swoich sił.
Choć początkowo myślała raczej o pracy tzw. śpiewaka projektowego, to ostatecznie została etatowym pracownikiem opery i dziś, jako chórzystkę, można ją usłyszeć w większości wystawianych tam spektakli operowych.
Choć studia w Katowicach już skończyła, w ostatnim roku miała indywidualny tok nauczania, to szkolić głosu nie przestaje. Twierdzi, że to konieczne dla każdego śpiewaka. Szczególnie takiego, który cały czas nim pracuje.
A jej zajęć nie brakuje. Prócz występów w Operze Krakowskiej śpiewa też w zespołach oraz jako solistka. Dlatego, co przyznaje, rzadko może przyjeżdżać do rodzinnej Dębicy.
- Niestety, praca śpiewaka związana jest z wieloma wyrzeczeniami. Przede wszystkim pracuje się wieczorami i w weekendy - mówi.
A ona do tego cały czas chciałaby się jeszcze uczyć. Żeby rozwijać się jako osobowość sceniczna i z roku na rok otrzymywać coraz więcej propozycji występów już jako solistka.
Przeczytaj również: Już w sobotę wystąpi w Czarnym Sezamie