Reklama

Gdy Romualda Zajączkowska zaczynała biblioteka mieściła się w domu państwa Domarskich

Romualda Zajączkowska to ikona nie tylko dębickiego bibliotekarstwa, ale i Domu Kultury Śnieżka.

Był 1982 rok, kiedy Leokadia Lipa, ówczesna kierowniczka miejskiej biblioteki, zaproponowała jej pracę w zastępstwie bibliotekarki na urlopie macierzyńskim.

- Wypożyczalnia mieściła się wtedy w Rynku, w prywatnym domu państwa Domarskich, obok restauracji Astoria, a biura i czytelnia w szkole muzycznej - wspomina Romualda Zajączkowska.

Aby było ciepło rano bibliotekarki musiały napalić w piecu. Gorzej, że w pomieszczeniu nie było toalety, a z tej, która mieściła się za budynkiem nie dało się korzystać z uwagi na zainteresowanie panów przesiadujących w Astorii.

Reklama

Tam w każdym razie pracowała do 1990 roku, kiedy to bibliotekę trzeba było przenieść do byłej siedziby partii przy Rzeszowskiej 15. Pięć lat później, gdy samorząd zaczął przejmować biblioteki zakładowe, dyrektor Władysław Kamaj zaproponował jej przejście do Domu Kultury Śnieżka i objęcie kierowniczego stanowiska.

- Dostałam 100 zł dodatku funkcyjnego - śmieje się dziś na samo wspomnienie.

Nie ukrywa, że kierowanie tą placówką to było wyzwanie. Szczególnie że posiadała potężny, jak na tamte czasy, księgozbiór, na który składało się grubo ponad 80 tysięcy książek. Ale dała sobie radę. Prócz codziennej pracy, a bywało, że dziennie wypożyczała nawet 300-400 książek, organizowała też kiermasze podczas Dni Dębicy. Po powodzi we Wrocławiu biblioteka wsparła tamtejsze placówki. To tam można było wypożyczyć pierwsze audiobooki. To tam również bywali znani w całej Polsce pisarze.

Reklama

- Zawsze starałam się być o krok do przodu - mówi.

Czytelnicy to doceniali. Byli tacy, którzy jeszcze przed otwarciem stali pod drzwiami, by wymienić przeczytane już książki. A bibliotekarki musiały mieć sporą wiedzę z zakresu literatury, by móc polecić coś, co akurat przypadnie do gustu danej osobie.

Choć oczywiście zdarzały się wpadki. Romualda Zajączkowska wspomina starszego mężczyznę z laseczką, który regularnie odwiedzał jej bibliotekę. Był to człowiek o raczej konserwatywnych poglądach, sięgający chętnie po literaturę religijną. Bibliotekarka widząc na półce książkę zatytułowaną Sługa boży bez namysłu zaproponowała ją mężczyźnie. Jakież było jej zaskoczenie, gdy następnego dnia wpadł do biblioteki wymachując laseczką.

Reklama

- Tytuł sugerował, że to książka religijna, tymczasem opowiadała o samozwańczym kaznodziei, jeżdżącym po kraju i organizującym orgie - Romualda Zajączkowska nie może wstrzymać śmiechu, choć jak twierdzi, wtedy było jej trochę wstyd.

Przyznaje jednak, że dziś, kiedy po 41 latach pracy w bibliotece odeszła na emeryturę, to nawet nie książek, a właśnie kontaktu z ludźmi brakować jej będzie najbardziej.

- Książkę mogę zawsze kupić, czy wypożyczyć, ale kontaktu z ludźmi nic nie zastąpi - przekonuje.

Gdy pytam ją, czym będzie zajmować się na emeryturze, wspomina o wnukach i o działce, którą uprawia przy domu. Ale to nie wszystko, bo okazuje się, że emerytowaną już bibliotekarkę wciągnął serwis YouTube.

Reklama

- Wieczorem siadam sobie z laptopem w kuchni, włączam YouTube i oglądam grzybobrania. Jak widzę te pełne kosze, to już bym do lasu poszła - śmieje się.

Przeczytaj również: Noc Muzeów 2023: nowe wystawy i walka na miecze - zdjęcia

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama