Starcie z Krzysztofem Ferencem, znanym również jako Wujaszek Fericze, trwało dokładnie 2 minuty i 26 sekund. Przeciwnik Piotra Szeligi został z oktagonu zniesiony na noszach.
Obaj wyszli do ringu naładowani, ale tak Szeliemu, jak i Wujaszkowi Fericze udało się nie odpalić. Chwilę się badali, ale prawym prostym rozpoczął Piotr Szeliga. Krzysztof Ferenc odpowiedział niskim kopnięciem. Po chwili zamachnął się, ale jego cios nie doszedł, więc powtórzył niskie kopnięcie na wykroczną nogę Szeliego. Ten w stronę szczęki przeciwnika wysłał potężnego prawego sierpowego, ale przestrzelił.
- No naprawdę ma szczęście Wujaszek Fericze, że to nie weszło - stwierdził komentator.
Jednak pierwszy trafił właśnie Krzysztof Ferenc, po którego ciosie głowa Piotra Szeligi odskoczyła. Po czym poprawił jeszcze niskim kopnięciem.
Kolejny cios, który doszedł do szczęki byłego zawodnika UKH Dębica, zakręcił nim i dosłownie na sekundę usadził go na macie. Szeli jednak błyskawicznie wstał i choć lekko zamroczony, wrócił do walki. I wtedy właśnie wyprowadził potężnego prawego sierpowego, który zgasił światło Wujaszkowi Fericze. Gdy ten pada nieprzytomny na matę Szeliga wypłaca mu jeszcze cios w głowę, ale sędzia szybko odpycha go od leżącego twarzą do maty przeciwnika. Hala szaleje, komentatorzy zdzierają głosy, a Piotr Szeliga wyskakuje na ścianę oktagonu z rękami podniesionymi do góry w geście triumfu.
- Myślę, że to jest jeden z najpotężniejszych nokautów jeśli chodzi o całą historię gal federacji Fame MMA - podkreślał jeden z komentatorów.
- Myślę, że nawet gdybyśmy mieli rozszerzyć ten krąg nokautów o zawodowe gale nie te wydarzenia tylko freekowe, to też byśmy zaliczali do ścisłej czołówki ten widowiskowy nokaut - dodał drugi.
Zanim sędzia mógł oficjalnie ogłosić wynik potrzebna była interwencja ratowników medycznych, którzy pomogli dojść do siebie Wujaszkowi Fericze.
Tuż po ogłoszeniu wyniku Piotr Szeliga poinformował, że swoją walkę, a co za tym idzie i zwycięstwo, dedykuje trenerowi Rafałowi Antończakowi, który przebywa obecnie w śpiączce po tym jak stracił przytomność podczas walki na gali A1 Federation 7. (Leczenie wielokrotnego mistrza Polski oraz mistrza świata boksu tajskiego wesprzeć można tutaj: Walcz Mistrzu!).
- Naprawdę włożyliśmy kawał roboty w to wszystko żeby tutaj dzisiaj wyjść i pokazać wam, że Szeliga to nie jest napis na dropsach - wykrzyczał pochodzący z Dębicy zawodnik.
Przyznał jednocześnie, że walką jaką najbardziej chciałby teraz stoczyć byłby rewanż z Piotrem Bestią Piechowiakiem, z którym przegrał podczas ósmej edycji Fame MMA.
Przeczytaj również: Były szef dębickiego ZK został Dyrektorem Okręgowej Służby Więziennej