Ponad trzydzieści ciągników wyjechało o godz. 10:30 z ul. Sandomierskiej w Dębicy na drogę w kierunku Mielca. Rolnicy z powiatu dębickiego, mieleckiego i ropczycko-sędziszowskiego zaprotestowali w ten sposób przeciwko tzw. Piątce Kaczyńskiego.
W proteście udział wzięli nie tylko hodowcy drobiu, którzy sprzeciwiają się wprowadzeniu do ustawy zapisu o zakazie uboju rytualnego. Byli też hodowcy zwierząt futerkowych, trzody i bydła.
- To nie może być tak, że dostajemy po 4 zł za kilogram trzody, a kiełbasa w sklepie jest po 30-40 zł. A z wołowiną też nie jest lepiej - mówił rolnik z Zawady.
Protestujący przyznawali, że w ostatnich wyborach głosowali głównie na PiS, a partia rządząca za to poparcie odwdzięczyła im się w najgorszy możliwy sposób. Okrzyki: hańba czy zdrada, mieszały się z warkotem silników ciągników i wyciem syreny.
A transparent na jednej z przyczep, który przypominał PiS-owi, że za 1000 dni będą kolejne wybory, nie pozostawiał złudzeń, że na głosy mieszkańców poddębickich wsi obecnie rządząca opcja nie ma co liczyć. Jeszcze wymowniejsza była trumna z polskim rolnictwem i nekrolog datowany na 7 października, czyli dzień akcji protestacyjnej.
W czasie kiedy rolnicy pokonywali jeszcze trasę Dębica - Przecław - Dębica, ich przedstawiciele Marcin Orkisz i Tomasz Chodak przyjechali do biura posła Jana Warzechy. Choć parlamentarzysty nie zastali, zostawili mu główkę kapusty, butelkę oleju, gumofilce i pasek parciany. Przekazali je na ręce dyrektorki biura.
- Żeby pan poseł zamienił swoje skórzane buty i pas na gumiaki i zwykły pasek, skoro tak mu leży na sercu dobro zwierząt - tłumaczył Marcin Orkisz.
W ten sposób odnieśli się do tego, że poseł Jan Warzecha zagłosował za ustawą prozwierzęcą, tłumacząc potem, że właściwie to był przeciw, ale nie mógł złamać dyscypliny partyjnej. Rolnicy odpowiadają, że mógł i podają przykład Kazimierza Moskala.
A za tydzień 13 października wybierają się do Warszawy, by protestować m.in. przed Sejmem.
Czytaj też: Protest rolników w środę. Wraca Maria Zbyrowska