Pochodzący z Pilzna aktor przyznał, że z tym pomysłem nosił się wiele lat. A kapliczka przy motku na Dulczy na ul. Słowackiego stanęłaby wcześniej, gdyby nie pandemia.
To Stanisław Brudny był autorem scenariusza, według którego działy się rzeczy w sobotni wieczór 1 października. Gości zaprosił na godzinę 19:00, a później miało okazać się, że początek wydarzenia, któremu nadał tytuł Misterium św. Jana Nepomucena, wyznaczył jak najbardziej prawidłowo.
Kiedy ludzie zmierzali na miejsce, musieli kryć się pod parasolami, bo woda lała się z nieba strumieniami. Większość widzów skryła się nawet pod rozstawionym namiotem, a sam artysta zaczął spotkanie pewno nieco inaczej, niż wstępnie zamierzał.
- Wiemy, że Afryce magowie mieli rozmaite sposoby, żeby zapobiec klęskom żywiołowym. W Polsce też mamy modlitwy, więc chciałbym zacząć nietypowo to dzisiejsze spotkanie. Na chwilę zamienię się w maga i przy pomocy tutaj państwa spróbujemy się zwrócić do niebios o to, żebyśmy mieli przez te dwie godziny jakąś pogodę - mówił Stanisław Brudny.
A do wszystkich zwrócił się z prośbą, by zaśpiewali wspólnie: Nie lij dyscu, nie lij, bo cie tu nie trzeba, obejdź lasy, góry, obejdź lasy, góry, zawróć sie do nieba.
- O i teraz spokojnie, nie będzie lało - zapewnił, i jak się okazało... miał rację.
Zgromadzonym opowiedział, że jako dziecko, kiedy miał zaledwie cztery lata, przeżyłem największą powódź, jaka była wtedy w Pilźnie. Wspominał, że tego mostku, obok którego teraz stoi, nie było co roku.
- I to przeżyłem nie z tego powodu, żeby zobaczyć wodę, bo to było niemożliwe, tylko tej ucieczki ludzi, zerwanych w nocy, z dobytkiem w prześcieradłach, w tobołach jakichś. Bo dom mój rodzinny był trochę wyżej. To pozostało w obrazie tak dalece we mnie, jakby było największym przeżyciem wieku dojrzałego. Wiele lat nosiłem się z tym, że muszę odreagować. Postawienie tej kapliczki to jest odreagowywanie od nieszczęść - zdradził pierwszy powód ufundowania kapliczki.
Dodał, że pamięta wszystkich sąsiadów, którzy uciekali. I zaczął wymieniać: pani Gaworczykowa, potem Potempy, Pile, czy też tam aż po Koniecznych do końca. Nadal pamięta te płaczące dzieci.
- Teraz to się tak zmieniło, my mamy w tej chwili most, na którym zatańczymy, a wtedy co roku nie było mostu, co roku ta Dulcza się cofała i wylewała - wspominał dalej.
Ale to nie jedyny powód, który nim kierował. Stanisław Brudny przekonywał, że wychował się, jak prawdopodobnie większość z tych, do których mówił, na kapliczkach.
- Przychodził maj, chodziliśmy od kapliczki do kapliczki śpiewając pieśni maryjne, a potem zawieraliśmy znajomości, przyjaźnie, które pozostały nam często na całe życie - opowiadał.
Kapliczki w Polsce są, co podkreślał, swego rodzaju symbolem narodowym. Stawiane na rozstajach były punktem informacyjnym, drogowskazem. Przeniosły się do literatury, stały się miejscem patriotycznych spotkań ludzi walczących o niepodległość tego kraju.
- Kapliczka w Polsce jeszcze do tego wprowadziła pewnego rodzaju odruchy, zwyczaje, trzeba było zdjąć czapkę i trzeba było wykonać znak krzyża. I to było powszechne, i to wrosło tak w całą Polskę, a szczególnie w nasze tereny tutaj, aż po Lubelszczynę, że to jest drugi powód postawienia tej kapliczki - zauważył Stanisław Brudny.
Na koniec tego wstępu poprosił zgromadzonych o poddanie się jego wizji patrzenia na Jana Nepomucena. Pierwszym tego elementem było wysłuchanie audycji Powódź autorstwa Jana Szaniawskiego, którą kilka miesięcy temu nagrał w Polskim Radio w Warszawie. Grał w niej ojca, staruszka, którego rodzina zostawiła, bo nie było dla niego miejsca na tratwie.
Ostatnie fragmenty audycji zlały się z dźwiękiem wyjącej syreny. To nadjeżdżali Mali Strażacy z Łęk Dolnych, których zadaniem było wyciągnięcie figury św. Jana Nepomucena z Dulczy, a następnie przeniesienie jej do kapliczki, gdzie została zamontowana.
Wtedy Stanisław Brudny zaprezentował gościom Małe Oratorium D-moll Nepomuk Nadświdrzański. Żeby mogli do niego wrócić w domach, wszystkim z pomocą małych strażaków rozdał też płyty w tym nagraniem. A potem poprosił proboszcza parafii św. Jana Chrzciciela w Pilźnie ks. Andrzeja Wolanina o poświęcenie kapliczki.
Jednym z ostatnich akordów misterium był wcześniej już zapowiadany taniec na mostu. Pilźnieński aktor okazał się mistrzem polki, do której przy akompaniamencie Kapeli Ludowej Pilźnianie porywał kolejne partnerki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gdzie był ten proboszcz Andrzej Surowiec? Proboszczem w Pilźnie jest ks. Andrzej Wolanin i on jest widoczny na zdjęciach.
Gdzie był ten proboszcz Andrzej Surowiec? Proboszczem w Pilźnie jest ks. Andrzej Wolanin i on jest widoczny na zdjęciach.