Piec ciastka Barbara Bassara-Poprawa lubiła już jako dziecko. Gdy jej brat Piotr poszedł do szkoły cukierniczej, postanowiła pójść w jego ślady. Do Dębicy z drugiego końca Polski przyjechali z rodzicami w 1984 roku. Pięć lat później przy ul. Cmentarnej założyli cukiernię, która działa do dziś, a po ciasta z niej specjalnie przyjeżdżają klienci nawet z Rzeszowa.
- Na pomysł, aby przeprowadzić się do Dębicy i założyć tu cukiernię, wpadł nasz tato. On zresztą miał wiele świetnych pomysłów – wspomina Barbara Bassara-Poprawa.
Żeby jednak otworzyć, najpierw trzeba było ją zbudować i wyposażyć. Budynek, w którym miała się mieścić miał być też domem rodziny Bassarów.
Budowa trwała pięć lat i okupiona była nie tylko ciężką pracą, ale i wieloma wyrzeczeniami. W końcu jednak w marcu 1989 roku cukiernię udało się otworzyć.
- Wtedy to była firma Cukiernictwo - Barbara Bassara i Piekarnictwo - Kazimierz Bassara - mówi jej obecna właścicielka.
Zaczynali od ciasta drożdżowego, pączków i chleba. Później doszły do tego znane w całej Dębicy lody, sztandarowe ptysie z bezą, aż w końcu ciasta.
- Dziś specjalizujemy się w ciastach i tortach artystycznych. Wtedy torty robiliśmy sporadycznie. Nie było na nie nawet opakowań, więc jak już zrobiliśmy to ktoś odbierał, brał na jakiejś tacce na rękę i szedł do tego swojego fiata. Naprawdę byłam wtedy pod wrażeniem, że je donosili - śmieje się.
Od początku stawiali na jakość i dbałość o surowiec. Owoce zawsze musiały być pierwszego gatunku, a ser najlepszej jakości. Stronili też od chemicznych dodatków. Tak jest zresztą do dziś.
- Jabłka do jabłecznika kupujemy najlepsze i sami je strugamy. I to się przekłada na smak - mówi stawiając na stole porcję tego ciasta.
I rzeczywiście jest pyszne. Nic więc dziwnego, że dziś przed niewielką przecież cukiernią przy Cmentarnej ustawiają się kolejki.
Ale nie tylko to, jak twierdzi Barbara Bassara-Poprawa, składa się na sukces firmy, którą prowadzi od trzydziestu lat. To również czas, który się jej poświęca, szczególnie, że w cukiernictwie trzeba naprawdę wcześnie wstawać.
- A ja jeszcze mieszkam nad cukiernią, więc praktycznie żyję w niej. Moje życie podporządkowane jest pracy - przyznaje.
Trzeba też słuchać klienta, reagować na jego potrzeby.
Cukiernia Bassara w ostatnich latach bardzo mocno weszła w obsługę imprez, w tym m.in. wesel, komunii, czy chrzcin. Jej pracownicy przygotowują słodkie stoły, pełne torcików, muffinek, bankietówek i deserów.
- Kiedy przyjmujemy takie zlecenie to zaczyna się proces. To są konsultacje, projektowanie tortu, projektowanie stołu i jeszcze wiele innych ustaleń. Bo my możemy bardzo dużo zrobić, ale wszystko tak naprawdę zależy od klienta - tłumaczy.
A co cukiernik z takim stażem może podpowiedzieć tym, którzy dopiero zaczynają przygodę z tym
biznesem?
Przede wszystkim, by do tego co robią, podchodzili z sercem. I by startując na tym rynku mieli coś co ich wyróżnia. Mogą to być chociażby tradycyjne wyroby, często już dziś zapomniane. Ale takie,
których nie dostaniemy w innych cukierniach.
- I przede wszystkim muszą nas klienci lubić i szanować. Wtedy będą nas polecali innym. A bez tego nie mamy szans - mówi.
To wszystko stara się też przekazać swoim uczniom, z których sukcesów jest bardzo dumna. Tak jak może być dumna z cukierni, do której od trzydziestu lat tak chętnie przychodzą dębiczanie.Również teraz, bo Cukiernia Bassara pozostaje otwarta. Na klientów czeka od wtorku do soboty czeka na klientów od godz. 9:00 do 16:00, a w niedziele od 10:00 do 15:00.
Przeczytaj również: Mistrz kowalstwa mieszka w Zawadzie