Malutka rzeczka wygląda niegroźnie. Do czasu. Przy większej ulewie zmienia się w nieobliczalny żywioł.
Przedostatni dzień sierpnia ubiegłego roku nie zwiastował tego, że za kilka godzin w Bobrowej ludzie zmagać się będą z żywiołem, który po raz kolejny zagrozi bezpieczeństwu ich domów. Wspominają, że zanim w potoku woda zaczęła przybierać, nawet porządnie nie popadało. U nich nie, ale kilkanaście kilometrów dalej ulewa trwała nieprzerwanie przez około 40 minut. Z nieba, przy akompaniamencie piorunów, lała się ściana wody.
To wystarczyło, żeby spokojny i niepozorny na co dzień Potok Bobrowski zamienił się w rwącą rzekę, której poziom niebezpiecznie i bardzo szybko zaczął zbliżać się do alarmowego.
Na krzyżówce przy moście zaroiło się od strażaków. Ładowali piasek do kolejnych worków, posiłki nadciągały nie tylko z miejscowości w gminie, ale i z całego powiatu. Ludzie z lękiem wpatrywali się w wzbierającą wodę. Wszyscy mają w pamięci powódź sprzed czterech lat, kiedy woda dosłownie przelewała się przez drogę.
- Cała krzyżówka była zalana - mówi wójt Marek Rączka.
Nic więc dziwnego, że każdy większy deszcz w mieszkańcach wsi wywołuje niepokój. Także teraz, gdy nastał czas jesiennych opadów. Ci, którzy mieszkają najbliżej potoku, boją się najbardziej. Bo już doświadczyli tego, czym jest woda. To żywioł nie do zatrzymania.
Uciekała z dziećmi z domu
Sławomir Ziobro prowadzi mnie przez obejście do betonowego ogrodzenia. Tu za domem cicho szemrze maleńka rzeczułka. Gdybym nie widziała akcji sprzed roku i z wcześniejszych lat, nigdy nie powiedziałabym, że może być tak groźna.
Ale nie zawsze tak było. To znaczy nie aż tak, bo wiadomo, że podtopienia się zdarzały.
- Rodzice, którzy mieszkali w tym domu, opowiadali, że nigdy nie było wody nawet na podwórku - mówi pan Sławomir.
A tymczasem w pokoju, w którym rozmawiamy w 2019 roku stała woda. Wylewając z potoku, najpierw opanowała zabudowania gospodarcze, całe podwórko - choć niewyłożone kostką, by na koniec wedrzeć się do domu. Wtedy Ziobrowie, bo mieszka tu rodzina z dziećmi, byli naprawdę przerażeni.
Żona pana Sławomira, Anna, do dziś przechowuje w pamięci telefonu zdjęcia obrazujące tamte zniszczenia. Oglądam pomieszczenia, w których poziom wody ma około 40 cm. Zalana kuchnia, pokój. Pływające zabawki i sprzęty domowe. Przygnębiający widok.
- Wtedy był ogromny strach. Wzięłam dzieci i uciekłam do mamy do Nagawczyny - opowiada kobieta.
Takich burz nie pamiętają
Sławomir Ziobro w tym domu mieszka od urodzenia. Ale dopiero od kilku lat jego życiu towarzyszy obawa. Z każdą burzą, jaka przechodzi nad wsią, albo tylko w pobliżu, zastanawia się, czy tym razem ich ominie, czy jednak znowu zaleje.
- I tak parę razy w roku. Wcześniej też były deszcze, były burze. Ale nie takie, jak teraz - mówi z przekonaniem.
Tę opinię potwierdzają dane z tamtego sierpniowego dnia, kiedy w pobliskiej Wiewiórce podczas nawałnicy na metr kwadratowy spadło blisko 30 litrów wody.
Problem w tym, że to właśnie w Potoku Bobrowskim, zwanym też Skołodzierskim, gromadzą się wody spływające z wyżej położonych terenów.
- Ostatnio jest tak, że latem mamy długie okresy suszy, przeplatane gwałtownymi burzami. Co z tego, że trwają krótko, kiedy wyschnięta ziemia nie chłonie wody w ogóle - wyjaśnia mechanizm zjawiska Marek Rączka.
A Sławomir Ziobro mówi wprost o niespotykanych anomaliach pogody, których on i inni mieszkańcy Bobrowej nie doświadczali z tak ogromną niszczycielską siłą.
Teraz strach mieszkać
Tuż za ogrodzeniem gospodarstwa Doroty Kozak rośnie niewielki brzozowy zagajnik. Też ogrodzony, bo to także część jej parceli. Spacerują tu kury, wypuszczane na dzień z kurnika. Pięć lat temu utopiły się wszystkie. Nie było czasu, by je uratować.
- Czuwaliśmy. O 3 w nocy jeszcze nic nie było, o 4 wszystko stało pod wodą - wspomina mieszkanka Bobrowej.
Tylko do wyrzucenia nadawało się składowane w stodole zboże. Woda stała na całym podwórku, zalała parter domu. Nie obyło się bez gruntownego remontu, trzeba było zdzierać podłogi, kuć nasiąknięte jak gąbka ściany.
Dorota Kozak także przywołuje swoich rodziców, a nawet dziadków, na potwierdzenie, że wcześniej sąsiedztwo potoku nie było tak groźne. Wylewał, ale nie na taką skalę. Ona także podkreśla, że to wina nieprzewidywalnej w ostatnich latach aury.
- Nikt nie pamięta, żeby tak się działo. Po ostatniej powodzi siadłam i płakałam, bo już nie miałam siły wody z domu wylewać. A córka do dziś wspomina ten koszmar. Teraz strach tu mieszkać - mówi pani Dorota.
Jak powódź, to błyskawiczna
Od kilkunastu lat badaniem i analizą lokalnej pogody zajmuje się Mateusz Lewartowski. Z zawodu specjalista neurolog, każdą wolną chwilę poświęca na obserwację zjawisk atmosferycznych, ich przebiegu i skutków. Facebookowy profil doktora meteorologa obserwuje 22 tysiące osób, korzystając z trafnych prognoz pogody dla powiatu dębickiego.
On także zauważa i podkreśla zmienność zjawisk pogodowych, które obserwuje od blisko dekady.
- Praktycznie każdy rok jest cieplejszy niż poprzedni i jednocześnie najcieplejszy w historii. Temperatura średnia rośnie i chociaż nadal w zimie jest zima, a na jesieni jesień, to na przestrzeni 20-30 lat można bez wątpliwości zauważyć zdecydowanie mniej dni z pokrywą śnieżną, cieplejszą i krótszą jesień - mówi lokalny synoptyk.
Z jego informacji wnika, że z roku na rok rośnie liczba nie tylko upalnych, a co za tym idzie suchych dni, więcej jest także burz.
- Z większą tendencją do gwałtownych zjawisk podczas burz, zwłaszcza powodzi błyskawicznych, ale także przypadków dużego gradu - wyjaśnia synoptyk.
Dodaje, że będący rzadkością jeszcze przed 20 laty duży grad, teraz jest zjawiskiem powszechnym.
Na koniec dodaje, że im wyższa średnia temperatura, tym więcej energii w atmosferze i bardziej dynamiczna pogoda.
Tym można tłumaczyć gwałtowność zjawisk atmosferycznych, których tak bardzo obawiają się mieszkańcy Bobrowej.
Czekają jak na zbawienie
Jak szacuje wójt Marek Rączka, w podobnej sytuacji, jak bohaterowie tego artykułu, jest jeszcze co najmniej kilkanaście rodzin, których gospodarstwom po każdej nawałnicy grozi zalanie. To w samej Bobrowej, bo woda daje się we znaki także ludziom z innych miejscowości: Wiewiórki, Góry Motycznej, Straszęcina czy Woli Wielkiej.
Od kilku lat mówi się o budowie tzw. suchego poldera, czyli zbiornika, który będzie gromadził, a potem bezpiecznie rozprowadzał wodę, spływającą podczas nawałnic z położonych wyżej pól w Nagoszynie, Zasowie, Mokrem.
- Dawniej nie było takich anomalii pogodowych, były za to wodnice, którymi woda odprowadzana była z pól. I nie było kostki na każdym podwórku - mówi wójt Rączka.
W tej sytuacji budowa poldera wydaje się nieodzowna. Pod naciskiem opinii publicznej temat powraca jak bumerang. Ostatnio podczas kampanii wyborczej do samorządu. Ale choć wiele kroków w tym kierunku już podjęto, budowa zbiornika zdaje się wciąż majaczyć w dalekiej przyszłości.
Dla inwestycji została opracowana dokumentacja, w 2022 roku prawomocna stała się decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach przedsięwzięcia. Ale to nie koniec formalności. Prawdopodobnie dopiero w połowie przyszłego roku pozwolenie na inwestycję wyda Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Decyzją warunkującą rozpoczęcie robót budowlanych jest wydanie pozwolenia na inwestycję z zakresu budowli przeciwpowodziowych. Dopiero po uzyskaniu wszystkich pozwoleń Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej będzie mógł ogłosić przetarg na budowę zbiornika. Formalności i jeszcze raz formalności, a tymczasem ludzie jak na zbawienie czekają, by zbiornik wreszcie powstał. Wspominają o nim wszyscy moi rozmówcy, mieszkańcy gminy, ale także samorządowcy.
- Kiedyś na Cieszęcinach był kanał ulgi i woda szła tamtędy. Ale został zlikwidowany - opowiada Marek Rączka.
Na razie ludziom nie pozostaje nic innego, jak zabezpieczać się przed żywiołem. W tym zawsze pomagają nieocenieni podczas akcji powodziowych strażacy, głównie ci z jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej.
Nic więcej zrobić nie sposób, tym bardziej liczyć na łaskawość pogody. Tu nie ma wątpliwości: klimat się zmienia i lepiej już było.
Agnieszka Majba-Pochwat
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
w Zawadzie jest podobny problem z potokiem Zawadka ale niestety władza ma w głębokim poważaniu mieszkańców. Rzeka miała być uregulowana ale niestety ze względu na pewną samowolę budowlaną nie będzie :(
w Zawadzie jest podobny problem z potokiem Zawadka ale niestety władza ma w głębokim poważaniu mieszkańców. Rzeka miała być uregulowana ale niestety ze względu na pewną samowolę budowlaną nie będzie :(