Reklama

Właścicielka baru Syrenka rezerwacji nie przyjmuje, bo nie wie, co będzie jutro

Anna Małkowska obawia się przede wszystkim zapowiadanych podwyżek opłat za prąd i gaz.

- Skąd ja wiem, czy będzie mnie jeszcze stać na prowadzenie lokalu? Najpierw Omerta się zamknęła, później Bergamotka. Skąd wiem, że nie będę następna? - pyta właścicielka Syrenki.

Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy zamknięcie tego interesu zdaje się jej naprawdę realne. Kilka lat temu podwyżka czynszu za lokal, który wynajmuje od Społem, sprawiła, że Anna Małkowska żegnała się z pracownikami i przede wszystkim stałymi klientami.

- Już byłam pewna, że będę musiała zamknąć. Piwo klientom za darmo rozdawałam, a oni z czekoladkami przychodzili, żeby się ze mną pożegnać - wspomina.

Reklama

Na szczęście wtedy udało jej się dogadać z władzami spółdzielni i Syrenka mogła funkcjonować dalej z czynszem niższym o połowę od tego, co pierwotnie planowano.

Drugi raz Anna Małkowska szykowała się do zamknięcia baru w listopadzie 2020 roku, gdy szalała pandemia. Zupy, czy drugiego dania nie mogła wtedy podać do stolika, ale tylko na wynos. Tymczasem takie zamówienia nie wystarczały nawet na pokrycie kosztów funkcjonowania baru. Gdyby nie syn Anny Małkowskiej to dziś działająca od 1962 roku Syrenka byłaby już tylko wspomnieniem.

Reklama

- On mnie cały czas namawiał, że jeszcze mamo nie, może jeszcze się coś ruszy - mówi.

I rzeczywiście ruszyło. Zniknęły obostrzenia, a do lokalu znów wrócili ludzie. Choć jego właścicielka przyznaje, że koronawirus nieco przetrzebił jej klientelę, która odwiedzała Syrenkę czasem nawet od kilkudziesięciu lat.

Zresztą najstarsi bywalcy lokalu przy ul. Rzeszowskiej 10 to już ludzie wiekowi. Anna Małkowska przyznaje, że ubywa ich z roku na rok. To zresztą było powodem, że zrezygnowała ze sprzedaży mocnego alkoholu. Ma już tylko piwo. A to dlatego, że jak tłumaczy, wódeczki pod śledzika przychodzili napić się tam głównie starsi panowie.

Reklama

- W środę, czy w sobotę spotykali się na rynku, a potem przychodzili do mnie. Niestety, ci panowie już poumierali, a wódki sprzedawało się tak mało, że nie urobiłabym na koncesję - tłumaczy.

O ile jednak Anna Małkowska przetrzymała podwyżkę czynszu i pandemię, o tyle kryzys i ciągłe podwyżki opłat za prąd, czy gaz mocno pod znakiem zapytania stawiają dalsze prowadzenie lokalu z 60-letnią tradycją.

- Na razie się jakoś trzymam, ale to przede wszystkim dlatego, że ja nie potrzebuję wiele. Inni chcieliby o tyle - mówi wskazując ręką od nadgarstka do łokcia. - A mi wystarczy tyle - tym razem palce pokazują odległość niewiele ponad 5 cm powyżej nadgarstka.

Reklama

Ceny, z uwagi na ciągłe podwyżki produktów, musiała podnieść o jakieś 10-20 procent. Ale mimo tego nie są wysokie. Za zupę i schabowego z ziemniakami i surówką zapłacimy tam 20 zł.

Jedni przychodzą zjeść obiad na miejscu, inni zamawiają jedzenie na dowóz. To pozwala Syrence jeszcze jakoś funkcjonować. Ale rezerwacji na organizację imprez w 2023 roku Anna Małkowska nie przyjmuje. Nie ukrywa, że wiąże się to z zapowiadanymi podwyżkami opłat za prąd i gaz.

- Przyjmę rezerwację, a potem okaże się, że muszę zamknąć lokal. To wolę nie - kończy.

Przeczytaj również: Basen do zamknięcia? Jeszcze nie w styczniu

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    heh - niezalogowany 2023-01-04 12:16:46

    Niech pani podziękuje POwcom i UE, które przez lata uzależniały surowcowo Europę i Polskę od ruskich. A gdy ruskie już dostatecznie uzależniły kontynent, to zaczęły atak na Ukrainę. A gdy zaczęły ten atak, to uzależniona przez Tuska i spółkę Europa zaczęła szukać nowych ale i dużo droższych źródeł surowców. Niech pani podziękuje PiS, że miał na tyle oleju w głowie, że wcześniej zerwał umowy z ruskimi i zaczął kontrakty z Norwegią, Danią, USA i Arabią.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Stanisław - niezalogowany 2023-01-06 15:51:42

    Panie "hehe" i "ehm" (typowe nicki pisowskich ameb) za dzisiejszą inflację i wysokie ceny odpowiada rząd PiSu a nie Tusk.

    • Zgłoś wpis
  • ehm - niezalogowany 2023-01-07 12:14:57

    I pewnie PiS rządzi w Estonii, Łotwie i na Litwie, gdzie inflacja przekracza 20% i mają euro. Typowe dla powskich ameb myślenie...

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama