Od trzech lat mieszkańcy Góry Motycznej domagają się wykonania prac, które uchronią ich domy od zalania. Gmina niby chce pomóc, ale sprawa utknęła gdzieś na biurkach. Dariusz Szerszeń, właściciel jednego z zagrożonych i podtapianych gospodarstw, wreszcie nie wytrzymał i pojawił się na sesji Rady Gminy. Tam nie ukrywał żalu i wzburzenia z powodu opieszałości władz w tak ważnej dla ludzi sprawie.
W ręku trzymał plik dokumentów. Pierwszy z czerwca 2013 roku. Wtedy zalane zostały gospodarstwa, domy i uprawy. Ludzie prosili o uregulowanie brzegów pobliskiego kanału i mostku na drodze gminnej. A konkretnie o poszerzenie przepustu.
- Każdorazowo na skutek większych opadów woda w kanale występuje z brzegów zalewając nasze domostwa i uprawy, a mała przepustowość mostka powoduje spiętrzenie wody zalewając drogę gminną, niszcząc ją - pisał wtedy Dariusz Szerszeń i 6 innych mieszkańców najbardziej zagrożonych wodami rzeki w ich części wsi.
Jak wskazywali, w poprzednich latach sami czyścili brzegi i je umacniali. Ale po gwałtownych ulewach stan techniczny mostku i kanału uległy takiemu pogorszeniu, że nie byli w stanie naprawić szkód ze względów technicznych, ale i finansowych. Załączyli zdjęcia, zrobione podczas jednego z podtopień.
- Wójt był na miejscu i widział ogrom zniszczeń - mówi Dariusz Szerszeń.
Zaraz potem Marek Rączka napisał pismo do Rejonowego Związku Spółek Wodnych w Dębicy, w którym prosił o udrożnienie i usprawnienie funkcjonowania rowów.
Minęły trzy lata. Na początku sierpnia tego roku mieszkańcy znowu napisali do wójta. Petycja w zasadzie niewiele sie różni od poprzedniej, jeśli chodzi o zakres prac, których żądają. Od tamtego czasu nic się bowiem nie zmieniło.
- W ciągu trzech lat nie zostało zrobione nic, aby uchronić nas i nasze dzieci od powodzi, a ciek wodny, którego uregulowania żądamy, jest największym zbierającym opady deszczu i z pól Góry Motycznej oraz Wiewiórki - czytamy w tym piśmie.
- Temat nie został podjęty, mimo iż na terenie wsi wykonywane były przez gminę regulacje innych cieków wodnych - przekonywał radnych Dariusz Szerszeń.
Jego zdaniem we wsi są robione inwestycje tam, gdzie podtopień nie było, a czekają takie, gdzie zagrożone jest bezpieczeństwo małych dzieci.
Wójt Marek Rączka przyznał, że różne roboty są prowadzone we wsi, na przykład odwodnienie dróg. I wyjaśniał, że przepust, o którego poszerzenie starają się mieszkańcy, znajduje się na drodze gminnej, ale rowy po jednej i drugiej stronie są administrowane przez spółki wodne.
Z kolei Danuta Błaszczyk, odpowiedzialna w gminie za infrastrukturę twierdzi, że poszerzenie przepustu zostało dopisane do inwestycji polegającej na remoncie drogi Wąwóz - Brzeziny, ale z powodu potrzeby uregulowania spraw własnościowych, sprawa trafiła do sądu. I tam utknęła. Najbliższa rozprawa odbędzie się w październiku.
- Będzie to kompleksowo realizowane - twierdzi Danuta Błaszczyk.
Ale kiedy, nie potrafi powiedzieć.
- Postępowanie jest w toku - wyjaśnia, mając na myśli to sądowe.
Dla Dariusza Szerszenia oznacza to ni miej, ni więcej, tylko to, że sprawa jest spychana.
- To jest dramat, jeśli pan jest wójtem i nie potrafi tego zrobić - nie krył pretensji, zwracając się do Marka Rączki.
Następnego dnia wójt odpowiedział mu oficjalnie. Zapewnił, że gmina rozpocznie przebudowę przepustu, gdy tylko uregulowany zostanie stan prawny działek. Zwrócił się także, jeszcze 27 lipca br. do RZSW o pilną konserwację rowu melioracyjnego.
- Zobowiązuję się do dokonywania kolejnych monitów w tej sprawie celem skutecznego podjęcia działań przez Rejonowy Związku Spółek Wodnych w Dębicy - napisał wójt Rączka.
Czy to zadowoli mieszkańców? Wygląda na to, że zamiast zapewnień, wolą konkretne efekty starań.
- Zorganizujemy się ci, którzy jesteśmy podtapiani - zapowiedział Dariusz Szerszeń przed wyjściem ze spotkania z radnymi.
[email protected]
Obserwator Lokalny nr 36/2016