Już w czwartek 24 września zostanie oficjalnie otwarty nowy Dom Symeona i Anny prowadzony przez Stowarzyszenie im. bł. Edmunda Bojanowskiego Dobroć.
Poniżej publikujemy artykuł, który ukazał się w 38 numerze Obserwatora Lokalnego. Z niego dowiecie się Państwo, dlaczego to miejsce jest tak ważne szczególnie dla starszych osób.
Tu jest lepiej niż w sanatorium. Tak piętnaście lat zajęć w Domu Symeona i Anny podsumowuje Kazimiera Pelc. Trafiła tu w 2005 roku jako jedna z pierwszych podopiecznych. Była w depresji po rodzinnej tragedii, wszystkie formalności załatwiła za nią wtedy córka. I do dziś jest jej za to wdzięczna.
- Wtedy zamknęłam się zupełnie w sobie. Dziś córka mi czasem mówi, żebym przestała wreszcie gadać - stwierdza 87-letnia Kazimiera Pelc.
Jej koleżanka Danuta Gazda ma 74 lata. Opowiada, że kiedy zobaczyła na drzwiach klasztoru ogłoszenie, że dla seniorów otwierany jest nowy dom, od razu podjęła decyzję, że chce tam trafić. Poszła na furtę i dotąd przekonywała siostrę, aż zapisała jej nazwisko.
Jan Krochmal, choć ma 77 lat, jest przy nich zupełnym nowicjuszem. Przed rokiem zmarła mu żona, z którą przeżył ponad 50 lat. Został w domu sam, a od miesiąca bierze udział w zajęciach Domu Symeona i Anny. Zaczyna mszą św. o godz. 7:30 w kościele klasztornym, później je wspólnie z innymi śniadanie.
Dalej jego dzień wypełniają rozmowy z nowo poznanymi ludźmi, ale też może brać udział w zajęciach zaproponowanych przez siostry. Są i kulinarne, i ruchowe, ale też warsztaty teatralne, czy spotkania z zaproszonymi gośćmi. Jeszcze we wrześniu przyjdzie do nich np. Lucyna Samborska.
- Modlimy się też za darczyńców, dzięki którym mamy takie idealne warunki - zapewnia.
Już nie wyobraża sobie dnia bez wizyt w domu prowadzonym przez Stowarzyszenie Dobroć im. Edmunda Bojanowskiego i siostry Służebniczki Dębickie. A niewiele brakowało, by w ogóle tu nie trafił.
S. Monika Duda, zauważa, że choć Dom Symeona i Anny funkcjonuje od 2005 r., nie był przez nikogo regularnie dotowany. Utrzymywał się dzięki dużemu zaangażowaniu sióstr, niewielkim wpływom z 1 procentu i pomocy stażystów przysyłanych przez Powiatowy Urząd Pracy w Dębicy.
Przed rokiem sytuacja była na tyle zła, że groziło mu zamknięcie. Siostry uruchomiły wtedy akcję Ratujmy Dom Symeona i Anny. Można było wpłacić dowolną kwotę, np. na dzienne utrzymanie seniora.
Wpływy były, ale nieduże. Dlatego stowarzyszenie przygotowało projekt Dom - Lekarstwo na codzienną samotność i dostało dotację unijną. Dzięki temu dzienny dom pomocy będzie funkcjonował na pewno do 2025 roku. Przez najbliższe dwa lata ze wsparciem z zewnątrz, przez kolejne, nawet jeśli nie uda się pozyskać dalszego dofinansowania, stowarzyszenie będzie musiało zapewnić trwałość usług na podobnym poziomie.
Miejsce to nie wyglądałoby tak przyjaźnie dla seniorów, gdyby nie pomoc ludzi dobrej woli. Zgromadzenie miało pomieszczenia w budynku klasztornym, ale trzeba je było wyremontować i wyposażyć. Siostry ogłosiły więc zbiórkę na portalu zrzutka.pl. Więcej o niej czytaj TUTAJ.
- Dla mnie było to niesamowite przeżycie, że tak dużo osób odpowiedziało na to ogłoszenie. Modlimy się za nich, by Pan Bóg odpłacił im za dobro, które nam wyświadczyli - mówi s. Monika Duda.
S. Beata Mogilska, która jest kierowniczką domu, podkreśla, że jest tu rozdawane lekarstwo na samotność. Ludzie, którzy doświadczają słabości fizycznej czy psychicznej, znajdą tu środki do tego, by ponownie poczuli się wartościowi.
Czytaj też: Serce już w połowie wypełnione nakrętkami