Reklama

Takich kowali jak u nas nie ma nawet na Węgrzech

Kazimierz Kudła i Roman Parat udowodnili to w Tiszaeszlár.

Pierwszy kuje w Zawadzie, drugi w Gorzejowej. Pierwszy w konkursie towarzyszącym Spotkaniu Kowali na Węgrzech zdobył Grand Prix, drugi pierwsze miejsce.

- Bo my z jednej strony współpracujemy, ale z drugiej rywalizujemy - śmieje się Kazimierz Kudła.

Na Węgrzech gościli nie po raz pierwszy i nie pierwszy raz wrócili stamtąd z nagrodami. Tyle tylko, że wcześniej do ich wyjazdów dokładało się Centrum Kultury w Ropczycach, gdzie brali udział w Jarmarkach Kowalskich, teraz w większości sami musieli sfinansować wyjazd. Zanim jednak wyruszyli w trasę we własnych kuźniach musieli wykuć klamki z szyldem. Dość duże, masywne, jak do bramki, bo takie było założenie konkursu. Już na miejscu każdy kowal, a spotkali się tam reprezentanci Węgier, Polski, Słowacji, Rumunii i Serbii, musiał wykuć klucz.

Reklama

- Romek zrobił to bardziej na ludowo, a ja bardziej nowocześnie. No i wygraliśmy - uśmiecha się Kazimierz Kudła.

Co zdecydowało o wygranej naszych kowali? Według sołtysa Zawady, bo i taką funkcję pełni Kazimierz Kudła, kunszt i dokładność wykonania. Bo jak tłumaczy, jeśli coś się robi, to trzeba się przyłożyć i zrobić to dobrze. Ta metoda sprawdza się u niego od początku lat dziewięćdziesiątych. Bo choć kuźnię wybudował dopiero w 1995 roku, to kowalstwem zajmował się już wcześniej i zdobywał nagrody w różnych konkursach.

Reklama

W odróżnieniu od Romana Parata, który zajmuje się raczej kowalstwem tradycyjnym i w powiecie znany jest nie tylko z kowalskiego talentu, ale też z pewnej ręki przy podkuwaniu koni, on postawił raczej na kowalstwo artystyczne. Przez lata doprowadził je do takiej perfekcji, że nie tylko jest utytułowanym mistrzem kowalstwa, ale również instruktorem Ogólnopolskich Warsztatów Kowalskich w Wojciechowie. Pełni też rolę przewodniczącego komisji podczas egzaminów czeladniczych i mistrzowskich w zawodzie kowala.

Podkreśla, że w sumie jest ich trzech w powiecie, którzy na poważnie zajmują się tym fachem. On, wspomniany już Roman Parat z Gorzejowej i pochodzący z Januszkowic Andrzej Słowik.

Reklama

- Choć już z Januszkowic nie jest, bo się do Łęk przeniósł - zaznacza.

Wszystkich trzech można spotkać na imprezach kowalskich. Najbliższa to warsztaty w Wojciechowie. A jesienią zwycięzcy konkursu w Tiszaeszlár mają zaproszenie do Rumunii. Tam zmierzą się nie tylko z miejscowymi kowalami, ale i ponownie z tymi z Węgier. A jak się z nimi dogadają?

- Trochę po angielsku, trochę po niemiecku, a trochę na migi - śmieje się Kazimierz Kudła.

Na razie jednak nie myśli jeszcze o konkursie, bo na głowie ma przebudowę kuźni. A czy będzie ją miał kiedyś komu przekazać?

- Mam trzech zięciów i trzech wnuków, więc może akurat - kończy z uśmiechem.

Przeczytaj również: Światła nie działają od czwartku. A kiedy działać będą?

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama