Z wstępnych wyliczeń wiceburmistrza Jerzego Sieradzkiego wynika, że w ciągu 2-3 lat przybędzie w Dębicy około 1000-1200 mieszkań. Dla miasta może oznaczać to duży problem w komunikacji.
Wystarczy przejechać się ulicami Dębicy i zwrócić uwagę na liczbę banerów reklamujących nowe osiedla, czy pracujących co rusz dźwigów.
Deweloperzy wykorzystują właściwie każdy skrawek ziemi, na którym da się postawić blok, czy szeregowiec. A według Jerzego Sieradzkiego w kolejce czekają już następni, szczególnie że mieszkania przez nich proponowane, sprzedają się na pniu.
Gorzej, że przynajmniej jak na razie, nie towarzyszy temu przebudowa, czy rozbudowa infrastruktury drogowej, choć jak zapewnia Jerzy Sieradzki, urzędnicy już nad tym pracują.
- Analizy prowadzimy już teraz, żeby za dwa, czy trzy lata nie okazało się, że mamy do czynienia z niewydolnością układu komunikacyjnego - tłumaczy.
Taki problem wystąpić może np. na terenie sąsiadującym z Ratuszem. Tam przy ul. Akademickiej powstają dwa budynki, w których znajdzie się ponad dwieście mieszkań. Przy Ratuszowej, w ramach programu Mieszkania+, ma ich być kolejne dwieście. A trzeba wziąć pod uwagę, że dwa samochody w rodzinie to teraz norma.
- Więc wyobraźmy sobie, że wszyscy ci ludzie np. o siódmej rano chcą wyjechać do pracy. Skrzyżowanie Ratuszowej i Kościuszki nie będzie w stanie tego udźwignąć - twierdzi wiceburmistrz.
Podobnie jak skrzyżowanie Kościuszki z Akademicką. Dlatego miasto szuka rozwiązań, by puścić ruch ul. Saperów, Rzeczną, czy obok terenów należących obecnie do kolei.
Jeszcze gorsza sytuacja, według Jerzego Sieradzkiego, będzie przy ul. Ligęzów (za Galerią Dębicką), gdzie również rosną mury nowych budynków, a w planach są kolejne. Tyle tylko, że możliwość budowy dojazdów do nich jest dużo gorsza niż w przypadku Ratuszowej, czy Akademickiej.
- Tam ruch będziemy musieli puścić prawdopodobnie przez ul. Rzemieślniczą - zapowiada wiceburmistrz, dodając, że miasto szuka też innych możliwości rozwiązania tego problemu.
Zapewnia, że urzędnicy trzymają rękę na pulsie, by za jakiś czas nie dopuścić do zakorkowania miasta. A biorąc pod uwagę, że budowa bloku, czy szeregowca trwa średnio około dwóch lat, rzeczywiście może do tego dojść.