Reklama

Powrósła już niepotrzebne, ale tradycja została

W Straszęcinie trwają dożynki gminy Żyraków. Gospodarzami są ich starostowie: Wioletta Poproch i Mateusz Ferenc.

Wioletta Poproch pomaga mężowi Łukaszowi, który był starostą dożynek przed rokiem, prowadzić w Żyrakowie 60-hektarowe gospodarstwo, specjalizujące się w produkcji roślinnej. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie, interesuje się rękodziełem, lubi gotowanie. Wychowują córki: Amelkę i Milenkę.

Ze zwierząt w rodzinnym gospodarstwie jest koń hucułek.

- I pies z kotem – dodaje pani Wioletta.

Mateusz Ferenc ma równie duże gospodarstwo, bo 65-hektartowe, w Woli Wielkiej, nastawione na produkcję roślinną: zboża, ziemniaki, kukurydzę. Gospodaruje wspólnie z żoną Ewą, wychowują trzech synów: Wiktora, Miłosza i Przemysława. Lubi wycieczki rowerowe, interesuje się maszynami rolniczymi.

Reklama

To oni przekazali dożynkowy chleb na ręce wójta Marka Rączki, a potem wspólnie dzielili się nim ze wszystkimi przybyłymi na dożynki.

- Niech to dzielenie się chlebem będzie również wyrazem tego, że stanowimy jedną zintegrowaną wspólnotę – mówił Marek Rączka w oficjalnym przemówieniu.

Wieńce dożynkowe, misternie wykonane, prezentowały wszystkie sołectwa gminy. Ich autorzy imponują kreatywnością, co podkreślił wicewójt Grzegorz Reguła. Nic dziwnego, że w konkursie wieńca żniwnego wszystkie zostały nagrodzone.

Reklama

Obok sceny, gdzie odbyły się oficjalne uroczystości, grupa rekonstrukcyjna prezentuje dawne rolnicze urządzenia i to, jak niegdyś wyglądały żniwa. Największe zainteresowanie wzbudza pokaz młócenia cepami, dziś już na wsi niespotykane.

- Nawet młóciłem kiedyś za młodego – mówi Jan Kania ze Straszęcina, gdy pytam, czy pamięta ten sposób omłotów.

Dawniej, jak się zbierało owies, to kosiło się go kosami, ustawiało na tak zwaną pomieć i trzeba było wcześniej wymłócić żyto, które się zebrało, żeby zrobić powrósła do wiązania owsa.

Reklama

- Lekka praca to nie była – wspomina Jan Kania.

Oczywiście w jeszcze wcześniejszych czasach, przed nastaniem młockarni, całe zboże młócono cepami. A gdy już zaczęto używać tych maszyn, to i tak długo jeszcze nie było pras, które podczas młócenia robiły snopy ze słomy. I wtedy potrzebne były cepy, by do młócenia zrobić powrósła.

Także starostowie dożynek, choć to młodzi ludzie, pamiętają żniwa bez kombajnów.

- Rodzice szykowali wtedy bawełniane białe koszule. Były to żniwa u dziadków, pamiętam snopki i powrózełka. Chcieliśmy zawsze je robić, ale rodzice mówili, nie nie, nie umiecie. Ale pamiętam, że robiłam – wspomina Wioletta Poproch.

Reklama

Pamięta też, jak dziadek w Stasiówce do Żniw szedł z kosą.

Kosą nie kosił już Mateusz Ferenc. Jego gospodarstwo jest w pełni zmechanizowane, często jeździ na targi i wystawy sprzętu rolniczego by być na bieżąco z nowościami. Ma w Woli Wielkiej wszystkie potrzebne do pracy, nowoczesne maszyny. Ale choć zmechanizowane żniwa są inne od tych sprzed lat, o tradycji, jaką są między innymi dożynki, nie zapomina.

O tradycję trzeba dbać. Jakby to wyglądało, jakby tego nie było – mówi Mateusz Ferenc.

Dożynki gminy Żyraków, odbywające się w Straszęcinie, to także Biesiada po straszęcińsku, a w jej trakcie m.in. widowisko Dobranocka u starosty w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca z Wierzchosławic, prezentacja Rzepki w wykonaniu Stowarzyszenia dla Zawierzbia oraz występ Gminnego Zespołu Artystycznego Po Naszemu.

Reklama

Wieczorem odbędzie się zabawa taneczna.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama