Śmiecą, malują, figlują, bo taki jest zwyczaj. Po Podgrodziu nocą z Bożego Narodzenia na św. Szczepana chodzi śmieciarz. Podobnie jak w sąsiednim Parkoszu, tu jednak zmierza od domu do domu nocą po pasterce. To tylko jeden z wielu zwyczajów świątecznych, wciąż żywych w naszym powiecie. Jak ten, by spłatać figla pannie, która podoba się kawalerowi albo której chce zrobić na złość.
W różnych gminach w powiecie dębickim różnie się ten zwyczaj praktykuje. W Jodłowej maluje się dziewczynom okna. Czasem dla żartu młodzieńcy malują je także w domach starych kawalerów.
Dobrze jeśli szyby są pomalowane wapnem, to wtedy łatwo jest je wyczyścić. Gorzej, gdy figlujący posuną się w psoceniu za daleko i pomalują je farbą olejną.
Na wymalowanych szybach niektórzy piszą życzenia świąteczne. Przy okazji można też i u panny naśmiecić, żeby miała co sprzątać.
– Raz to jednemu gospodarzowi, który siana sprzątnąć z pola na zimę nie zdołał, wynieśli je w kopach i postawili na środku drogi – wspomina Grzegorz, mieszkaniec Jodłowej.
Od innego gospodarza pożyczyli sobie młynek do czyszczenia zboża i nim młynkowali na wzgórzu, a wszyscy idący na pasterkę do kościoła śmiali się, że u tego gospodarza to nawet w święta pracują.
Inny mieszkaniec Jodłowej, Jan Świętoń, wspomina, że tacy figlarze potrafili także w nocy wóz drabiniasty rozebrać na podwórku i na dachu chaty go złożyć. A po świętach przychodzili i za butelkę czegoś mocniejszego ofiarowali się z powrotem na ziemię go ściągnąć.
W gminie Pilzno natomiast w nocy z Bożego Narodzenia na św. Szczepana chodzą śmieciarze. Jeśli panny lub ich rodzice nie upilnują, to rano podwórka muszą sprzątać, bo wszędzie pełno słomy albo nie daj Boże sieczki.
– Podchodzili tacy, jak w domu były panny i po nocach śmiecili, zazwyczaj to była słoma. Jak się ich zaprosiło do domu i ugościło, to następnym razem można było liczyć na bardziej ulgowe potraktowanie – opowiada Halina Kmiecik, kiedyś mieszkanka Zwiernika, a obecnie Dobrkowa.
– W Dobrkowie też już tak było, że przyszli i naśmiecili mojej córce i trzeba to było wysprzątać. Całe szczęście, że tylko słomą, bo nie dość, że błoto było i ciężko było wysprzątać, to co by było, jakby to była sieczka – dodaje.
A słomę trzeba wysprzątać, zanim ludzie będą szli do kościoła na poranną mszę, bo to wstyd, żeby koło domu w święta Bożego Narodzenia taki nieporządek był.
– Dobrze jak tylko naśmiecą, gorzej jak bramkę ściągną i zawloką niewiadomo gdzie i trzeba jej później szukać – złości się jeden z gospodarzy. Czasem taką bramkę potrafią śmieciarze zawlec na drugi koniec wsi.
Ludzie więc pilnują jak mogą i często długo nie śpią w tę noc, żeby im jakiegoś figla w gospodarstwie nie sprawiono. A i tak rano okazuje się, że nie do końca udało im się wszystkiego dopilnować.
– Ja miałam z tego uciechę, bo to taki zwyczaj, a każdy zwyczaj, jeśli tylko jest z umiarem, trzeba zachowywać – dodaje pani Halina.
Także w gminie Brzostek znany jest zwyczaj zaśmiecania pannom podwórek przez kawalerów. Za popularnym śmieceniem idą też nieraz inne psoty. Jak mówi Krzysztof z Brzostku, wszystko jest dobrze, dopóki nie przybiera to chuligańskiego wymiaru.
– Ostatnio mieliśmy taką nieprzyjemną sytuację, że zniknęła nam bramka i znalazła się w rzeczce. Później chyba kogoś jednak ruszyło sumienie, wyciągnął ją z tej rzeczki i położył na mostku, żebyśmy ją znaleźli – opowiada Krzysztof.
Jeśli tylko wszystko robione jest z umiarem to jest śmieszne. Najczęściej zdarza się, że jak znikają bramki spod domów, to znajdują się na okolicznych drzewach, a szczególnie tych koło… kościoła.
Trochę inne zdanie na ten temat ma Basia, która przed przeprowadzeniem się do Dębicy mieszkała w Gorzejowej. W jej rodzinnej wiosce kawalerowie wysypywali siano lub słomę ze stodół w gospodarstwach na całe obejście tam, gdzie były panny. Według niej ma to być złośliwy przytyk dla takiej panny, że ciągle nie wyszła za mąż.
– U moich sąsiadów na przykład nie tylko śmiecili, ale potrafili odkręcić duże koło od ciągnika i zablokować nim wejście do domu. Wóz, który nie był najpiękniejszy, przeciągnęli jak najbliżej drogi, którą rano ludzie idą do kościoła. U mnie naśmiecili tylko raz, rano tato mnie budził, żebym wstała i wysprzątała – wspomina Basia.
W Podgrodziu w gminie Dębica też chodzi śmieciarz, ale nie tak jak np. w sąsiednim Parkoszu w nocy z Bożego Narodzenia na św. Szczepana, ale po pasterce.
– Widzę, jak nieraz idziemy, to strasznie naśmiecone jest. Nieraz całe wiązki są rozwiązane. Oprócz tego robią też na złość, wozy pod kościół wyciągają. Raz to nawet trzy wozy pod kościołem stało – śmieje się mieszkaniec Podgrodzia.
– A o mnie to chyba zapomnieli, bo od trzech lat, od kiedy mam chłopaka, mi nie naśmiecili – żartuje Ewelina z Róży w gminie Czarna.
W Róży śmiecą podobnie jak w większości innych gmin, a później kawalerowie sprawdzają, gdzie jest posprzątane, bo to znaczy, że dobrą gospodynią będzie panna z tego domu.
Wynoszą też bramki.
– Raz znalazłam bramkę u sąsiada dopiero na wiosnę. Tato ją przyspawał, to w następnym roku wyrwali nam przęsło z ogrodzenia – dodaje Ewelina.
Jest też jeszcze inny zwyczaj śmiecenia: śmieci się owsem. W dzień św. Szczepana idą młodsi kawalerowie i sypią po podwórkach owsem, dotąd aż nie dostaną jakiegoś zaskórniaka albo słodyczy.
W tym roku w Róży śmieciarzy będzie chyba trochę mniej, bo jak ćwierkają wkoło wróble, mało słomy jest do śmiecenia.
Ten sam problem dotyczy także innych wsi w naszym powiecie, ale śmieciarze na pewno i w tym roku próżnować nie będą, więc strzeżcie się dziewczyny!
Janusz Grajcar
Tekst ukazał się w Obserwatorze Lokalnym nr 51(280) z dnia 24 grudnia 2005 roku
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze