Nawet 12 tysięcy złotych miesięcznie może zarobić spawacz albo monter instalacji przemysłowych w firmie Remi. Chętnych do pracy jednak nie ma. Mimo że w Powiatowym Urzędzie Pracy w Dębicy zarejestrowanych jest prawie 5 tysięcy bezrobotnych, pracodawcy mają coraz większy problem ze znalezieniem ludzi do pracy. I coraz częściej decydują się na zatrudnianie Ukraińców. Tych pracuje już u nas około tysiąca.
W Powiatowym Urzędzie Pracy w Dębicy zarejestrowanych jest 4794 bezrobotnych, a większość z nich, 2884, to kobiety. Ale mimo to pracodawcy mają coraz częściej kadrowe braki. Ryszard Telega, dyrektor PUP w Dębicy mówi, że pracowników brakuje w branżach metalowej, mięsnej, spożywczej, budowlanej i transportowej.
- Potrzeba setek ludzi do pracy - stwierdza dyrektor PUP.
W ciągu miesiąca do Powiatowego Urzędu Pracy w Dębicy trafia około 140-160 ofert. Niektóre wiszą bardzo długo. Ta z firmy Remi od trzech tygodni. Do tej pory nie zgłosił się jednak nikt, kto spełniałby oczekiwania pracodawcy. Choć telefonów nie brakowało. O zatrudnienie starał się np. elektryk.
- Mówił, że zna się trochę na spawaniu - mówi Dawid Tatuśko, kierownik techniczny w firmie Remi
Przedstawiciel firmy przyznaje, że jest problem z naborem wykwalifikowanych pracowników.
- Brakuje zwłaszcza spawaczy – mówi Dawid Tatuśko.
Jego firma szuka osoby, która podejmie pracę we Francji. Można zarobić 8-12 tys. zł. Właściciel firmy jest w stanie przyjąć od ręki cztery
osoby.
W tym samym zawodzie, ale na miejscu, pracę można znaleźć w firmie Unidex w Straszęcinie. Oferowana tu płaca minimalna dla spawacza to 3,5 tys. zł.
Co najmniej 8 tys. zł proponuje z kolei firma Aprofi z Dębicy, która chce zatrudnić inżyniera konstruktora. Wymagane są m.in. minimum 5-letni staż pracy, znajomość języka angielskiego lub niemieckiego, podstawowa znajomość obsługi obrabiarki numerycznej, zagadnień hydrauliki siłowej i automatyki.
To oferty, w przypadku których pracodawcy proponują znacznie wyższe od minimalnego wynagrodzenie. Większość tych, którzy szukają ludzi przez urząd, oferuje najniższe wynagrodzenie lub niewiele ponad to. Ryszard Telega, dyrektor PUP nie ukrywa, że takie płace mogą być jedną z przyczyn problemów ze znalezieniem chętnych.
- Choć są też u nas firmy, w których zarobki są na dobrym poziomie - zaznacza dyrektor PUP.
Problem braku ludzi do pracy coraz bardziej dotyka w naszym powiecie branżę budowlaną i transportową. Propozycje zatrudnienia dla kierowców trudno zliczyć. Niedawno w Urzędzie Pracy zorganizowane zostało spotkanie z przedstawicielem firmy transportowej, która chciała przyjąć kierowców. Na spotkanie przyszło 17 kandydatów.
- Ale od początku kręcili nosem - komentuje Ryszard Telega.
Po spotkaniu do firmy poszło 5 osób, ale ostatecznie żadna z nich nie podjęła pracy.
Kłopoty ze znalezieniem pracowników mają też właściciele sklepów. Nie tylko w tych wielkopowierzchniowych, także w małych można znaleźć ogłoszenia: zatrudnię sprzedawcę na umowę o pracę.
Dyrektor PUP uważa, że taka sytuacja może być również efektem programu Rodzina 500+.
- Dostaną 3 tysiące złotych, do tego jeszcze jakieś zasiłki, i nie opłaca im się podejmować pracy - dodaje Ryszard Telega.
Agnieszka Kruszyńska-Idzior
Obserwator Lokalny nr 25/2017