Reklama

Nie żyje ks. Józef Pieprzak

Ks. Józef Pieprzak przez 38 lat był proboszczem parafii, w której było aż osiem kościołów. Na emeryturze mieszkał w rodzinnej wspólnocie MBA w Dębicy. Zmarł 20 sierpnia, miał 75 lat.

Trumna z ciałem zmarłego zostanie wprowadzona do kościoła Ducha Św. w Dębicy w sobotę 23 sierpnia o godz. 12:15, po czym zostanie odmówiony różaniec. Msza św., której przewodniczył będzie bp Paweł Socha z diecezji zielonogórsko-gorzowskiej rozpocznie się o 13:00. Po niej ostatnie pożegnanie zmarłego kapłana nastąpi na Starym Cmentarzu.

Reklama

Z ks. Józefem Pieprzakiem rozmawiałem przed rokiem, kiedy obchodził jubileusz 50-lecia posługi kapłańskiej. Na tej podstawie powstał artykuł, który publikuję poniżej.

Swoje powołanie odkrył bardzo wcześnie, zanim poszedł do liceum.

Dojrzewało ono w bardzo sprzyjających okolicznościach. Jego rodzice byli ludźmi głęboko wierzącymi. Mama Janina Stelmach, zanim wyjechała z Dębicy, pracowała w zakładach mięsnych. Kiedy jeden z działaczy partyjnych chciał usunąć z jego ścian krzyże, zaprotestowała głośno jako pierwsza.

Kiedy dowiedziała się, że zaczyna się nią interesować UB, postanowiła zmienić miejsce zamieszkania. W ten sposób trafiła do Zakrzewa Złotowskiego. Tam spotkała Jana Pieprzaka, który pochodził z Łączek Kucharskich. A w 1949 roku przyszedł na świat ich syn Józef.

Po czternastu latach od wyjazdu jego rodzice wrócili do Dębicy, ale bez niego. Józef Pieprzak chciał kontynuować naukę w LO w miejscu, gdzie się wychował. Za radą przyjaciela zmienił jednak zdanie.

- Powiedział mi, że jak się dowiedzą, że chcę być księdzem, to będę zdawał maturę pięć razy - opowiada ks. Józef Pieprzak.

Dlatego przeniósł się do Łobżenicy, bo tam miało być o to łatwiej. Egzamin dojrzałości zdał rzeczywiście za pierwszym razem. Do końca wahał się, czy wybrać kapłaństwo czy medycynę, która była dla niego alternatywą. Zdecydował się tak jak podpowiadało mu serce, na to pierwsze.

Ukończył seminarium w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej w Gościkowie-Paradyżu. Święcenia z rąk obecnego kandydata na ołtarze bp. Wilhelma Pluty przyjął w Żarach w 1974 r. Jako wikariusz pracował przez siedem lat w parafiach Wschowa, Kożuchów i Kostrzyn nad Odrą. Wtedy ordynariusz zaproponował mu przyjęcie probostwa w Boczowie.

- Miało być na próbę na dwa lata, a skończyło się na 38 latach - mówi ks. Józef Pieprzak.

Praca w parafii NMP Królowej Polski była bardzo trudna. Liczyła ona wtedy 2 700 wiernych, którzy chodzili do ośmiu kościołów. Poza parafialnym on i wikariusz musieli obsłużyć także te dojazdowe w Mierczanach, Lubinie, Garbiczu, Pniowie, Wystoku, Lubowie i najbardziej oddalonej o 13 km Bobrówce. W każdym co niedzielę była jedna msza.

Reklama


Ks. Józef Pieprzak kochał Tatry. Kiedy tylko mógł wyjeżdżał tam, by móc wędrować górskimi szlakami.

Czas też nie był łatwy, bo gospodarzem został niespełna miesiąc przed ogłoszeniem stanu wojennego. Ale z pomocą wiernych starał się dbać o wszystkie kościoły i może z dumą powiedzieć, że w 2018 r. kiedy przechodził na emeryturę, oddał je nowemu proboszczowi w pełni zmodernizowane.

- Z nowymi dachami, posadzkami, ławami, tabernakulami i dzwonami elektrycznymi - wymienia.

A bp. Tadeusza Lityńskiego poprosił, by pozwolił mu zamieszkać w rodzinnej parafii mamy, czyli Matki Bożej Anielskiej w Dębicy. Z byłymi parafianami nadal utrzymuje jednak kontakt, dzwonią do niego, informują np. o tym, kto zmarł.

- Jak nie mogę pojechać na pogrzeb, to odprawiam mszę w intencji zmarłego w kościele Ducha Św. - mówi.

Tu również uczestniczył w mszy św. jubileuszowej w 50. rocznicę przyjęcia sakramentu kapłaństwa. Była ona jedną z czterech, które w tym roku przeżył. Wcześniej odprawił takie także w Boczowie, Mierczanach i Garbiczu, gdzie patronem kościoła jest św. Józef.

Aplikacja na Androida

Źródło: debica24.pl Aktualizacja: 21/08/2025 13:04
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama