W wieku 41 lat zmarł pochodzący z parafii Przemienienia Pańskiego w Podgrodziu ks. Dominik Bosowski. Wyświęcony w 2009 r. kapłan od pięciu lat posługiwał jako wikariusz we wspólnocie bł. Bolesławy Lament w Nidzicy w diecezji warmińskiej. Wcześniej był wikariuszem w parafii Wniebowzięcia NMP w Szczytnie i Św. Apostołów Piotra i Pawła w Lidzbarku Warmińskim.
Ks. Dominik zmarł w szpitalu w Działdowie, przegrywając ponad roczną walkę z chorobą nowotworową. W jego ostatniej parafii w poniedziałek 7 grudnia od godz. 16:00 będzie Różaniec przed Najświętszym Sakramentem. We wtorek o godz. 8:30 przy wprowadzonej trumnie ze zmarłym kapłanem będzie czuwanie modlitewne, a o godz. 11:00 rozpocznie się msza św. żałobna. Po tych uroczystościach trumna ze zmarłym zostanie przewieziona do Podgrodzia. Tu w środę 9 grudnia o godz. 13:00 będzie pogrzeb. Ciało ks. Dominika Bosowskiego spocznie na parafialnym cmentarzu.
Tak pisaliśmy o Nim w Obserwatorze Lokalnym w numerze 20 z 2009 roku, tuż po przyjęciu przez niego święceń kapłańskich:
Dominiku, pójdź za mną
Trzej neoprezbiterzy, czyli księża, którzy pod koniec maja przyjęli święcenia kapłańskie, pochodzą z powiatu dębickiego. Dwóch z nich: Krzystof Chwistek z Lipin i Mariusz Gałat z Nagoszyna ukończyło Wyższe Seminarium Duchowne w Tarnowie. Jeden WSD Metropolii Warmińskiej Hosianum w Olsztynie. Ksiądz Dominik Bosowski z Podgrodzia opowiedział OL jak dojrzewało w nim powołanie.
– Jako młody, bo zaledwie kilkuletni chłopiec, już wtedy ministrant, który przygotowywał się do przyjęcia I komunii świętej, obiecywałem swojemu ówczesnemu proboszczowi Marianowi Biernatowi, że w przyszłości zostanę księdzem – wspomina.
Jest świadom, że choć były to jego chłopięce marzenia, to ich źródłem musiał być Pan Bóg. Jak mówi, cały czas w jego sercu rozlegał się głos: Pójdź za mną. To on zaprowadził go do seminarium. Nie wszystko jednak wskazywało, że Dominik Bosowski zostanie księdzem. Pomiędzy ukończeniem Technikum Elektronicznego w Zespole Szkół nr 2 w Dębicy i zdaniem matury, a wstąpieniem do seminarium było kilka lat przerwy. Pojawił się nawet pomysł rozpoczęcia studiów socjologicznych w Tyczynie.
– Pojechałem tam złożyć papiery, ale wylądowałem w Tarnowie. Ostatecznie za namową mojego starszego kolegi, wtedy już księdza, wybrałem jednak seminarium w Olsztynie – opowiada.
Rodzice, Ryszard i Irena, do końca nie wiedzieli, jaką syn wybierze drogę. Byli jednak przygotowani.
– Nie byli zaskoczeni, kiedy powiedziałem, że wybrałem studia w seminarium. Przeczuwali, wiedzieli, że to moja droga i ja za nią odpowiadam – twierdzi ks. Bosowski.
To atmosfera panująca w domu, najbardziej przyczyniła się do podjęcia takiej decyzji. Jego najbliżsi zawsze byli blisko Kościoła, żyli liturgią, często wspólnie się modlili.
– Myślę, że moi rodzice przygotowali przez swoje życie i moje wychowanie podatny grunt pod boski zasiew powołania – mówi ks. Dominik.
Święcenia, podobnie jak siedmiu jego kolegów z roku, otrzymał z rąk księdza arcybiskupa Wojciecha Ziemby 30 maja 2009 roku w bazylice archikatedralnej św. Jakuba w Olsztynie.
– Czułem wewnętrzną radość, że po tych wszystkich latach przygotowań wreszcie zostanę posłany na służbę ludziom – opowiada.
Myślał o tym, żeby wszystko wypadło jak najlepiej i przyznaje, że trochę się stresował. Następnym stresem była msza prymicyjna – jego pierwsza własna. Teraz z uśmiechem mówi, że na szczęście wszystko poszło dobrze i wszyscy byli zadowoleni.
Pracę magisterską pisał z liturgiki. Dotyczyła problemu gościnności eucharystycznej w kościołach innych wyznań, czyli m.in. warunków pod jakimi katolik może przystąpić do komunii św. w kościele prawosławnym. Jako motto przewodnie swojej kapłańskiej misji wybrał słowa psalmu: Czym się Panu odpłacę za wszystko, co mi wyświadczył. Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana.
– Każdego dnia dziękuję Bogu za dar powołania i proszę Maryję – Matkę Kapłanów o ciągłe wstawiennictwo, bym mógł stawać się coraz lepszym człowiekiem, chrześcijaninem i kapłanem – podkreśla ks. Bosowski.
Już wie, że na pierwszą placówkę został skierowany przez arcybiskupa do parafii św. Piotra i Pawła w Lidzbarku Warmińskim. Najbardziej chciałby w niej pracować z młodzieżą. Jeszcze w czasach seminarium zaczął się natomiast interesować językiem migowym. Wtedy nie miał jednak zbyt wielu możliwości na jego naukę.
– Zdążyłem się nauczyć tylko alfabetu, ale teraz chciałbym znaleźć czas na kontynuację. To pozwoliłoby mi też pracować ze środowiskiem głuchoniemych – snuje plany na przyszłość.