Irena Ciebień kościół na Wolicy dekoruje już od prawie dwudziestu lat. A 27 kwietnia w Dniu Florysty obchodzi swoje święto.
- Sama lubię być strojna, więc postanowiłam sobie, że na każdą niedzielę i święto w naszej świątyni też musi być strojnie - podkreśla Irena Ciebień.
Kiedy przed laty jechała po owoce do Tarnowa, zaproponowała ks. Kazimierzowi Fąfarze, ówczesnemu proboszczowi parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Dębicy-Latoszynie, że kupi też kwiaty do kościoła. Bo przecież na giełdzie są tańsze.
Gospodarz wspólnoty zgodził się, a następnego dnia przyszedł na targ do stoiska, na którym Irena Ciebień pracuje i przyniósł jej album o kompozycjach kwiatowych autorstwa s. Albiny Kłusek. Wtedy była przerażona tą propozycją.
Ale wszystko zmieniło się, kiedy pojechała na prowadzone przez siostry zakonne szkolenie do Tuchowa, gdzie uczyła się podstaw kompozycji. Teraz może z całym przekonaniem powiedzieć, że dziękuje ks. Fąfarze za to, że wkręcił ją w przygodę z kwiatami.

- A obecnemu proboszczowi ks. Piotrowi Grzance jestem wdzięczna, że po tym, jak przyszedł na parafię, pozwolił mi to nadal robić. Ta praca w kościele sprawia, że człowiek jest bardziej uduchowiony, w końcu wykonuje się ją na chwałę Pana – mówi Irena Ciebień.
Choć ma wolne tylko w adwent i wielki post, bo wtedy ołtarza się nie dekoruje, nie jest z tego powodu niezadowolona. Wakacji też nie planuje, bo w każdą sobotę chce być w kościele.
W piątek wstaje o wpół do trzeciej, by pojechać z mężem na giełdę do Tarnowa. Przed wyjazdem musi mieć plan, co będzie chciała zrobić. W głowie wylicza, że będą jej potrzebne dwie paczki lilii, ze sto kandesek, bo są niewielkie. Innym razem bazuje na słonecznikach. Kupuje kwiaty, wstawia do wody w garażu, gdzie czekają do soboty.
O siódmej rano zabiera je do kościoła. Przygotowania zaczyna w dolnym, bo w górnym trwa nabożeństwo. Kiedy ludzie wychodzą do domów, usuwa stare dekoracje. Na przygotowanie nowej potrzebuje od czterech do sześciu godzin.

- To w zależności od tego, czy tego dnia w kościele będzie ślub, czy też nie - tłumaczy.
Przy ślubnej schodzi jej dłużej, bo młodzi muszą zapamiętać ten dzień jako najpiękniejszy w życiu. Poza tym zaufali jej, przekazując pewien budżet na kwiaty, więc nie może ich zawieść. A przede wszystkim dla niej to nie praca, ale coś, co kocha robić, więc czas się nie liczy.
- Czasem, jak się oglądnę za siebie przy drzwiach wejściowych, to mi się wydaje, że wychodzę z przedsionka nieba – mówi Irena Ciebień.
I choć zdaje sobie sprawę, że jest w tym stwierdzeniu nieco nieskromna, to naprawdę czuje, że tak jest. Kiedy zdarza się, że pochwali ją ktoś inny, dostaje wręcz skrzydeł, które sprawiają, że za tydzień chce przygotować świątynię przed niedzielą jeszcze lepiej.

Ale stara się też nie przesadzać z finansami, które na kwiaty otrzymuje od parafii. Dekoracje przygotowuje z tych o średnich cenach, bo wie, że i tak po tygodniu trzeba je wymienić. Sięga głównie po lilie, mieczyki, margerytki czy róże. Choć tych ostatnich się nieco boi, bo nie wie, jak długo się utrzymają nie opuszczając główki.
- Na jubileusz proboszcza kupiłam trzysta i modliłam się, żeby wszystkie wytrzymały – opowiada.
Jej praca nie kończy się w sobotę, przez cały tydzień przychodzi, by podlewać kwiaty i usunąć suche listki. Zdarza się, że ktoś znajomy poprosi ją o przygotowanie dekoracji w innym kościele, wtedy też nie odmawia, choć w sobotę trudno jest przygotować wystrój dwóch kościołów. Ułożone przez nią kompozycje oglądali też wierni w Głowaczowej, Zasowie, Straszęcinie czy Gumniskach.
Artykuł ukazał się na łamach OL w sierpniu 2021 roku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pięknie! Gratuluję zaangażowania i wytrwałości.
Pięknie! Gratuluję zaangażowania i wytrwałości.