Reklama

Maszyna do pisania od gdańskich stoczniowców

06/09/2022 14:26

Maszyna do pisania od gdańskich stoczniowców

Przez kilka lat mojej pracy zawodowej nie miałem maszyny do pisania. Władza ludowa nie miała zamiaru sprzedawać tak niebezpiecznego sprzętu bez ograniczeń. Zatem maszyny do pisania były na talony dla członków związków twórczych. Jakoś nie miałem ochoty zapisać się do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich tym bardziej, że jego prezesem był Józef Barecki. Był naczelnym redaktorem Trybuny Ludu. Prowadził również wykład monograficzny na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Ta druga rola, jakoś nieszczególnie zapisała się w mojej pamięci.

Reklama

Moja macierzysta redakcja mimo braku akcesu do SDP poparła mój wniosek o sprzedaż maszyny do pisania, ale trzeba było na nią czekać w długiej kolejce. Musiałem zatem swoje teksty przynosić do redakcji i tam je przepisywać. Dało się żyć.

Porozumienia sierpniowe z Gdańska z 1980 roku przyniosły dla mnie dobrą zmianę w kwestii maszyny do pisania. Uzgodniono w nich, że w sklepach Pewexu nie będzie prowadzona sprzedaż deficytowych towarów powszechnego użytku produkcji krajowej.

W pierwszych dniach września poszedłem do Pewexu po Humanę, mleko w proszku wysokiej jakości dla naszego 7 tygodniowego syna. Dostępne było tylko w tych sklepach. Z braku dolarów kupiłem bony towarowe PeKaO. Można je było bez większych problemów kupić u cinkciarzy, którzy przez cały dzień sterczeli pod Pewexami i kupowali oraz sprzedawali dolary i bony. We wspomnieniach wielu obywateli można przeczytać lub usłyszeć o niebywałej społecznej solidarności po podpisaniu porozumień sierpniowych w 1980 roku. Niestety to ja takich odruchów solidarności nie odczułem przy zakupie bonów. Cinkciarze zdarli ze mnie tak jak przed porozumieniami.

Reklama

Na drodze do Pewexu przy Alejach Jerozolimskich był spory sklep z artykułami gospodarstwa domowego. Przechodząc obok zobaczyłem na półce stojące maszyny do pisania. Wszedłem niepewnie. Stały, walizkowe maszyny do pisania, ceny w złotówkach. Nie mogłem uwierzyć i zapytałem ekspedientkę czy maszyna jest do kupienia i czy nie trzeba na nią talonu. Można kupić, talonu nie trzeba.

Nietrudno się domyśleć, że kupiłem.

O Humanie zapomniałem z nadmiaru szczęścia. W domu Żona nie podzielała mojego entuzjazmu, musiałem się tłumaczyć. Bardzo szybko poszedłem do Pewexu kupić mleko.

Reklama

Maszyna, którą kupiłem była wyprodukowana w radomskim Łuczniku. Służyła mi wiernie przez wiele lat. Mam ją do dzisiaj. O czym zaświadcza zdjęcie.

Andrzej Janiec

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama