Reklama

Kewin Sasak - droga z Dębicy do Lublina po mistrzostwo Polski

Jako jedna z pierwszych wielkiego sukcesu pogratulowała Kewinowi Sasakowi babcia Czesia z Pustkowa-Osiedla.

Jej wnuk z drużyną LUK Bogdanka Lublin wywalczył mistrzostwo Polski w siatkówce. W finałowej rywalizacji pokonali Aluron Wartę Zawiercie 3:1, wygrywając ostatni mecz przed własną publicznością 3:0.

 

Żeby się rozwijać, wyszedł ze strefy komfortu

- To jest moje pierwsze takie osiągnięcie w Plus Lidze, cieszy mnie to niezmiernie – mówi Kewin Sasak.

Pierwsze kroki w poważnej siatkówce stawiał jako junior w MKS MDK Warszawa. Seniorską przygodę rozpoczynał w II lidze w BAS Białystok, skąd przeniósł się do I-ligowego Ślepska Suwałki.

Reklama

W końcu trafił do Plus Ligi, gdzie pięć lat grał w Treflu Gdańsk, z roczną przerwą na wypad do Czech do Karlovarska. Z Czech wrócił na jeden sezon do Trefla, po czym podjął decyzję o przenosinach do Lublina, by wspomóc LUK Bogdankę.

- Zdecydowałem się na ten ruch, bo widziałem, że to ma sens. Chciałem się rozwijać, grać o wyższe cele. Czasami trzeba wyjść ze strefy komfortu, żeby dać sobie impuls do dalszego rozwoju – argumentuje pochodzący z Dębicy siatkarz.

Z perspektywy czasu i sukcesu, który dzięki tej decyzji osiągnął może powiedzieć, że na pewno tego nie żałuje. Jest bardzo zadowolony, że ją podjął, bo był to krok do przodu w siatkarskiej karierze.

Reklama

- No i jestem mistrzem Polski – radość z tego osiągnięcia ciągle go nie opuszcza.

 

U boku najlepszego siatkarza świata

Gra z lepszymi od siebie, to według Kewina Sasaka najlepsza ścieżka rozwoju, a w Lublinie miał takich wielu. Na pierwszym miejscu wymienia oczywiście Wilfredo Leona, który – jego zdaniem –jest najlepszym siatkarzem na świecie. Ale są też inni Marcin Komenda, Jan Nowakowski, czy Mikołaj Sawicki, który razem z nim przechodził z Gdańska do Lublina.

- Grają w kadrze, to doświadczeni zawodnicy, można ich nie tylko podpatrywać w czasie gry, ale też czerpać informacje pozaboiskowe. Na pewno mi pomogli, rozmawiałem z nimi sporo – przekonuje Kewin Sasak.

Reklama

Chciałby, żeby ten sukces był wstępem do większej kariery. I nie jest to myślenie życzeniowe. W tym sezonie zdarzyło się bowiem wszystko, o czym do tej pory mógł tylko marzyć. Pierwszy awans do ćwierćfinałów, później do półfinałów, a w końcu do zakończonych zwycięsko finałów.

LUK Bogdanka Lublin w ubiegłym roku zajął 5. miejsce, dlatego chyba nikt nie spodziewał się, że w tym roku zdobędzie tytuł mistrza Polski.

- Przed sezonem myślałem, że awans do czwórki to już będzie osiągnięcie, ale każdy z nas ma ambicje i chce walczyć o wyższe cele. A szczyt formy przyszedł akurat na playoffy – cieszy się świeżo upieczony mistrz Polski.

Reklama

 

Kolejny krok przed nim - w reprezentacji Polski

Podkreśla przy tym, że nie były to łatwe zwycięstwa. W ćwierćfinale grali z ZAKSĄ, a mimo swoich różnych problemów to ciągle topowy zespół. W półfinale trafili na Jastrzębski Węgiel, czyli obrońcę mistrzowskiego tytułu sprzed roku. A w finale nie było łatwiej, bo Aluron Warta Zawiercie to zeszłoroczny wicemistrz Polski.

- Ścieżka nie była łatwa, co też świadczy o tym, jak dobrą jesteśmy drużyną. Mamy pomysł na grę, a atmosfera w szatni tylko to uzupełnia – przekonuje Kewin Sasak.

Z każdym meczem coraz bardziej się napędzali. Przegrane, które się pojawiały, nie dołowały ich, wyciągali wnioski i przystępowali do następnego spotkania z jeszcze większą wolą walki.

Reklama

- Zagrałem dobry decydujący mecz. Jako atakujący jestem od tego, żeby zdobywać punkty, ale też jako całość zagraliśmy dobre spotkanie, rozgrywający dobrze to poprowadził – podsumowuje najlepiej punktujący zawodnik czwartego meczu finałowego w Lublinie.

Jest bardzo zadowolony i dumny z tego, jak się w nim zaprezentował. Wyszła z niego taka prawdziwa sportowa złość, po tym jak trzecie spotkanie nie ułożyło się po jego myśli i nie dał z siebie wszystkiego najlepszego, co mógł.

Na następny sezon zostaje w Lublinie. Najbliższe dni wykorzysta zaś na odpoczynek, a tego nie będzie za dużo, bo dobra postawa w Plus Lidze skutkowała dla Kewina Sasaka powołaniem do reprezentacji Polski. W następnym tygodniu dołączy do innych kadrowiczów w Spale.

Reklama

 

Mieszkał na Świętosława, uczył się na Grottgera

Kewin Sasak urodził się w Dębicy i tu mieszkał przez pierwsze lata życia. Pamięta, że jego domem był wtedy jeden z bloków na ul. Świętosława. W naszym mieście rozpoczynał również naukę. Zanim jego rodzice zdecydowali się wyprowadzić pod Grodzisk Mazowiecki, przez trzy lata uczył się w Szkole Podstawowej nr 9, gdzie zaczynał przygodę ze sportem od gry w piłkę nożną. Wciąż pamięta, że mieści się ona na ul. Grottgera.

Sam w Dębicy i okolicach ze względu na liczne obowiązki sportowe, bywa rzadko, ale jak tylko może wybiera się w rodzinne strony mamy, która pochodzi z Pustkowa-Osiedla. Mieszka tam ciągle jego babcia i ciocia, ale rodzinę ma również w Nagawczynie.

Reklama

- Jak tylko mogę, staram się odwiedzać moją największą fankę, którą jest babcia Czesia. Ten medal to sprawka wszystkich osób, które mi kibicują, a babcia ma duży wkład, bo zawsze dzwoni i interesuje się – zdradza Kewin Sasak.

Czytaj także: Historyczny awans LKS Stara Jastrząbka-Róża

Czy wiedziałeś, że Kewin Sasak pochodzi z Dębicy?

Aplikacja na Androida

Źródło: debica24.pl Aktualizacja: 03/08/2025 19:58
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama