Pół wieku temu, w lipcu 1976 roku, bracia Lipienie wystartowali na igrzyskach olimpijskich w Montrealu. Kazimierz zdobył tam złoty medal w zapasach w stylu klasycznym. Józef nie miał tyle szczęścia.
Dla starszego z braci był to największy sukces w karierze. Zresztą dla polskich zapasów również, bo zdobyte przez niego złoto było pierwszym wywalczonym w tej dyscyplinie na igrzyskach olimpijskich. A Kazimierz szedł w Montrealu jak burza. W pierwszej kolejce pokonał 4:0 Kanadyjczyka Stuppa. W drugiej położył na łopatki Vieirę z Portugalii, a w trzeciej zwyciężył 4:0 Bułgara Łazarowa. Jego czwarty przeciwnik, Grek Migiakis, został zdyskwalifikowany. W piątej kolejce Polak wyciągnął wolny los, a w szóstej musiał uznać wyższość Dawidjana, reprezentanta ZSRR. Odbudował się w walce z Węgrem Reczim, którego pokonał 3,5:0,5.
O ile więc dla Kazimierza był to wyjątkowo udany start, o tyle Józef wspomina go również jako wyjątkową, ale porażkę.
- Przed turniejem poszedłem do stołówki. Zjadłem jakąś sałatkę i się zatrułem - opowiadał Grzegorzowi Królowi w lipcu 2012 roku.
Już wtedy dębickim zapaśnik dobrze wiedział, że nie ma wielkich szans na olimpijski sukces. W pierwszej walce był tak osłabiony, że organizm odmawiał posłuszeństwa. Był półprzytomny, nie wiedział, gdzie jest i co się dzieje. Nie myślał o medalu, ale wyłącznie o tym, żeby zakończyć turniej. Przyznał wtedy, że takiego doświadczenia nie życzyłby nawet największemu wrogowi.
Pierwszą walkę z Rumunem Botilą, przegrał przez dyskwalifikację. W drugiej, co prawda, wygrał 3:1 z Japończykiem Sugą, a w trzeciej pokonał 3:1 Ukkolę z Finlandii, ale poległ w czwartej, co wykluczyło go z turnieju. Zakończył go na 10. miejscu.
Role odwróciły się podczas igrzysk w Moskwie w 1980 roku. Tam Józef wywalczył srebro, a Kazimierz tym razem wrócił bez medalu. Młodszy z bliźniaków najpierw wygrał 11:5 z Czechosłowakiem Krystą i pokonał Donewa z Bułgarii. W trzeciej rundzie wyciągnął wolny los, a w czwartej zanotował kolejną wygraną, tym razem 10:4 z Węgrem Molnarem. Piąta walka, z Botilą z Rumunii, zakończyła się obustronną dyskwalifikacją. podobnie jak szósta ze Szwedem Ljungbeckiem. Jedynie Serikow z ZSRR zdołał pokonać Józefa Lipienia.
Kazimierz natomiast przegrał z Grekiem Migiakisem i wygrał z Malmkvistem ze Szwecji, ale porażka z Kirowem z Bułgarii wyeliminowała go z turnieju.
To były ostatnie igrzyska złotych bliźniaków. Warto jednak pamiętać, że i wcześniej stawali na olimpijskim zapaśniczym podium. A właściwie stawał - Kazimierz w 1972 roku w Monachium. Józef na międzynarodowej arenie debiutował w 1968 roku w Meksyku, jednak tam nie udało mu się zdobyć medalu. Podobnie na kolejnych, we wspomnianym już Monachium, za to brązowy krążek zawisł wtedy na piersi debiutującego Kazimierza. Był to pierwszy medal olimpijski dla sportowca z Dębicy. Ostatecznie więc najsłynniejsi w polskim sporcie bracia - bliźniacy skompletowali wszystkie trzy kolory medali olimpijskich.
- Byli oryginalnymi zawodnikami. Józek zdobył mniej medali, ale nie dlatego, ze był gorszy od Kazka. Powodem było zrzucanie wagi do innej kategorii. Gdyby walczył w swojej naturalnej kategorii, byłby równorzędnym zawodnikiem do brata - mówił w 2012 roku Czesław Korzeń, wieloletni trener braci Lipieni i innych zawodników Wisłoki, podkreślając, że od 1967 do 1971 roku trenował ich Tadeusz Popiołek, później, do końca kariery, już on.
Na podstawie artykułu Grzegorza Króla - Gdy zobaczył karabiny, pomyślał, że jest wojna, który ukazał się w lipcu 2012 roku w 30 (622) numerze OL.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze