Pochodzi z Jaczkowa k. Jeleniej Góry, urodzony 6 lutego 1949 roku. Podobnie jak brat Kazimierz, rozpoczął uprawianie zapasów w Karkonoszach Jelenia Góra, pod okiem Juliusza Jaszczuka.
W roku 1966 zdobył tytuł mistrza Polski juniorów i przeszedł do Wisłoki Dębica. Od tej pory całe jego sportowe i prywatne życie związane jest z Wisłoką i z Dębicą.
Na matach powinien występować w tej samej wadze, co starszy o 15 minut brat bliźniak. Ale aby z nim nie konkurować, startował w niższej kategorii (57 kg), co było związane z ciągłym odchudzaniem się i zbijaniem wagi.
Startował na czterech olimpiadach: Meksyk (1968), Monachium (1972), Montreal (1976), Moskwa (1980); jest pod tym względem rekordzistą spośród dębiczan.
Dorobek medalowy:
Karierę reprezentacyjną zakończył w 1982 roku, uroczyście pożegnany na Mistrzostwach Świata w Katowicach. Przez kilka lat występował jeszcze w Danii i Szwecji.
Niżej przypominamy fragment monografii Klubu Sportowego Wisłoka, zawierający fragmenty ksiązki Bogdana Tuszyńskiego pt. Złote bliźnięta, opisującego największy w historii triumf dębickich zapasów.
.
W roku 1973 Mistrzostwa Świata rozgrywano w stolicy Iranu – Teheranie. Tam nastąpiła prawdziwa eksplozja talentu dębiczan, miasto to było świadkiem największego w historii sukcesu Wisłoki, której reprezentanci zdobyli pięć medali.
Złote wywalczyli bracia Lipinie, srebrne Jan Michalik i Ryszard Świerad, brązowy Andrzej Skrzydlewski.
O sukcesie dębickiego sportu pisał w książce „Złote bliźnieta” Bogdan Tuszyński. Przeżyjmy to jeszcze raz:
„Samo południe, 13 września 1973 r. (...) Dwaj bliźniacy rodem z Polski stoją przed wielką szansą. 24-letni Józef i Kazimierz Lipienie kandydują do złotych medali. Jeszcze tylko kilka godzin pełnej koncentracji i może dojść do sensacji na skalę światową.
Droga do walki finałowej Józefa Lipienia, który do tej pory nie miał szczęścia w mistrzowskich starciach, nie była usłana różami. Polak walczący w kategorii do 57 kg stoczył do tej pory pięć walk. Wygrał trzy, jedną przegrał i jedną zremisował. Szczególnie ciężka była nierozstrzygnięta walka z Jugosłowianinem Frigiciem, podczas której doznał bolesnej kontuzji – skręcenia stawu skokowego połączonego z wylewem. Noga bolała niemiłosiernie, a mimo tego Polak doprowadził przeciwnika do zagrożonej pozycji. Dzięki temu zremisował. (...)
Za chwilę rozpocznie się pojedynek na wagę złotego medalu. Józef Lipień nie myśli już o niczym, chce tylko zwyciężyć, za wszelką cenę zwyciężyć, bo przecież od 1968 r. znajdował się w światowej czołówce, a jednak nie udało mu się stanąć na mistrzowskim podium. Muszę wygrać – myśli i rusza na środek maty.
Zaledwie parę metrów obok – druga mata. I tam szykuje się do decydującej walko Polak. Nazywa się także Lipień – Kazimierz, 15 minut starszy od Józefa. On miał więcej szczęścia w swojej karierze sportowej. Zdobywał już medale na mistrzostwach świata, Europy, na olimpiadzie. (...)
Kazik nie marzy o niczym innym, tylko o sukcesie brata. Może sam nie wygrać, byle zwyciężył Józek. Patrzy na niego kątem oka, przygotowując się do decydującej walki w kategorii 62 kg. Wygrał już cztery pojedynki, jeden przegrał. Teraz przed nim zawodnik radziecki – Kawkajew, wielka rewelacja tego turnieju.(...)
Osiem sekund po rozpoczęciu walki przez Józefa – rozpoczyna zmagania na macie Kazimierz. Oczy polskiego widza na stadionie biegają teraz z jednej maty na drugą, jak podczas tenisowego pojedynku. Biało-czerwoni są ulubieńcami publiczności.
Zwarcie na środku maty i Bułgar Trajkow natychmiast atakuje Józefa Lipienia, Polak w obronie robi zeskok i instynktownie wykonuje w tempo rzut biodrowy. Są już dwa punkty. Lipień z ogromną intuicją wychodzi z każdej trudnej sytuacji i utrzymuje się na nogach. Biegną sekundy... Mija pierwsza runda pasjonującej walki.
Kazek walczy jak polski huzar. Jest niezwykle aktywny. Ma już trzy punkty przewagi nad Kawkajewem. Zdobył je za sprowadzenie zawodnika do parteru i za wózek, który wykonał. To już wielka przewaga. W zapasach jednak, podobnie jak w boksie, nie wolno pozwolić sobie na moment nieuwagi. Rosjanin jest doskonały. Wykonuje błyskawiczny rzut przez biodro i sprowadza naszego reprezentanta do pozycji mostowej. Kazek przeżywa tragiczne chwile. Józek stoi jeszcze w narożniku i krzyczy do brata: „musisz wyjść”. Do dopingu dołącza się publiczność. Kazimierz ostatkiem sił wychodzi z zagrożonej pozycji.
Gwizdek sędziego i Kazimierz Lipień udaje się na zasłużony odpoczynek. Na drugą rundę wychodzi – Józef.
Walka odbywa się pod dyktando bardzo agresywnego Bułgara. Podejmuje on ryzyko wykonania chwytów w nieprawdopodobnych wręcz sytuacjach. Bezskutecznie. Józef jest czujny i na każdy atak odpowiada skuteczną obroną. Runda nie przynosi rozstrzygnięcia. Polak ma nadal przewagę.
Na macie Kazka ciągły dramat i znakomita walka. Nasz zapaśnik przechodzi do huraganowych ataków. Wykonuje suples z uchwytu w pas i powtarza atak po raz drugi w podobnej sytuacji. Rosjanin to jednak zawodnik najwyższej klasy. Teraz on z kolei wykonuje trzy chwyty i zdobywa trzy kolejne punkty. Znów remis.
W płucach coraz mniej zbawczego tlenu. Upał nadal wręcz nieprawdopodobny. A tu zostały jeszcze trzy ostatnie minuty walki. Trzy minuty, jak bardzo długie.
Józef Lipień przechodzi do generalnego szturmu. Jest zdenerwowany walką brata. I chyba ten fakt dodaje mu nowych sił, pobudza jeszcze bardziej ambicję. Sprowadza przeciwnika do parteru i robi przewrót mostowy, tzw. wózek. Zdobywa trzy kolejne punkty na wagę złotego medalu. Bułgar jednak jeszcze nie rezygnuje, atakuje, chce za wszelką cenę wykonać upragniony rzut, ale rywal potrafi zawsze wybronić się z zagrożonej pozycji.
Koniec walki, ale Józef Lipień, choć wie już, że jest mistrzem świata nie wyrzuca triumfalnie rąk do góry. Werdykt sędziów przyjmuje ze spokojem. Chce być jak najszybciej obok drugiej maty, gdzie przez ostatnie 60 sekund walczy o taki sam złoty medal jego brat.
Triumf dębickich zapaśników oraz Czesława Kwiecińskiego, który wywalczył tytuł wicemistrzowski, odbił się szerokim echem w kraju. „Wiwat zapasy i nasze asy” – to tytuł z pierwszej strony Przeglądu Sportowego. „Wreszcie wyszło to, co się kilkakrotnie nie udało. Naszym chłopcom brakowało dotąd łutu szczęścia, uśmiechu losu, bo umiejętności mieli dość. I oto wielki, zasłużony sukces.” – pisało dębickie Echo Załogi. Właśnie w Dębicy zapanowała największa radość. W kioskach zaczęło brakować gazet.
Założyciel dębickich zapasów Ludwik Budzyński w swoich wspomnieniach napisał: „Jest połowa października 1973 r. Pilnie słucham wiadomości sportowych z mistrzostw świata, jakie odbywają się w Iranie. Walczą tam przecież zapaśnicy z Dębicy - klubu, w którym ja pierwszy pokazałem rzut przez biodro.
Już sam fakt, że połowa reprezentacji Polski jest z Dębicy, napawa mnie radością i dumą. Za chwilę będzie dziennik telewizyjny. Myślę sobie: jak tam naszym wiedzie się na tych mistrzostwach. Wiadomości sportowe będą za godzinę, trzeba spokojnie poczekać, ale w tym momencie z ekranu płyną pierwsze słowa spikera:
„Dzisiaj na mistrzostwach świata w zapasach w Teheranie Polska odniosła wspaniały sukces. Józef i Kazimierz Lipienie, obaj z Wisłoki Dębica, zostali mistrzami świata...”
Jezu, co ja wówczas przeżyłem...!”.
Kibice Wisłoki zgotowali zapaśnikom owacyjne powitanie na klubowym stadionie. Jak pisał B.Tuszyński, w oczach kilku tysięcy ludzi widać było dumę z tego, że to właśnie Dębica potrafiła wychować sportowców, których klasę i mistrzostwo poznał cały świat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dziękujemy za napisanie tak pięknej historii dla naszego miasta.Dziękujemy za wielki trud i walkę jaką Pan podjął.Jeszcze raz dziękuję.Może ktoś pomyśli o tym żeby chodź trochę odbudować zapasy w Dębicy bo przecież młodzieży niebrakuje.
Dziękujemy za napisanie tak pięknej historii dla naszego miasta.Dziękujemy za wielki trud i walkę jaką Pan podjął.Jeszcze raz dziękuję.Może ktoś pomyśli o tym żeby chodź trochę odbudować zapasy w Dębicy bo przecież młodzieży niebrakuje.
Dziękujemy za napisanie tak pięknej historii dla naszego miasta.Dziękujemy za wielki trud i walkę jaką Pan podjął.Jeszcze raz dziękuję.Może ktoś pomyśli o tym żeby chodź trochę odbudować zapasy w Dębicy bo przecież młodzieży niebrakuje.
Dziękujemy za napisanie tak pięknej historii dla naszego miasta.Dziękujemy za wielki trud i walkę jaką Pan podjął.Jeszcze raz dziękuję.Może ktoś pomyśli o tym żeby chodź trochę odbudować zapasy w Dębicy bo przecież młodzieży niebrakuje.