Dzięki temu mógł przyjechać do Polski, by odebrać pomoc zebraną przez dębiczan.
Odkąd wybuchła wojna, Ukrainy nie mogą opuszczać mężczyźni od 18. do 60. roku życia.
- A ja mam 62 lata i mogę, to jak usłyszałem, że trzeba jechać po pomoc, to wsiadłem za kółko i jestem - mówi mężczyzna.
Rozmawiamy pod magazynem żywności Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, gdzie zbierane są dary dla walczącej Ukrainy. Iwan zaparkował tam swoją ciężarówkę, na którą co rusz trafiają kolejne pudła, czy zgrzewki wody.
- Zostanę tu ile będzie trzeba. A potem wsiadam za kierownicę i na Lwów - zapowiada.
Sam właśnie pod Lwowem mieszka, choć jego rodzina pochodzi spod Ustrzyk Dolnych. Dlatego tak dobrze mówi po polsku.
Pytany o sytuację w Ukrainie macha ręką i rękawem wyciera łzy.
- To straszne, co się dzieje. Ten czort nawet dzieci zabija - przyznaje po chwili, mając na myśli Putina.
Ale, jak zapewnia, z rosyjskim wojskiem walczą wszyscy. Kobiety i dzieci robią koktajle Mołotowa, a za broń chwycili nawet staruszkowie. I walczyć będą do końca.
- Syn pracował za granicą, myślałem, że tam zostanie. Ale nie, walczyć wrócił. Myślałem, że chociaż synową z wnuczką do Polski wywiozę. To mi powiedziała, że co ma być, to będzie, a one go nie zostawią - uśmiecha się przez łzy.
Do Polski udało mu się przewieźć dwie kobiety. I to tak, by ludzie stojący w kilometrowych kolejkach ich nie widzieli. Gdyby mógł zapakowałby nawet całą ciężarówkę ludzi, ale tak się nie da. On, jadąc po pomoc humanitarną, na granicy nie stoi w kolejkach, ale inni koczują tam nawet kilka dni.
Za to do Ukrainy zjeżdża większość mężczyzn pracujących poza jej granicami. Wracają tam, gdzie ich domy, ich rodziny. Czasem odwożą bliskich pod polską granicę i wracają, by walczyć za swój kraj. A walczyć potrafią. Iwan z dumą opowiada o pilocie myśliwca, zwanym Duchem z Kijowa, który w pierwszych dniach wojny zniszczył 10 samolotów wroga.
To jedna strona medalu, druga jest taka, że w Ukrainie z dnia na dzień zaczyna brakować wszystkiego. Dlatego tak ważna jest pomoc, którą może od nas przywieźć.
Iwan twierdzi, że Ukraińcy nie spodziewali się dwóch rzeczy. Tego, że Białorusini się od nich odwrócą, ale i tego, że Polacy tak będą im pomagać.
- Bardzo jesteśmy wam za to wdzięczni, i jeszcze za to, że nasze kobiety i dzieci przyjmujecie pod swój dach - zapewnia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze