Nastolatki nie przeszły obojętnie wobec zwierzęcia w potrzebie. Nie był to kot, ani pies, a nietoperz. Uratowany przez nie trafił do Ośrodka Wiewiórka w Przeczycy.
Izabela Raś jest uczennicą V klasy w Szkole Podstawowej nr 11 w Dębicy, podobnie jak Amelka Maryniak. O rok starsza Oliwia Szymaszek uczy się w Dziewiątce.
W niedzielne popołudnie z grupą rówieśników bawiły się w chowanego w okolicach ulicy Gawrzyłowskiej. Kiedy spostrzegły leżącego bez ruchu na ziemi nietoperza, nie bardzo wiedziały co zrobić, ale wiedziały, że chcą mu pomóc.
– Znalazłyśmy w internecie numer telefonu do ośrodka Salamandra i zadzwoniłyśmy – opowiada Iza.
Dorota Stępniak z infolinii nietoperzowej Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody Salamandra doskonale pamięta ten telefon. I nie kryje podziwu dla postawy dziewczynek.
– To bohaterki. Robiło się ciemno, bały się. Straż Miejska początkowo kazała zostawić nietoperza w krzakach – wspomina.
Osłabionego nietoperza poleciła umieścić w pudełku, oczywiście bez dotykania zwierzątka. Ale nastolatki nie miały pod ręką żadnego opakowania. W niedzielę sklepy były zamknięte, jednak i z tą przeszkodą potrafiły sobie poradzić.
– Poszłyśmy do pizzerii, dałam 2 zł ze swoich pieniędzy i kupiłyśmy to pudełko – mówi Iza.
Z tak zabezpieczonym nietoperzem czekały na dalsze instrukcje, a Dorota Stępniak z Poznania pertraktowała ze Strażą Miejską. Nietoperz miał już zaklepane miejsce w Ośrodku Ratowania Dzikich Zwierząt Wiewiórka w Przeczycy. Chodziło o zabezpieczenie go przez noc w ciepłym miejscu. Tymczasem w Ratuszu zmienili się strażnicy i jeden z tych, którzy objęli dyżur nie odmówił pomocy. Nietoperz trafił do schroniska w Dębicy, a nazajutrz pojechał do Wiewiórki. Tam zajęła się nim specjalistka, ale pomimo usilnych starań Mai Wagner-Nawrockiej, prowadzącej ośrodek, nie udało się go uratować.
Co nie znaczy, że postawa koleżanek z jednego osiedla nie zasługuje na wyróżnienie i pochwałę. Nie każdy zatrzymałby się przy zwierzęciu tak rzadkim, jak nietoperz. I wciąż budzącym, nieuzasadnione przecież, obawy.
– Po prostu czułyśmy, że trzeba mu pomóc. Żal nam się go zrobiło – mówi Izabela Raś.
Rodzice dziewczynek nie kryją dumy z córek: nie tylko wiedziały, jak się zachować, ale i doprowadziły sprawę do finału.
Dorota Stępniak również uważa, że takie postawy trzeba promować. Zamierza wysłać listy do szkół, w których uczą się Izabela, Amelia i Oliwia, by pogratulować tak empatycznych i rezolutnych uczennic.
Czytaj także: Vintage Reborn radzą, co zrobić z używaną, ale jeszcze dobrą odzieżą
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze