Dębica od lat jest w czołówce na Podkarpaciu i to nie jest powód do dumy.
Bo chodzi o poziom zanieczyszczenia powietrza pyłami zawieszonymi PM 10, PM 2.5 oraz PM 1. Co oznaczają te symbole? Każda z tych liczb to wielkość szkodliwej cząsteczki. Im jest ona niższa, tym pył jest bardziej szkodliwy. Najgorsza sytuacja jest wtedy, kiedy występuje mgła. Jej połączenie z pyłami daje efekt smogu, zabójczej dla ludzi mieszanki benzoalfapirenu (BAP), dioksyny czy benzo(a)pirenu. To one są odpowiedzialne za choroby nowotworowe. Szacuje się, że tylko w Polsce na 100 tysięcy zgonów aż 150 to te spowodowane przez zanieczyszczone powietrze.
Emisja szkodliwych substancji do atmosfery to także jedna z głównych przyczyn ocieplenia klimatu. Od lat prowadzona jest walka ze smogiem, także w powiecie dębickim, ale na jej widoczne efekty trzeba będzie jeszcze poczekać.
Każdego roku do Straży Miejskiej w Dębicy spływają dziesiątki zgłoszeń w sprawie osób, które spalają w piecach odpady, które się tam nie powinny znaleźć.
- Bywały lata, że tych zgłoszeń było około stu, z czego potwierdzonych przypadków, gdzie faktycznie okazywało się, że ktoś spala niewłaściwe rzeczy, było dziesięć. W ostatnim czasie tych trafień jest poniżej dziesięciu - mówi komendant Straży Miejskiej w Dębicy Sylwester Bieszczad.
Od 1 stycznia tego roku, do 23 listopada strażnicy nałożyli jeden mandat karny w kwocie 300 zł.
- To było na Budziszu, ktoś nam zasygnalizował problem na piśmie. Przeprowadziliśmy tam wielokrotne kontrole, czego efektem był właśnie mandat. Właściciel posesji został do nas wezwany, przyznał się i zgodził na zaproponowaną karę - dodaje komendant.
Zdarzały się też pouczenia, ale w sprawach, które zostały ocenione przez strażników jako te mniej drastyczne. Chodziło np. o sytuację, kiedy ktoś wraz z drewnem wrzucał do pieca odpady z płyt. Tego też nie można robić.
- To już zaśmierdzi, jest trujące. Ale to była nieznaczna ilość. Pouczenie jednak przyniosło efekt, bo z tego miejsca przestały spływać do nas zgłoszenia - mówi Sylwester Bieszczad.
Kontrole przeprowadzane będą przez strażników także w trwającym sezonie grzewczym, a komendant apeluje o to, by zgłaszać przypadki palenia przez sąsiadów czegoś niewłaściwego. Bo przede wszystkim na zgłoszeniach od ludzi opierają się strażnicy.
- Również jak są w terenie i coś zauważą, poczują, to szukają źródła dymu i kontrolują - mówi.
Co w sytuacji, kiedy do drzwi zapuka strażnik? Właściciel posesji ma obowiązek udostępnić piec.
- Musi go otworzyć, pokazać co tam jest spalane, pokazać dokumenty z wywozu odpadów komunalnych, pokazać też miejsce segregowania tych odpadów. Jeśli wszystko jest w porządku, to na tym kontrola się kończy - wyjaśnia komendant.
W przypadku kiedy stwierdzone zostaną nieprawidłowości, strażnicy skorzystać mogą ze wspomnianego pouczenia, mandatu, ale mogą też skierować wniosek do sądu o ukaranie.
- Nie ukrywam, że jesteśmy zdeterminowani, by w najpoważniejszych sprawach nakładać mandaty z górnej półki - mówi.
Tyle tylko, że najwyższy, jaki można otrzymać za spalanie odpadów komunalnych to 500 zł, co przy obecnych cenach węgla czy drewna wzmaga pokusę, aby domy ogrzać niekoniecznie dopuszczonymi do tego paliwami. Zwłaszcza że złapać kogoś na gorącym uczynku jest niezwykle trudno. Odpady często zdążą się spalić, zanim strażnicy przyjadą. Ale i na to jest sposób. Do końca tego roku obowiązuje umowa, w ramach której strażnicy mogą pobierać próbki popiołu i wysyłać je do badań na Śląsku.
Taka próbka pobrana została w piecu jednego z dębiczan w ubiegłym roku, ale wyniki badań oczyściły go z podejrzeń. Strażnicy mają również urządzenie do sprawdzania wilgotności spalanego w piecach drewna. Ta nie może być wyższa niż 20%.
W internecie można znaleźć wiele danych dotyczących jakości powietrza w Dębicy i powiecie. Badania prowadzi m.in. szwajcarska firma IQAir. To właśnie według ich raportów Dębica jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast nie tylko w Polsce, ale i w Europie!
Najgorzej było w marcu 2020 roku, kiedy nasze miasto znalazło się na 6. miejscu w kraju i 24. miejscu na Starym Kontynencie. Według danych z 23 listopada tego roku jest lepiej, bo stolica powiatu plasuje się na 324. miejscu. Ale powodów do zadowolenia nie mamy. W całym rankingu ujęto 1627 europejskich miast, więc nadal znajdujemy się wysoko. Zbyt wysoko.
Z roku na rok w mieście ubywa tzw. kopciuchów, choć proces ich wymiany przebiega mozolnie. Lokalne przepisy są łagodne dla mieszkańców, a 150 tys. zł rocznie, które miasto przeznacza na wymianę źródeł ciepła, to za mało. Problemem również jest fakt, że stary piec na paliwo stałe można wymienić na ten minimum piątej klasy, który nadal - choć w mniejszym stopniu - emituje do atmosfery zanieczyszczenia. Niestety, najrzadziej wybierana jest możliwość przyłączenia się do miejskiej sieci ciepłowniczej, a dzieje się tak z dwóch powodów. Pierwszy - nie do wszystkich osiedli w mieście sieć dotarła i nie wszędzie pewnie dotrze. Drugi - rosnące ceny sieciowego ogrzewania i zapowiedzi dalszych wzrostów.
Kiedy zanieczyszczenie powietrza jest bardzo duże, służby wydają ostrzeżenia, w których apelują, by nie wychodzić w tym czasie z domu, jeśli nie ma konieczności. Ale są i tacy, którzy na powietrzu spędzają bardzo dużo czasu. Wśród tych osób jest ultrakolarz Krystian Cholewa, który rocznie rowerem pokonuje 20 tys. kilometrów.
- Poza Dębicą powietrze jest w miarę dobre, choć wiadomo, że tam, gdzie jest większe skupisko domów, to jego jakość nie jest najlepsza - mówi.
Oprócz stolicy powiatu wskazuje okolice Czarnej jako miejsce w powiecie, gdzie smog daje się we znaki rowerzystom, czy biegaczom.
- Na terenach górzystych, jak np. w Głobikowej, problem jest mniejszy, bo tam zawsze wieje - dodaje.
Niezbyt dobrze jest w Pilźnie i w Brzostku, gdzie czuć, że wjechało się w gęstszą zabudowę. Niestety nie pozostaje to obojętne dla organizmu.
- Od razu czuć po oddechu, po gardle, pojawia się drapanie - podkreśla Krystian Cholewa.
O tym, jak obecność spalin może uprzykrzyć życie przekonywali się przez lata także mieszkańcy bloku nr 12 przy Strumskiego. Wśród nich Lucyna i Roman Bielatowiczowie, którzy każdego dnia patrzyli na kopcący komin piekarni oddalony od ich bloku zaledwie o ok. 15 metrów.
- Okien nie można było otworzyć, o wywieszeniu prania nie było mowy, bo zaraz wszystko było czarne, brudne - mówi Lucyna Bielatowicz.
Problem zaczął się ok. 2010 roku, pierwsze pisma do PSS Społem poszły w 2013 roku. Ale na zmiany mieszkańcy musieli jeszcze poczekać wiele lat.
Lucyna Bielatowicz wraz z mężem mieszkają na końcu bloku przy Strumskiego, a najgorzej mieli jej sąsiedzi z pierwszych dwóch klatek. Dlatego kiedy Społem po wielu latach zdecydowało się na wymianę pieca węglowego na gazowy, a z piekarni usuwany był komin, to mieszkańcy z zaciekawieniem obserwowali całą akcję. Choć wiedzą, że gaz też nie jest obojętny dla środowiska i klimatu, to jednak w porównaniu do węgla zanieczyszczenie powietrza jest o wiele mniejsze. Teraz państwo Bielatowiczowie i ich sąsiedzi mogą spokojnie usiąść za blokiem, gdzie własnymi rękami zbudowali zielony azyl, odgradzający ich od zgiełku miasta.
Są tam wygodne krzesła, stolik, namiot, oczko wodne, a nad nim mostek oraz pełno kwiatów i oświetlenie, dzięki któremu wieczorami także można odpocząć przy ciastku i kawie. Jest też wiata na sprzęt ogrodowy, bo o to co stworzyli, trzeba cały czas dbać.
Wymiana pieca w piekarni przy Żeromskiego nie jest jedynym działaniem PSS Społem, bo wymieniony został również ten przy ul. Piekarskiej. Ta piekarnia od bloku przy Strumskiego znajduje się w odległości ok. 90 m w linii prostej. Ale pomimo tych działań ciągle jest co poprawić, o czym
państwo Bielatowiczowie również wspominają.
- Wszystko byłoby fajnie, gdyby w Rynku ktoś przestał palić plastikami - mówi Lucyna Bielatowicz, która dodaje, że dzisiaj wszędzie pełno jest betonu, a człowiek potrzebuje przede wszystkim zieleni i czystego powietrza, o czym wiele osób niestety nie pamięta, albo pamiętać nie chce.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Trudno mi uwierzyć w te interwencje Straży Miejskiej. Widziałam, jak ich samochód nie zatrzymując się przejechał ulicą mocno zadymioną przez palące się ogniska. Dym był gęsty i mógł zagrażać bezpieczeństwu ruchu drogowego. Nie zauważyłam żeby patrole Straży Miejskiej pilnowały porządku parkowania, samochody stoją na chodnikach i nikogo to nie interesuje. Gdyby były kontrole kotłów to powietrze w Dębicy nie byłoby tak bardzo skażone. Na mapie stanu jakości powietrza "Mapa Airly" widać, że zła lub bardzo zła jakość powietrza w okresie jesienno-zimowym przy bezwietrznej pogodzie utrzymuje się na obszarze całego miasta, najczęściej od godziny 16 do późnych godzin nocnych.
Trudno mi uwierzyć w te interwencje Straży Miejskiej. Widziałam, jak ich samochód nie zatrzymując się przejechał ulicą mocno zadymioną przez palące się ogniska. Dym był gęsty i mógł zagrażać bezpieczeństwu ruchu drogowego. Nie zauważyłam żeby patrole Straży Miejskiej pilnowały porządku parkowania, samochody stoją na chodnikach i nikogo to nie interesuje. Gdyby były kontrole kotłów to powietrze w Dębicy nie byłoby tak bardzo skażone. Na mapie stanu jakości powietrza "Mapa Airly" widać, że zła lub bardzo zła jakość powietrza w okresie jesienno-zimowym przy bezwietrznej pogodzie utrzymuje się na obszarze całego miasta, najczęściej od godziny 16 do późnych godzin nocnych.