Anna Bachan rzuciła zajęcia taneczne, by trenować siatkówkę w Wisłoce. Chwila spędzona przeze mnie podczas czwartkowego treningu wystarczyła, żebym zrozumiał dlaczego.
Na zajęcia trzynastolatka dojeżdża od roku z Pustkowa-Osiedla. Przez wcześniejsze siedem chodziła na tańce, ale stwierdziła w końcu, że to jednak nie dla niej. Siatkówką zainteresował ją nauczyciel wychowania fizycznego w szkole podstawowej. Nomen omen trener piłkarskiej drużyny Wisłoki Bartosz Zołotar.
Zresztą nie tylko ją, bo razem z nią na treningi do Dębicy jeździ sześć jej koleżanek z klasy. Często zbierają się w grupę i jadą pociągiem lub autobusem, czasem przywożą je lub odbierają rodzice, starają się być jednak samodzielne.
- Kiedy Ania przyszła pierwszy raz z koleżankami, były jeszcze takie trochę niepewne, głównie się przyglądały - opowiada ich trenerka Katarzyna Szydło.
Po kilku zajęciach rozkręciły się jednak na dobre. Anna Bachan nie wyobraża sobie teraz tygodnia, w którym nie miałaby kontaktu z piłką do siatkówki. Co więcej, pasją do niej zaraża też kolejne koleżanki z innych klas.
Bo hala Zespołu Szkół nr 2 w Dębicy jest dla nich nie tylko miejscem, gdzie wykonują kolejne ćwiczenia, czy też grają mecze. To jest miejsce spotkań, zawierania nowych przyjaźni, które później przenoszone są poza jej mury na grunt prywatny.
- Byli właśnie przed chwilą rodzice, którzy przyprowadzili dwie córki, bo te dowiedziały się od koleżanek, że u nas jest super - zdradza trenerka.
Kiedy przed trzema laty została reaktywowana sekcja, było w niej 20 dziewcząt. Dziś jest 300 osób, bo to już nie tylko dziewczyny, ale też chłopcy - w wieku od 6 do 18 lat.
- Jesteśmy, działamy, fajnie u nas jest, fajnie się rozwinęło i można powiedzieć, że ciężka praca popłaca - cieszy się Katarzyna Szydło.
Trenerzy starają się pracować tak, by dzieciaki zachęcić, ale nie zniechęcić. I pewnie właśnie dlatego mają już pod opieką tak pokaźną rzeszą wychowanków. Na tej jednej hali brakuje dla nich miejsca, dlatego wynajmują kolejne w Szkole Podstawowej nr 6, w Domu Sportu i przy ul. Kościuszki.
Bo choć jest ich już bardzo dużo, ciągle liczą na kolejne zgłoszenie. Bo chcą dać każdemu szansę, by mógł ujawnić swój talent. Na tej bazie mogą być budowane drużyny zgłaszane do rozgrywek ligowych.
Najmłodsze dzieci grają w Kinder Joy of Moving. Nieco starsze w lidze młodziczek, w której występuje aż cztery zespoły Wisłoki. Z jeszcze starszych stworzone zostały ekipy juniorek młodszych i juniorek. Poza rozgrywkami ligowymi biorą też udział w licznych turniejach.
Właśnie ta dobra atmosfera sprawiła, że do klubu chcą wracać kobiety, które kiedyś grały tu w siatkówkę. A skoro one też chcą wrócić do treningów, to trzeba im było wyznaczyć jakiś cel. Będzie nim gra w seniorskiej I lidze podkarpackiej, do której Wisłoka została zgłoszona po dziesięciu latach przerwy.
Dołączą do nich nowe, które na zajęcia chodzą od trzech lat. Z kolei te młodsze będą miały kogo podpatrywać, by uczyć się od nich, a kiedyś zastąpić je w rozgrywkach.
Kiedy wychodzę z hali trening rozkręca się na dobre, a na twarzach dziewczyn nie widzę znudzenia wykonywanymi po raz kolejny tymi samymi ćwiczeniami. Są za to na nich uśmiechy i spotyka mnie jeszcze jedna miła niespodzianka.
- Życzę miłego wieczoru - rzuca w moją stronę jedna z młodych siatkarek, kiedy mówię do widzenia.
A w ślad za jej słowami szeroki uśmiech pojawia się na twarzach koleżanek z jej grupy. To przekonuje mnie ostatecznie, jest im tu naprawę dobrze.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Oby patronatu nie obcięło mosirowe korporacyjne dyrektorstwo ,
Oby patronatu nie obcięło mosirowe korporacyjne dyrektorstwo ,