W poniedziałek 16 lutego zmarła Maria Wojnarowska, która przez 22 lata była dyrektorką Szkoły Podstawowej w Pustkowie-Osiedlu. Miała 94 lata.
Pełniła też obowiązki Gminnego Dyrektora Szkół, a następnie Gminnego Inspektora Oświaty. W tym czasie rozbudowana została szkoła w Pustkowie–Osiedlu, a w Zawadzie zbudowana została nowa. W 2018 r. Rada Gminy Dębica uhonorowała ją tytułem Zasłużony dla Gminy Dębica.
Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w piątek 20 lutego mszą św. o godz. 13:00 w kościele parafialnym w Pustkowie-Osiedlu. Pół godziny wcześniej odmówiony zostanie różaniec. Po nabożeństwie trumna z ciałem zmarłej zostanie złożona na cmentarzu parafialnym.
Przed niespełna dwoma laty udzieliła mi wywiadu, na podstawie którego powstał poniższy artykuł opublikowany w numerze 17 (2024) Obserwatora Lokalnego.
Marię Wojnarowską najbardziej ucieszyły słowa jednego z uczniów: ja polubiłem przez panią język polski.
Miała 7 lat, kiedy zmarła jej mama. Ją i brata wychowywał sam ojciec. Do pierwszej klasy nie chodziła, bo czytać nauczyła się na książeczce do nabożeństwa. Drugą i trzecią zaliczyła w szkole w Niedźwiadzie Górnej, która podczas wojny została zupełnie zniszczona. Po wojnie jako jedyna z Górnej poszła do tej w Niedźwiadzie Dolnej. Chodziła codziennie ponad 4 kilometry.
- Śmiali się ze mnie, mówili, że przyszedł górski dziad - wspomina.
Górna część wsi była biedniejsza od dolnej. Nie przejmowała się tym, a tych, którzy ją przezywali, uczyła historii i opowiadała lektury, bo jako jedna z niewielu je czytała. Pewnego dnia powiedziała ojcu, że chce pójść do liceum w Dębicy.
Ten tylko stwierdził, że raczej będzie cepami młóciła. Kiedy nie dawała mu spokoju, zgodził się zabrać ją na egzamin myśląc, że i tak do nie zda i będzie miał sprawę z głowy. Zdała i to bardzo dobrze. Żyła o kromce chleba ze smalcem, by stać ją było na naukę.
- A dziś młodzież ma sielskie życie i tak nie chce się uczyć - stwierdza Maria Wojnarowska.
Po trzech latach w liceum ojciec chciał by poszła do pracy. Uparła się, nie po to tyle poświęciła, by skończyć bez matury. Wyczytała w gazecie, że w Tarnowskich Górach jest liceum pedagogiczne, gdzie można uzyskać stypendium.
Wujek z Ameryki dał jej pieniądze na bilet na pociąg. Była tak głodna, że kupiła za nie kanapkę, a trasę pokonała na gapę. I do tej pory cieszy się, że nie dała się złapać. W nowej szkole wymagania były duże, ale wszystko miała za darmo, więc była zadowolona.
- Jak przywiozłam do domu dyplom, ojciec się rozpłakał - mówi.
Pierwszą pracę dostała w Nawsiu. To tam poznała przyszłego męża Józefa. W 1955 r. była świadkiem pożaru kina w Wielopolu Skrzyńskim, w którym zginęło 58 osób. Przez to zmieniła miejsce pracy.
- To kino miało przyjechać też do szkoły w Nawsiu na moje zaproszenie, nie mogłam nie myśleć, co by się stało, gdyby to było w Nawsiu - opowiada.
Przez rok uczyła w Starej Jastrząbce, wybrała ją także dlatego, że Józef pracujący w Mielcu miał tu bliżej. Później na dziesięć lat przeniosła się do Dobrynina. Zanim rozpoczął się rok szkolny pobrali się i dostali tam małe mieszkanie.
Odkładali pieniądze na swój dom na wsi, bo w Mielcu mieszkać nie chciała. Ciotka z Ameryki chciała jej sprzedać działkę w Brzeźnicy, ale ostatecznie kupili od niej tylko materiały budowlane, a parcelę od innych ludzi. Kiedy zaczęła uczyć w Pustkowie-Osiedlu przez dwa lata mieszkali z dwójką dzieci w małej garsonierze.
Po trzech latach pracy w 1968 r. została dyrektorką szkoły, dzięki dobrej opinii poprzedniczki Marii Depowskiej. Szło jej tak dobrze, że władze powierzyły jej opiekę nad wszystkimi szkołami w północnej części gminy, a później także nad tymi z południowej.
- Z dyrektorem Ignacym Krasoniem podjęliśmy się rozbudowy szkoły w Pustkowie i to jest nasze dzieło. Pomógł nam bardzo Edward Brzostowski - zaznacza.
Na emeryturę przeszła w 1990 r., ale przez trzy lata jeszcze uczyła. Robi to do dziś, bo nadal przychodzą do niej uczniowie, zadając pytanie, o co chodzi Prusowi w tej Lalce.
- Cudem nie jestem i nie byłam, ale zawsze starałam się być uczciwym człowiekiem - przekonuje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze