W niedzielę 3 sierpnia zmarła jedna z najstarszych mieszkanek gminy Czarna. Maria Perlik miała 101 lat.
Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się modlitwą różańcową we wtorek 5 sierpnia o godz. 14:30. Msza św. żałobna odprawiona zostanie o godz. 15:00 w kościele MB Nieustającej Pomocy w Czarnej, po czym nastąpi pożegnanie zmarłej na nowym cmentarzu.
A tak o życiu Marii Perlik pisałem na łamach OL tuż po tym, jak skończyła 100 lat.
Kiedy życzę jej dwieście lat, twierdzi że mało. Chciałaby żyć tyle, co Noe. Sprawdzam, ile to - 950!
Maria Perlik urodziła się 22 listopada 1923 roku w Czarnej i z tą miejscowością związana była przez całe życie. Raz tylko zmieniła miejsce zamieszkania, kiedy po ślubie i wybudowaniu nowego domu przeprowadziła się z jednej strony drogi na drugą, by rozpocząć wspólne życie z mężem Edmundem.
Pobrali się 6 maja 1950 r., dwa lata później przeprowadzili się na swoje. Na świat zaczęły przychodzić dzieci, mieli ich ósemkę, sześciu synów i dwie córki. Maria Perlik w tym czasie była gospodynią domową, poświęcała się wychowaniu potomstwa i pracy w gospodarstwie.
- Chowałam konie, krowy, świnie - wylicza, a po chwili z przymrużeniem oka dodaje do tego myszy i szczury.
Jej mąż pracował w Zakładach Azotowych w Tarnowie, a w domu się nie przelewało. Zygmunt Perlik zmarł w 1997 roku, a więc wdową jest od 26 lat. Kiedy pytam, jakim był mężem, odpowiada, że dobrym.
- Jakby nie był, to by nie miał ośmiu dzieci - tłumaczy z lekkim rozbawieniem.
Na dzieci również może liczyć, kiedy potrzebuje pomocy. O ich zachowaniu mówi krótko: bez zarzutu. Doczekała się z ich strony 28 wnucząt, a z kolei od nich 29 prawnucząt.
- Mam też jedną praprawnuczkę, jak coś nie przybyło - dodaje.
Maria Perlik wspomina też czasy panieńskie. Opowiada, że pracowała w tartaku. Przez trzy lata była też gospodynią na plebani. Prała, prasowała, sprzątała i ołtarze w kościele ubierała. A ksiądz po ślubie nie przyjął od niej pieniędzy. Po śmierci męża z kolei przez trzy lata pracowała w Gminnej Spółdzielni, paląc w piecu.
Od dziecka lubi śpiewać, co udowadnia mi zapraszając na minikoncert. Śpiewa o mamusi, która ma ładną córkę, o marszałku Piłsudskim, a później o Ignacym Mościckim. Dodaje, że tę ostatnią wykonywała z chórem w kościele 3 lutego na jego imieniny.
- Pamiętam te piosenki do dziś, bo od tego mam głowę i mózg - zauważa.
Choć przeżyła już ponad sto lat, nigdy nie miała alkoholu w ustach, nawet piwa. Skąd taka silna wola? Odpowiada zagadkowo: 1-10-1-10-1-10. Kiedy nie wiem, o co chodzi, mówi jedno słowo: różaniec.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym.Amen
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym.Amen