Siedem Bram Jerozolimy zatrzęsło w niedzielę domem kultury Mors.
By opisać dzieło Krzysztofa Pendereckiego, a właściwie jego wykonanie w naszym mieście, trzeba by było użyć wielu przymiotników i to w ich najwyższym stopniu. Odpowiedzialny za festiwal wiceburmistrz Maciej Małozięć, którego spotkałem w piątek na Rynku, stwierdził wręcz, że dla Dębicy będzie to historyczne wydarzenie. I mam wrażenie, że za takie właśnie może być uznane, biorąc pod uwagę, że takiego dzieła, w takim wykonaniu chyba rzeczywiście u nas nie było. By poczuć jego potęgę wystarczy wyobrazić sobie oratorium rozpisane na solistów, chóry i orkiestrę, z naciskiem na instrumenty dęte i basy, z wykorzystaniem tubafonów, w którym słychać wpływy Bliskiego Wschodu, ale i muzyki sakralnej.
- Kompozycja ta jest hołdem dla miejsca, które przez tysiąclecia było sercem duchowym trzech wielkich religii monoteistycznych - Jerozolimy. Jednocześnie jednak w każdym jej dźwięku kryje się coś głęboko osobistego, co wyrosło z dzieciństwa, w otoczeniu orkiestr dętych, melodii liturgicznych i religijnych - pisze Maciej Małozięć w katalogu wydanym przy okazji koncertu.
Zresztą sam kompozytor wspominając lata spędzone w Dębicy przekonywał, że wychował się otoczony światem żydowskim.
- W Dębicy był jeden kościół katolicki i pięć synagog. Pamiętam śpiewy, które dobiegały mnie z żydowskich bożnic. Mam tę muzykę w uchu - mawiał.
Wykonania Siedmiu Bram Jerozolimy w Domu Kultury Mors miała wysłuchać wdowa po profesorze - Elżbieta Penderecka, nie pozwolił jej jednak na to stan zdrowia.
Jedną z osób, które najbardziej tego żałowały był niewątpliwie pochodzący z Łęk Górnych artysta - Ryszard Paprocki, który właśnie podczas tego koncertu na jej ręce chciał przekazać swoje obrazy, inspirowane partyturą Krzysztofa Pendereckiego.
- Te dzieła powstały na prośbę moją do maestro Pendereckiego i maestro zgodził się i wysłał mi kilka partytur Jutrzni, bo interesowała mnie wówczas Jutrznia. I powstały te moje obrazy w 2018 roku, przy okazji mojej wystawy w Muzeum Regionalnym w Dębicy - opowiadał tuż przed koncertem.
Wspominał również, że chciał się odwdzięczyć Krzysztofowi Pendereckiemu i przekazać mu dwa z dziesięciu powstałych obrazów. Niestety, nie zdążył, stąd pomysł, by trafiły one w ręce wdowy po profesorze. Zanim jednak do niej dotrą oglądać mogła je publiczność dębickiego koncertu, m.in. Barbara Penderecka-Piotrowska, siostra kompozytora i jej syn Krzysztof Korwin-Piotrowski.
Na scenie usłyszeć można było Orkiestrę i Chór Filharmonii Krakowskiej im. Karola Szymanowskiego oraz Chór Polskiego Radia Lusławice pod batutą Macieja Tworka, a także solistów: Iwonę Hossę (sopran), Karolinę Sikorę (mezzosopran), Małgorzatę Pańko-Edery (alt), Rafała Bartmińskiego (tenor), Łukasza Koniecznego (bas) i Sławomira Hollanda w roli narratora. W sumie było to ponad 230 muzyków i wokalistów.
Koncert zamykał jednocześnie dwa wydarzenia: Międzynarodowy Festiwal Dębickie Korzenie – Krzysztof Penderecki in memoriam oraz 6. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Europy Środkowo-Wschodniej Eufonie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze