Reklama

Danuta Gmyr: została po niej kronika i zeszyty z piosenkami

Na imię miała Klara, choć wszyscy mówili do niej Danusia. Danuta Gmyr w zespole Morsy śpiewała przez 47 lat.

Kiedy zmarła, wiele osób nie skojarzyło nawet, że Klara Gmyr-Myzia, o której śmierci informują klepsydry, to nikt inny jak Danuta Gmyr, znana z zespołu ludowego Morsy, prowadzonego przez Sylwię Murdza- Chrobak. Pochowana została w Ropczycach, skąd pochodziła, a na cmentarzu żegnał ją cały zespół, z którym występowała przez prawie pięć dekad.

- Danusia była cudownym człowiekiem. Czasem zapominam, że już nie żyje. Uwielbiała nasz zespół, żyła nim. I była bardzo pomocna. Jak płaszcz ubierałam to zaraz podbiegała, żeby mi pomóc, a była tylko 4 lata młodsza - wspomina Sylwia Murdza-Chrobak.

Reklama

Liderka Morsów jest dziś jedyną, która pozostała w zespole z pierwotnego składu. Zakładała go w 1970 roku, a pięć lat później do grupy doszła Danuta Gmyr. I śpiewała w niej, choć nie tylko, bo Morsy działały charytatywnie i społecznie przez 47 lat.

- W Litwie chyba z dziesięć razy z pomocą byłyśmy. W Ukrainie jeszcze wojny nie było, a myśmy już paczki dla nich robiły - zauważa pani Sylwia, dodając, że Danuta Gmyr zawsze była pierwsza do roboty przy takich akcjach.

Ale żyła też, a może przede wszystkim, muzyką. Janina Sikora, która również śpiewa w Morsach twierdzi, że kiedy z domu Danuty Gmyr brała zeszyty z piosenkami, które miała zapisane, sama nie mogła ich unieść i musiała prosić o pomoc córkę.

Reklama

- Część dałam Marysi Należnej, która zastąpiła Danusię w zespole, część jest u mnie - mówi.

Kiedy pani Danuta już chorowała wyraziła życzenie, by kronika, którą prowadziła, trafiła w ręce Sylwii Murdza-Chrobak.

- My mamy kroniki zespołu, ale ona też sama dla siebie taką prowadziła. I bardzo skrupulatnie to robiła, bo są w niej nawet takie wycinki, jakich w zespołowej kronice nie mamy. Jak siadam do jej przeglądania to zaraz płaczę, bo wspomnienia wracają - przyznaje szefowa Morsów.

Danuta Gmyr z zespołem ostatni raz wystąpiła ponad rok temu. Później zdrowie jej już na to nie pozwalało i musiała zrezygnować z koncertów. Ale nadal z przyjemnością słuchała śpiewu koleżanek z grupy. A te, gdy występowały pod Domem Kultury Śnieżka, zrobiły jej niespodziankę.

Reklama

- Całym zespołem przyszłyśmy do niej do domu i zagraliśmy i zaśpiewaliśmy tak, że chyba nie tylko cała klatka, ale i cały blok słyszał. O jaka ona była wtedy szczęśliwa! - Janina Sikora uśmiecha się na samo wspomnienie.

Sylwia Murdza-Chrobak nie ukrywa, że kiedy Danuta Gmyr zmarła, szybko zaczęła szukać kogoś, kto mógłby ją zastąpić w zespole. Chętnych, jak twierdzi, nie było wiele, ale w końcu zgłosiła się wspomniana już wcześniej Maria Należna, która na próby dojeżdża z gminy Czarna.

- Ktoś mógłby się dziwić, że tak szybko chciałam, żeby ktoś nowy przyszedł. A mi zależy, żeby zespół przetrwał. Ja przecież też już jestem w takim wieku, że w każdej chwili mogę odejść, a Morsy mają grać i śpiewać nawet po mojej śmierci - zastrzega ich założycielka.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama