Reklama

Jak długo trzeba czekać w kolejce w Tauronie? Relacja i porady od jednego z oczekujących [SEO: czas oczekiwania, kolejka, Tauron]

Jak długo trzeba czekać w kolejce na jej załatwienie, możemy przekonać się czytając tekst na podstawie relacji jednego z naszych Czytelników. Opowiedział nam on, jak wyglądało to w jego przypadku.

Przed budynek Tauronu podjeżdżamy ok. 10:30, mając nadzieję, że sprawę uda się załatwić szybko. Pierwszym ostrzeżeniem, że naszych planów może nie uda się zrealizować w krótkim czasie, może być liczba samochodów na parkingu. Na szczęście znajdujemy wolne miejsce i wchodzimy do środka, znaczy do wiatrołapu, bo dalej przez schody do góry wije się kolejka oczekujących. Przez chwilę zastanawiamy się, czy zostać czy też przyjechać innego dnia. Zostajemy.

Reklama

Tyle cierpliwości nie ma mężczyzna z dwójką dzieci, który przychodzi po nas. Najpierw każe chłopcu i dziewczynce zostać w wiatrołapie, a sam idzie do góry sprawdzić, gdzie kolejka się kończy, szybko schodzi, zabiera wnuki i wychodzi. Niektórzy podchodzą tylko pod drzwi i widząc, co dzieje się za nimi, ze zrezygnowaną miną odchodzą.

Są jednak i tacy, którzy decydują się ustawić w kolejce za nami. Jesteśmy tu pierwszy raz, nie wiemy, gdzie kończy się kolejka u góry i ile osób przyjmuje interesantów. Po dziesięciu minutach, od kiedy wyszliśmy, po schodach schodzi pierwsza kobieta i patrząc na kolejkę, w której sama wcześniej stała niemal z zadowoleniem mówi do widzenia. Po chwili z biura wychodzi następny człowiek.

Reklama

Gdy ktoś chce tylko przepisać umowę

Za nim pojawia się mężczyzna z identyfikatorem i pyta, czy ktoś chce tylko przepisać umowę. Kilka osób z kolejki odpowiada, że tak. Zbiera od nich potrzebne dokumenty i w ciągu kilku minut kolejka kurczy się o kilka osób. Dzięki temu z wiatrołapu docieramy na schody. Pojawia się okruch nadziei, że może jednak nie potrwa to tak długo.

Tyle że ci, którzy zostali mają poważniejsze sprawy do załatwienia, a to może oznaczać, że kiedy już wejdą do biura, mogą z niego szybko nie wyjść. No nic, czekamy dalej. Co pewien czas kolejka posuwa się do przodu, a opuszczone przez jednych miejscach na wygodnych fotelach u góry, zajmują następni, którzy wcześniej musieli oczekiwać na stojąco. Na szczęście działa klimatyzacja i w poczekalni temperatura nie sprzyja omdleniom.

Reklama

Szybko też można zorientować się, że podobnie jak my jesteśmy we dwójkę, są też inni oczekujący w parach, a to sprawia, że kolejka jeszcze bardziej się skraca, choć przy tym tłumie trudno to sobie wyobrazić. Tak samo jak słowa jednego z oczekujących, że kiedy był tu wcześniej ogonek ograniczał się tylko do foteli na górze.

Wreszcie orientujemy się, gdzie jest jego koniec. Z jednej strony nad drzwiami widać nr 11, z drugiej nr 12. Ludzie wchodzą i tu, i tu. To znaczy, że przyjmują co najmniej dwie osoby. Wkrótce orientujemy się jednak, że jest jeszcze bardziej optymistycznie. Ktoś mówi bowiem, że pod dwunastką są dwa stanowiska. Niektórzy wchodzą i wychodzą dość szybko, dzięki temu wreszcie możemy wygodnie usiąść, a to oznacza, że jesteśmy już całkiem blisko przyjęcia. Minęło właśnie pół godziny od kiedy weszliśmy.

Reklama

W poniedziałki, środy i piątki

Cicha dotychczas kolejka ożywia się, kiedy dołącza do niej mężczyzna w średnim wieku. Zastanawia się jak długo przyjdzie mu poczekać. Ktoś rzuca: błogosławieni cierpliwi. Odpowiada, że takiego wezwania w ośmiu błogosławieństwach jeszcze nie słyszał, bo o cichych coś jest, miłosiernych i ubogich w duchu też, ale cierpliwych można dołączyć jako dziewiątych. Byłoby błogosławieni cierpliwi, albowiem oni w Tauronie sprawę załatwią. Słychać cichy śmiech.

Mężczyzna liczy, który może być, wychodzi mu dość duża liczba, bo teraz to on stoi na końcu schodów na dole. To znaczy tam właściwie powinien stać, ale wszedł do góry, bo tu chyba czuje się lepiej. Podpowiadamy mu, że niektórzy oczekują podwójnie. Właściwie takich jest większość, tylko jeden zapatrzony w smartfona interesant jest sam.

Reklama

- To ja do pana dołączę – proponuje mężczyzna w białej koszuli, ten drugi jednak nawet nie podnosząc wzroku znad wyświetlacza pomija propozycję milczeniem.

Ktoś z kolejki rzuca, że to jakieś dziwne, że punkt obsługi nie jest czynny codziennie, tylko w poniedziałki, środy i piątki. Mówi, że był wczoraj, znaczy we wtorek, ale pocałował klamkę. Stojący obok niego tylko się uśmiecha i mówi, że on też. Kolejny skinieniem głowy daje znać, że również zalicza się do tego klubu. Znów słychać śmiech.

A gdzie jest dziennik podawczy

Kilka wchodzących osób pyta od razu, czy jest tu jakiś dziennik podawczy, bo oni chcą tylko zostawić dokumenty. Mówimy im, że spod jedenastki wychodzi czasem pracownik, który pyta o to. Zastanawia się, w końcu puka. Udaje mu się szybko zrealizować cel wizyty i z zadowoleniem opuszcza budynek.

Reklama

- Czy ktoś tylko z przepisaniem umowy – pyta po raz kolejny kolejkowiczów gość z obsługi.

I znów kilka innych osób może poczuć ulgę, że jednak nie będą musieli tkwić tu przez kolejną godzinę, a może i więcej. Drzwi na dole otwierają się, kiedy wychodzą, a po chwili wchodzi wyraźnie podenerwowany facet. Patrzy na kolejkę, przeklina szpetnie i wychodzi. Mija dziesięć minut, wraca jakby nieco uspokojony, ustawia się na końcu i cierpliwie czeka.

Pracownik po raz kolejny wychodzi z biura i widząc nie malejący ogonek stara się rozpytać, kto i z jaką sprawą przyszedł. Rozdaje jakieś druki do wypełnienia, daje czyste kartki, by oczekujący w międzyczasie napisali pismo i byli przygotowani do jego złożenia. Jednym mówi, że będzie potrzebny stan licznika, u innych upewnia się, czy mają wszystkie konieczne do załatwienia sprawy dokumenty.

Reklama

Przyda się też stan licznika

Mężczyzna w białej koszuli, który wcześniej zrobił nieco zamieszania, już dzwoni do kogoś w domu, by poprosić o odczytanie stanu licznika. A w razie czego prosi też o podanie jego numeru, gdyby miało okazać się, że i ten będzie potrzebny.

Co dzieje się w kolejce potem, nie wiemy, bo wreszcie wchodzimy do jedenastki. Kiedy siadamy, mówię do młodej kobiety po drugiej stronie szyby, że trochę jej współczuję. Przez chwilę robi minę, jakby chciała coś odpowiedzieć, ale rezygnuje. Po jej twarzy widać jednak, że nie jest to najłatwiejszy kawałek chleba. Pomaga nam napisać pismo w sprawie, z którą do niej przyszliśmy. Zapewnia, że zaraz przekaże je do odpowiedniego działu.

Reklama

Kiedy po półtorej godziny opuszczamy budynek Taurona mamy odczucie, że i tak poszło szybciej niż pierwotnie spodziewaliśmy się. I że w związku z tym będziemy mieć jednak czas na załatwienie kolejnej sprawy w innym biurze.

Tym, którzy być może w kolejce przed biurem pomstują na urzędników Taurona, chcemy tylko przekazać, że oni naprawdę starają się, żeby klienci zostali obsłużeni jak najsprawniej. Pomimo tego, że straciliśmy w kolejce półtorej godziny i tak wyszliśmy być może na tym lepiej niż wisząc na słuchawce na infolinii. Rozmawialiśmy z kobietą w cztery oczy, ta nie starała się pozbyć nas jak najszybciej, udzieliła jeszcze kilku cennych informacji.

Czytaj także: Takie koncerty będą tylko w dziewięciu miastach

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stefan - niezalogowany 2023-09-07 21:37:21

    A trzeba było wejść na stronę taurona, tam można się zapisać na konkretny termin i godzinę. A nie wylewać żale w internetach Stare przysłowie pszczół mówi: Myślenie nie boli, Ale Polak tylko potrafi narzekać;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Dziadek - niezalogowany 2023-09-09 08:17:08

    Wytłumacz to starszej osobie. Mądralo...

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama