Reklama

Dopiął swego. Dominik Mądro wreszcie pierwszy

Po dwóch drugich miejscach, które zajął w tegorocznych zawodach downhilowych, Dębiczan stanął na najwyższym podium podczas zawodów w Kluszkowcach. Zwycięstwo smakuje tym bardziej, że zostało odniesione w błocie i deszczu.

Dominik Mądro jako pierwszy dojechał do mety wyścigu w kategorii Hobby Hardtail podczas Małopolska Downhill Bike Festival w Kluszkowcach. Miał w nim tylko jednego przeciwnika, ale żeby go pokonać musiał się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności. W tych niezwykle trudnych warunkach pogodowych przydało się również doświadczenie i opanowanie.

– To był naprawdę wymagający weekend. Pogoda zmieniała się praktycznie z godziny na godzinę, a trasa potrafiła zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych zawodników – opowiada Dominik Mądro.

Reklama

Rywalizacja rozpoczęła się w piątek, który był dniem treningów i poznawania trasy. Nie do końca się to udało, bo akurat tego dnia pogoda była bardzo dobra. Dla przygotowujących się do zawodów downhillerów dodatkową atrakcją była konkurencja organizowana przez Red Bulla zawody w zjeździe bez łańcucha.

– To była ciekawa zabawa i jednocześnie test techniki jazdy. Nie można było pedałować, więc liczyło się pompowanie rowerem, odpowiednia praca ciałem i utrzymywanie prędkości. Było dużo śmiechu i dobrej zabawy, a przy okazji można było sprawdzić swoje umiejętności – opowiada zawodnik.

Reklama

Sobotnie przedpołudnie także rozpieszczała zawodników. Jeździli po szybkiej i stosunkowo suchej trasie, co pozwalało im uczyć się każdego zakrętu i dopracowywać optymalne linie przejazdu.

– Moje przejazdy oscylowały w granicach minuty i czterdziestu dziewięciu sekund. Wszystko wyglądało bardzo obiecująco. Skupialiśmy się na zapamiętywaniu trasy i szukaniu kolejnych urwanych ułamków sekundy – mówi Dominik Mądro.

No ale po godzinie czternastej sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Kluszkowce zaczęły spływać deszczem. Nasz zawodnik zrobił sobie godzinną przerwę, licząc na poprawę pogody. Przed siedemnastą jednak, kiedy nie widział szans na poprawę warunków, wykonałem ostatni przejazd treningowy.

Reklama

Okazało się, że górna część trasy była jeszcze całkiem przyjemna do jazdy, ale dolny odcinek, który był w całości w lesie, zamienił się w prawdziwe bagno. Szczególnie trudnym miejscem okazała się okolica słynnej hopki, która nazwana została Bunkier.

– Błoto było tak lepkie, że zaklejało opony. Momentami nie dało się normalnie jechać. Ryzyko upadku było ogromne, dlatego postanowiłem odpuścić dalsze treningi. Szkoda zdrowia. Wiedziałem, że najważniejszy będzie kolejny dzień – podkreśla zawodnik.

W niedzielę nie było jednak wcale lepiej. Deszcz padał przez całą noc, a trasa stała się jeszcze bardziej wymagająca. Pierwsze treningi tego dnia okazały się zwykłą walką o przetrwanie. Śliskie korzenie, mokre kamienie i błoto sprawiały, że praktycznie każdy odcinek mógł zaskoczyć.

Reklama

Trasa stała się wyjątkowo nieprzewidywalna i trudno było wyciągać z niej jakieś konkretne wnioski. Mimo trudnych warunków Dominik znakomicie poradził sobie podczas kwalifikacji.

– Szczerze mówiąc, spodziewaliśmy się, że będzie gorzej. Tymczasem udało się pojechać bardzo pewnie i szybko. W kwalifikacjach uzyskałem najlepszy czas w kategorii, co dało mi dodatkową motywację przed finałem - relacjonuje.

Przed decydującym przejazdem wydawało się, że pogoda zaczyna się stabilizować. Ale to była tylko chwilowa przerwa w opadach. Podczas kolejnych przejazdów znów zaczęło bardzo mocno padać. Trasa, która wcześniej miejscami przesychała, ponownie zrobiła się niezwykle śliska i wymagająca.

Reklama

Takie warunki pokazały jednak, kto naprawdę potrafi jeździć w błocie i zachować spokój, kiedy rower cały czas walczy o przyczepność. Dominik zachował zimną krew i pojechał na tyle skutecznie, by sięgnąć po zwycięstwo. Z czasem 1:55,80 w decydującym przejeździe wyprzedził rywala o ponad trzy sekundy.

– Jest ogromna satysfakcja. Takie zwycięstwa odniesione w bardzo trudnych warunkach smakują szczególnie. Kiedy jest sucho, wszyscy jadą szybko. Kiedy pojawia się błoto, deszcz i nieprzewidywalna trasa, liczy się doświadczenie, opanowanie i odpowiednie decyzje. Cieszę się, że wszystko zagrało i udało się wygrać – podsumowuje Dominik Mądro.

Reklama

Zwycięstwo w Kluszkowcach to kolejny udany występ zawodnika z Dębicy, który potwierdził, że należy do krajowej czołówki ścigających się na rowerach hardtailowych. A już w tym tygodniu będzie walczył o medal mistrzostw Polski na górze Żar.

Czytaj także: Rodzinny Festiwal Aktywności - zapisy trwają

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/06/2026 19:38
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Debica24.pl




Reklama