Wszystko zaczęło się od problemów miłosnych. To one skłoniły Sarę Jezuit, by zgłosić się do udziału w czwartej edycji Hotelu Paradise. Kibicowały jej również przyjaciółki. Nie od razu się zdecydowała. Dzisiaj nie żałuje ani jednej chwili spędzonej na Zanzibarze.
Pracowała, jako kelnerka, dzisiaj jest instagramerką, jednak jak sama mówi chciałaby pokelnerować od czasu do czasu, by nie stracić kontaktu z normalnym życiem. Nie ma problemu ani z popularnością, jaką przyniósł jej udział w telewizyjnym reality show, ani z hejtem, który towarzyszył jej od momentu, kiedy dołączyła do reszty uczestników programu. Choć ten największy zaczął się po odcinku finałowym, który pochodząca z Żyrakowa, a mieszkająca obecnie w Dębicy młoda kobieta wygrała. Zgarniając przy okazji okrągłe 90 tys. zł. Wiele osób zarzuciło jej pazerność. Ona sama zapewnia, że gdyby po przeciwnej stronie ścieżki lojalności stał Przemysław Farbotko, to kulą by nie rzuciła.
Po programie wydawało się, że właśnie z nim Sara Jezuit stworzy parę. Życie jednak zweryfikowało wszystko, a uczestnicy hotelu rozeszli się. Nie oznacza to jednak, że jej serce jest wolne. M.in. o miłości, zawartych w Hotelu Paradise znajomościach i o tym, jaką była uczennicą opowiada w rozmowie z nami Sara Jezuit.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze